Pod kreską
GKS Katowice i Unia Oświęcim walczą o miejsce w finałowym turnieju Pucharu Polski w Krynicy-Zdroju.
Pontus Englund (z prawej) stoczył wiele potyczek z Severim Immonenem. Fot. PAP/Jarek Praszkiewicz
Gdybyśmy mieli wskazać dwa największe rozczarowania dotychczasowej rywalizacji ligowej to bez wahania wymienilibyśmy i GKS Katowice i Unię Oświęcim. Oba zespoły były przed sezonem wymieniane przez fachowców w gronie kandydatów do głównej premii sezonu lub miejsca na podium, a tymczasem w połowie 2. rundy obie ekipy są sąsiadami w środku tabeli. GieKSa zajmuje 5. miejsce i w 16 spotkaniach (mecze awansem) zgromadziła 25 pkt, natomiast Unia jest tuż za nią, ale w 13 potyczkach (zaległa z Sanokiem) uzbierała 22 „oczka” i do prowadzących Tychów (33 pkt) obie drużyny mają spore straty.
Tylko w górę!
Hokeiści GKS-u byli pogrążeni w kryzysie i przeżywali trudne chwile. Dochodziły głosy, że może dojść do roszad personalnych, ale zachowano status quo i w ostatnim czasie coś drgnęło, bo zespół prezentuje się zdecydowanie lepiej i, co najważniejsze, zaczął wygrywać. Wprawdzie 9 dni temu GieKSa przegrała w Satelicie w derbach z Tychami 3:5, ale w naszej opinii rozegrała najlepsze spotkanie w sezonie, a w miniony weekend zaliczyła dwa cenne zwycięstwa nad Zagłębiem w Sosnowcu 3:0 oraz u siebie z Unią 5:2.
- Zagraliśmy dwa dobre mecze całą drużyną i w tym tkwi tajemnica – przekonywał doświadczony napastnik, Mateusz Michalski. - Byłem przekonany, że ten moment nadejdzie, bo przecież kadrę mamy silną i większość zawodników o wysokich umiejętnościach technicznych. Teraz ten wysoki poziom należy trzymać jak najdłużej. Wskoczyliśmy na wyższy poziom, co cieszy w perspektywie półfinału Puchar Kontynentalnego (13-15 listopada w Rouen – przyp. red.).
Michalski może mówić o sporym pechu, bowiem tuż przed ligową inauguracją „urwał” biceps, musiał przejść operację i miał długą przerwę.
- W trakcie letnich przygotowań trenowałem jaki nigdy dotąd, bo wiele sobie obiecywałem po tym sezonie, ale dopadł mnie pech – tłumaczy napastnik rodem z Nowego Targu. - Gdy drużyna notowała wpadki, to dla mnie było niezwykłe stresujące, bo stałem bezradnie obok boksu i nic nie mogłem zrobić. Robiłem wszystko, by jak najszybciej wrócić i dla mnie było najważniejsze, by wesprzeć kolegów. Teraz cieszę się każdą chwilą spędzoną na lodzie, a na dodatek wygrywamy! To dzieło zespołowe, bo każdy gra odpowiedzialnie i pokazuje charakter. O tym, że tak będzie, byłem przekonany, ale potrzeba było cierpliwości. Teraz już idziemy po odpowiedniej ścieżce i oby tak było do końca sezonu.
Michalski w ostatnich meczach zdobył dwa gole, co skwitował jednym zdaniem: - Jeżeli się gra z jednym z najlepszych zawodników w kraju (Grzegorz Pasiut- przyp. red.) to się strzela gole.
Connor LaCouvee, bramkarz GKS-u, początek miał zupełnie nieudany i sprawiał wrażenie zagubionego. Nie obyło się bez głosów, że trzeba skrócić jego kontrakt i szukać nowego golkipera.
- On jest dobrym fachowcem i jego forma się ustabilizowała. Jestem przekonany, że będzie jeszcze lepszy. W Sosnowcu wykonał swoją robotę perfekcyjnie – podkreślił Michalski.
- Cały czas jesteśmy razem i mocno się wspieramy. Cieszę się, że Connor pokazuje swoje umiejętności, a proszę pamiętać, że bramkarze potrzebują wsparcia zespołu – dodał Michał Kieler, jego zmiennik między słupkami.
Po tak dobrym występie kibice żegnali hokeistów owacją na stojąco i niech tak już zostanie do końca sezonu.
Nic straconego!
Działacze Unii Oświęcim dokonali rewolucji w kadrze i zatrudnili fińskiego szkoleniowca Markusa Juurikkalę. Wydawało się, że wszystko idzie we właściwym kierunku, a tymczasem plaga kontuzji sprawiła, że zespół stracił stabilność i prezentował się poniżej swoich możliwości.
- Nie chcę się usprawiedliwiać kontuzjami, ale mocno pokrzyżowały nam plany – przekonuje obrońca Unii, Bartosz Florczak, który też miał problemy ze zdrowiem. - Ostatnio dopadł mnie jakiś wirus i nie grałem w Sanoku, a w kolejnym meczu, z Tychami czułem się niepewnie. W Katowicach z mojej strony było już lepiej, ale jako zespół byliśmy mocno zahukani, szczególnie w pierwszej tercji. To ona sprawiła, że końcowy wynik był taki, a nie inny. Olaf Bizacki przechodzi rehabilitację po kontuzji, ale pewnie powróci dopiero po reprezentacyjnej przerwie. Meczu z GKS-em nie dokończył Aleksi Mäkelä i nie wiem jak długo będzie pauzował. Ciągle nam kogoś brakuje i linia defensywna jest sztukowana, a przed nami kolejne ważne spotkanie, z Zagłębiem. Wiemy o jak stawkę idzie gra. Osiem zespołów walczy o miejsce w turnieju o Puchar Polski i ciągle liczę, że zdołamy znaleźć się w czwórce, jednak potyczka z Zagłębiem wydaje się kluczowa. Mamy pięć meczów i do zdobycia 15 punktów. Wszystko jest możliwie i liczę, że druga część tej rundy będzie dla nas udana. Liga jest szalenie wyrównana i łatwo zgubić punkty.
Unia ma przede wszystkim poważny problem z bramkarzami. 20-letni Igor Tyczyński z konieczności musi występować w każdym meczu, bo doświadczony Fin, Sami Aittokallio, już w pierwszym meczu doznał kontuzji i wróci dopiero w połowie listopada. Tyczyński został rzucony na głęboką wodę i trudno mieć do niego pretensje, bo przecież nigdy nie bronił w takim wymiarze czasowym i ma prawo być zmęczony. Gdy powróci Fin, wówczas będą bronili na zmianę. Niemniej warto w Tyczyńskiego inwestować, bo ma potencjał.
Liga pędzi jak szalona, bo przecież dzisiaj będzie spotkanie awansem, zaś w czwartek oraz w sobotę kolejne emocje.
Włodzimierz Sowiński
TAURON HOKEJ LIGA
Wtorek, 27 października◼ KATOWICE, 18.30: GKS – STS Sanok Sokół 5:1, 6:0 * **
* - wyniki meczów z dwóch rund
** - transmisja wpolskihokejTV