Popis debiutanta

Warriors pokonali Clippers bez Curry’ego i Greena. Genialny występ debiutanta Yaxela Lendeborga.

Debiutant Yaxel Lendeborg spisuje się wyśmienicie. fot. Facebook Golden State Warriors

NBA

Gdy Steve Kerr ogłosił, że weterani Stephen Curry i Draymond Green dostają wolne, kibice w Chase Center mogli mieć obawy o wynik spotkania z Clippers. Debiutant Yaxel Lendeborg zadbał jednak o to, by nikt w San Francisco nie tęsknił tej nocy za liderami. 24-latek w derbach Kalifornii zdobył rekordowe w karierze 37 punktów i poprowadził Golden State Warriors do wygranej nad lokalnym rywalem z Los Angeles 124:112.

Lendeborg od pierwszych minut grał bez jakichkolwiek kompleksów. Trafił 13 z 19 rzutów z gry, w tym kapitalne 6 na 11 z dystansu, dokładając do tego 6 asyst. Kluczowy dla losów spotkania okazał się serial punktowy w połowie trzeciej kwarty – debiutant zdobył pięć oczek z rzędu, dając Warriors najwyższe w tamtym momencie prowadzenie 83:68. Był to dla niego już drugi występ na poziomie 30+ punktów w pierwszych siedmiu meczach w NBA. Tym samym dołączył do legendarnego duetu Wilt Chamberlain – Rick Barry jako jedyny gracz w historii franczyzy z takim osiągnięciem. Co więcej, nikt z debiutantów Warriors nie rzucił tylu punktów od pamiętnego występu Curry’ego (42 pkt) z kwietnia 2010 roku. - Kiedy Steph nie gra, pojawia się dla mnie szansa, by spróbować być liderem lub główną opcją w zespole. Trener ułożył atak w taki sposób, że gra przechodziła przeze mnie. Muszę się po prostu nauczyć być agresywny i chwilami bardziej samolubny - mówił po meczu Lendeborg. - W poprzednim meczu grałem jak ponuras. Musiałem po prostu wrócić do tego, jak gram zawsze – z dużą ilością radości, uśmiechu, tańca. Z czasem spróbuję nawet podkraść Stephowi kilka jego ruchów tanecznych, ale chodziło po prostu o to, by znów być sobą - dodał.

Clippers, dla których była to już piąta porażka z rzędu, próbowali odpowiadać zrywami Ruiego Hachimury (24 pkt) oraz wchodzącego z ławki Kobego Sandersa (16), jednak defensywa gości nie miała odpowiedzi na zespołową grę gospodarzy. Drugą linię Warriors świetnie pociągnęli De'Anthony Melton (21) oraz Brandin Podziemski, który mimo niemrawego początku skompletował wszechstronne 17 punktów, 8 zbiórek i 8 asyst. Rezerwowi z San Francisco dołożyli łącznie aż 40 oczek.

Warriors po fatalnym starcie sezonu (0-3) wyraźnie złapali właściwy rytm, wygrywając czwarty mecz z rzędu. Wczorajszy wieczór w Chase Center miał też wyjątkową oprawę – w pierwszej kwarcie na trybunach pojawiły się koszykarki Golden State Valkyries, które kilkanaście godzin wcześniej sięgnęły po mistrzostwo WNBA. Oklaskiwane przez komplet publiczności zawodniczki zostały oficjalnie uhonorowane na środku parkietu w przerwie spotkania.

Z niedzielnych meczów warto odnotować kolejny niesamowity występ Luki Doncicia. W wygranym spotkaniu z Raptors lider Lakers rozegrał spektakularne zawody, zdobywając aż 45 punktów, 15 zbiórek, 6 asyst oraz 5 przechwytów. Dončić trafił 8 z 12 rzutów za trzy punkty i był bezbłędny z linii rzutów wolnych (13/13). Lakers kontrolowali spotkanie i w trzeciej kwarcie prowadzili już różnicą 26 punktów.

Trener nie szczędził pochwał dla swojego lidera, zwracając szczególną uwagę na jego tytaniczną pracę po obu stronach parkietu: - Gdy on gra na takim poziomie, to czujesz się, jakbyś oglądał supernovą, ale z drugiej strony... To staje się już dla nas czymś normalnym. Żyjemy na statku kosmicznym i kiedy Luka jest na boisku, cały czas poruszamy się z prędkością światła - komentował JJ Redick.

WYNIKI

Orlando - Boston 97:108, Indiana - Brooklyn 90:98, Golden State - LA Clippers 124:112, LA Lakers - Toronto 131:125.

(pp)

Odblokuj publikację i korzystaj bez ograniczeń

Kupuję

Masz już dostęp? Zaloguj się