Po meczu z Rumunią będziemy wiedzieć więcej

Rozmowa z Piotrem Mielczarskim, lewym rozgrywającym reprezentacji Polski

Piotr Mielczarski rzucił Łotyszom trzy bramki. Fot. Paweł Andrachiewicz / Press Focus

Środowa wygrana 33:24 z Łotwą w opolskiej Stegu Arenie ani przez chwilę nie była zagrożona, ale drugą połowę przegraliśmy jedną bramką. Jest lekki powód do niepokoju?

- Znaliśmy już ten zespół, bo mierzyliśmy się z nim w ostatnich eliminacjach mistrzostw świata, odnosząc dwa efektowne zwycięstwa. Teraz również możemy być zadowoleni, bo ten mecz na pewno wyglądał lepiej niż oba poprzednie. Zaczęliśmy z dużo wyższą skutecznością w ataku i znacznie większą agresywnością w obronie. To nam pozwoliło szybko zbudować przewagę, a potem ją powiększać. Fakt, że tę drugą połowę minimalnie przegraliśmy, nie mieliśmy już tak wysokiej skuteczności jak w pierwszej. Musimy też poprawić koncentrację, ale po tym meczu raczej możemy się skupić na pozytywach.

Rywale bardzo długo nie mogli rzucić nam bramki. Nasza ściana obronna była nie do sforsowania przez 8 minut i 10 sekund...

- To prawda, dlatego z gry defensywnej możemy być bardzo zadowoleni. Wiadomo, że gorsze fragmenty były, ale tych dobrych było zdecydowanie więcej. Mam nadzieję, że w kolejnych meczach zanotujemy jeszcze większy progres.

Poziom trudności w tych eliminacjach będzie się podnosił stopniowo. W niedzielę czeka was wyjazdowe starcie z Rumunią. Jakie ono może być?

- Na pewno będzie bardzo ciężkie, choćby z racji tego, że to trudny i nieznany teren. Nie odkryję w tym momencie Ameryki, jeśli powiem, że na wyjazdach nigdy nie gra się łatwo, a w szczególności z takimi zespołami jak Rumunia. Wierzymy, że wyjdziemy z tego pojedynku zwycięsko. Musimy się jednak do niego bardzo dobrze przygotować i od pierwszego gwizdka wyjść z bojowym nastawieniem. Bodajże dwa lata temu już z nimi graliśmy, więc wiemy, czego mniej więcej możemy się spodziewać. Mecz z Łotwą się skończył, więc teraz pełna koncentracja będzie skierowana już tylko pod spotkanie z Rumunami. Na pewno jest to silniejsza drużyna od Łotwy, ma znacznie lepszych zawodników.

Eliminacje mistrzostw Europy 2028 tylko pozornie nie wydają się ciężkie. Nie dość, że awansują dwie najlepsze drużyny z każdej z ośmiu grup, to jeszcze połowa z trzecich miejsc. Te dwa pierwsze mecze traktujecie też jako ważny sprawdzian przed mistrzostwami świata w Niemczech?

- Tak, każde spotkanie jest pewną formą przygotowań do styczniowej imprezy. Dzieje się tak dlatego, że w całym roku nie ma zbyt wielu zgrupowań kadry, meczów międzypaństwowych, czy nawet treningów w reprezentacyjnym gronie. Każda okazja - gdy trzeba wyjść z orzełkiem na piersi w meczu o stawkę - jest więc bardzo dobrą opcją. To pozwala się coraz lepiej zgrywać.

Bilety na mecz w Opolu bardzo szybko się wyprzedały. Przyjemniej się gra w kameralnych halach, czy lepiej jednak w tak dużych, jak gdańska Ergo Arena?

- Szczerze mówiąc, w reprezentacji jeszcze nie grałem w ogromnym obiekcie. Hala w Opolu jest bardzo klimatyczna. Jeżeli jest wypełniona do ostatniego miejsca, to jest bardzo przyjemna dla oka, mentalnie również nam to pomaga. Jeżeli kibice przychodzą i nas dopingują, to dobrze się gra zarówno w mniejszych, jak i większych halach.

Czego możemy się spodziewać na mundialu? Nastroje powinny być tonowane, czy - mając w grupie Portugalię, Wyspy Owcze i Algierię - po cichu liczycie na sprawienie niespodzianki?

- Trudno w tym momencie odpowiedzieć na to pytanie. Myślę, że po niedzielnym meczu z Rumunią będziemy wiedzieć nieco więcej. Zobaczymy, jak będzie wyglądać nasza gra z trochę mocniejszym zespołem niż Łotwa. Mistrzostwa świata to jest zupełnie inne granie. To, z jaką formą przyjadą poszczególne zespoły, często jest dużą niewiadomą. Teraz o celach naprawdę trudno jest mówić. Na pewno jednak będziemy chcieli wyjść z grupy i to jest absolutne minimum. Do turnieju zostały ponad dwa miesiące. Wierzymy, że będzie dobrze.

Rozmawiał w Opolu Mariusz Rajek


Odblokuj publikację i korzystaj bez ograniczeń

Kupuję

Masz już dostęp? Zaloguj się