Pieniądze nie grają?
Przykłady Widzewa, Rakowa czy Wieczystej pokazują, że błędy w zarządzaniu, presja kibiców lub jej brak często są warte znacznie więcej, niż miliony wydane na transfery i szeroka kadra.
Widzew i Wieczysta w tym sezonie mocno rozczarowują. Fot. Artur Kraszewski / Press Focus
Sezon zbliża się do półmetka, a kilku wielkich zawodzi na całej linii. Kluby, gdzie wszystko powinno „grać”, szorują po dnie. W Widzewie to już drugi kolejny sezon, w którym za wydatkami nie idą rezultaty.
To nie jest oczywiste
– Na pewno pieniądze pomagają, natomiast najgorzej bywa w klubach, gdzie się ich nie szanuje. Tam można bezrefleksyjnie przepalić miliony – uważa Maciej Murawski, były piłkarz od lat stojący na czele Lechii Zielona Góra, beniaminka II ligi. – Przy dużych transferach rosną oczekiwania. Kiedy przychodzi kilku piłkarzy z nazwiskiem, drogich i na wysokich kontraktach, kibice i środowisko naturalnie oczekują natychmiastowego wyniku sportowego, a to nie jest takie oczywiste. O sukcesie decydują detale, a przede wszystkim to, że futbol to gra zespołowa. Trzeba potrafić tą grupą ludzi odpowiednio zarządzać. Nie ma żadnej gwarancji, że piłkarz świetnie spisujący się w jednym klubie, będzie w tej samej formie po zmianie barw – podkreśla sześciokrotny reprezentant Polski.
Autorytet trenera
Murawski wskazuje, że kluczowa w tym wszystkim jest postać trenera, który powinien mieć nie tylko wysokie kompetencje, ale bardzo mocną pozycję i duże zaufanie. – Wymienianie szkoleniowca co kilka miesięcy dowodzi, że ludzie zarządzający klubem po prostu nie rozumieją reguł rządzących tą dyscypliną. Daniel Myśliwiec w Widzewie osiągnął wynik, którego w ostatnich latach nikt tam nie powtórzył. Potem poszedł do Piasta, który był w kryzysie po poprzednim szkoleniowcu, i wyciągnął ten zespół z dołka. Pokazuje, że potrafi utrzymać drużynę na dobrym poziomie bez wielkich nakładów finansowych – podkreśla Murawski. Można się tylko zastanawiać, jak dziś wyglądałaby łódzka drużyna, gdyby Myśliwiec mógł dłużej pracować przy Alei Piłsudskiego. W życiu często zapomina się, że lepsze bywa wrogiem dobrego. Wszyscy liczą na nagłą poprawę, a wychodzi zupełnie inaczej.
Być szefem jak Papszun
Wojciech Kwiecień szybko zwolnił z Wieczystej Kazimierza Moskala, pod którego wodzą osiągnęła największy sukces w historii. Drużyna po dużych zmianach grała większość meczów na wyjazdach. Jak ostatnio mówili mi pracownicy klubu: kiedyś były emocje, mieliśmy pecha, słupek lub poprzeczkę w każdym meczu. Przyszedł Żeljko Kopić i nawet emocje się skończyły. Paweł Brożek, skaut klubu, tylko rozkłada ręce, gdy pyta się go o strzelecką niemoc Efthymisa Koulourisa. – Czy Moskalowi stworzono warunki, by był szefem projektu? Nie. Marek Papszun w Rakowie zbudował swoją markę przez lata ciężkiej pracy i kompetencji. Ale czy Papszun w pierwszym sezonie awansował do I ligi, a w kolejnym od razu do ekstraklasy? Nie, to wymagało czasu. Zbudował pozycję tak silną, że Raków – niezależnie od tego, ilu i jakich zawodników sprowadzał – był w czubie tabeli. Papszun po prostu rządził, a teraz robi to w Legii. Jest niekwestionowanym szefem i wszyscy o tym wiedzą – podkreśla Murawski. Były zawodnik uważa, że piłkarze pod presją boją się podejmować ryzyko, dotyka ich paraliż. Przyznaje, że i wśród zawodników zdarzają się „czarne owce”, ale większość kocha piłkę i bardzo chce wygrywać. – W Wieczystej problemem może być zaś mała liczba kibiców, co nie wpływa na mobilizację – zaznacza prezes Lechii.
Zły timing
W Łodzi zdarzają się „rozmowy motywacyjne” z zawodnikami już przed meczami. Tak było przed rywalizacją z Wisłą. Z naszych rozmów ze sztabem szkoleniowym Krakowian wynika, że po rywalach było widać ogromny stres. Maciej Wojciechowski z „Radia Widzew” uważa, że pieniądze w jakimś stopniu „grają”. – Widać to w Anglii, gdzie raz udało się zdobyć tytuł Leicester City, ale poza tym mistrzostwo pada łupem najbogatszych klubów. Tak samo jest w Niemczech. W Polsce historie takie jak mistrzostwo Piasta Gliwice zdarzają się raz na 20 lat – zauważa. Właściciel Widzewa, Robert Dobrzycki, nie zna się na piłce. Zdaniem naszego rozmówcy liczył, że pieniędzmi – około 100 mln zł w dwóch pierwszych okienkach – szybciej uda się zasypać rów, który dzieli go od klubów od lat nadających ton w ekstraklasie. – Często zmieniał koncepcje, wymieniał dział sportowy, trenerów. Bardzo rzadko jest to robione w odpowiednim czasie. Moim zdaniem zatrudnienie latem Łukasza Masłowskiego i Artura Płatka przed tym sezonem nastąpiło zbyt późno. Do letniego okna powinno się przygotowywać od marca, tuż po zamknięciu zimowego – podkreśla Wojciechowski.
Michał Knura