Pochwała młodzieży
CZWARTA TERCJA - Włodzimierz Sowiński
Tobiasz Jaworski pobiera przyśpieszony kurs dojrzewania bramkarskiego. Fot. Mirosław Woźnik/PressFocus
Tak, tak, przyznaję się, że byłem sceptyczny, gdy prezes związku, Krzysztof Woźniak, ogłosił kolejny nowatorski pomysł. Od nowego sezonu w Tauron Hokej Lidze obowiązuje Hokejowy System Juniorski. Działacze w taki sposób chcieli zachęcić kluby, by stawiały na młodych zawodników. Pod uwagę jest brany czas spędzony na lodzie przez zawodników posiadających status młodzieżowca (do 23 lat). Zwycięzca rankingu otrzyma 150 tys. zł, drugi klub – 100 tys., zaś trzeci 50 tys. zł. Ponadto zespoły, które postawią na młodych bramkarzy, otrzymają nagrody - 30 tys. i 15 tys. zł. Mój sceptycyzm wynikał z prostego wniosku. Jeżeli ekipy z Nowego Targu oraz z Sanoka i Jastrzębia w sporej części grają młodzieżowcami, to z góry możemy założyć, że zostaną zwycięzcami, natomiast drużyny renomowane będą rzadziej promowały i korzystały z małolatów, bo dla nich wynik jest najważniejszy.
Jednak hokejowe życie już na początku sezonu pisze ciekawy scenariusz. Czołowe kluby mają dość ograniczone możliwości kadrowe, które wynikają z zasobów finansowych. Jedna, dwie kontuzje sprawiają, że misternie budowany skład zupełnie się zmienia. Drużyny z konieczności muszą stawiać na swoją młodzież, bo innego wyboru nie ma. I tak jest nawet w renomowanych firmach, jak w GKS-ie Katowice, Zagłębiu Sosnowiec czy nawet w GKS-ie Tychy.
Osobny rozdział stanowią bramkarze. Ukrainiec Bohdan Diaczenko (Polonia Bytom) oraz Sami Aittokalio (Unia Oświęcim) leczą kontuzje i między słupki, ku mojej radości, wskoczyli Tobiasz Jaworski (19 lat) i Igor Tyczyński (20), dwaj reprezentanci młodzieżówki. Ten pierwszy broni od początku sezonu i trener Andrej Gusow nie może powiedzieć marnego słowa na jego postawę. Oczywiście, że zdarzają się błędy i porażki (w Toruniu 1:4), niemniej „Jawa” przechodzi przyśpieszony kurs dojrzewania, a to zaprocentuje w niedalekiej przyszłości, podczas grudniowych młodzieżowych mistrzostw świata. Z kolei „Tyczka” zmienił fińskiego golkipera po dwóch feralnych tercjach w Bytomiu i zbiera dobre recenzje. Ba, po zwycięstwie Unii w Tychach młodszy z braci Tyczyńskich został okrzyknięty ojcem sukcesu. To niezwykła inwestycja w zawodników na tej newralgicznej pozycji. Na przestrzeni ostatniej dekady posiłkowaliśmy się naturalizowanymi obcokrajowcami (John Murray oraz Tomaš Fučik), a przecież dobrze pamiętam czasy gdy mieliśmy silną konkurencję. Było trzech, czterech bramkarzy, którzy z powodzeniem występowali w drużynie narodowej. Może już niebawem „Jawa” i „Tyczka” dostąpią tego zaszczytu, tylko trzeba im w dalszym ciągu zaufać.