Pod napięciem
◼ 1. Odbudowa na Krakusach? ◼ 2. Zagrają z byłym klubem ◼ 3. Motywacji nie brakuje
Spotkanie z Pogonią i kolejny gol Marcela Wędrychowskiego? W sobotę jest to możliwe. Fot. Mateusz Sobczak/PressFocus
1. Odbudowa na Krakusach?
Piątkowe spotkania mogą być szansą dla tych, którzy w aktualnym sezonie zawodzą. Pierwszy zmierzy się Raków, który od wielu tygodni szoruje po dnie tabeli, ma jedynie trzy punkty i niezbyt optymistyczne prognozy na przyszłość. Częstochowianie zmierzą się bowiem z Wieczystą, która powoli zaczyna łapać formę pod wodzą Żeljko Kopicia. Chorwata zabraknie jednak na ławce rezerwowych z powodu kary od Komisji Ligi. Drugie starcie to mecz Widzewa z Wisłą Kraków. Łodzianie nie wygrali siedmiu spotkań z rzędu w lidze i niebezpiecznie zbliżają się do strefy spadkowej. Ostatnie starcie z Piastem nie przyniosło przełamania, więc trzeba go szukać w meczu z beniaminkiem.
2. Zagrają z byłym klubem
W ostatnich tygodniach GieKSa złapała dobrą formę, czego efektem są trzy zwycięstwa z rzędu i 5. miejsce w tabeli. Trener Rafał Górak długo szukał odpowiedniego zestawienia personalnego, żeby gra wyglądała dobrze. Swoje miejsce w wyjściowej jedenastce mają m.in. Kacper Łukasiak i Marcel Wędrychowski. Obaj to byli piłkarze Pogoni, z którą w sobotę się zmierzą. Sentymentów jednak nie będzie, co pokazał drugi z wymienionych w maju tego roku. W ostatniej kolejce to właśnie jego gol w Szczecinie w doliczonym czasie dał GieKSie remis i awans do eliminacji europejskich pucharów.
3. Motywacji nie brakuje
W niedzielę czekają nas derby Górnika z Piastem. Gliwiczanie wygrali ostatnie spotkanie z Widzewem, ale po meczu od razu zaczęli koncentrować się na nadchodzącej rywalizacji. Kapitan Jakub Czerwiński zapewnił, że wszyscy w szatni, także piłkarze zagraniczni, zdają sobie sprawę z rangi tego spotkania. Zawodnikom trenera Daniela Myśliwca nie zabraknie motywacji, tym bardziej że dwa ostatnie mecze padły łupem Zabrzan! I to oni będą także faworytami niedzielnej rywalizacji. Jak na lidera przystało, Górnicy będą chcieli pokazać wyższość nad rywalami.
Miłosz Cebo