Popis Doncicia w Utah
52 punkty Słoweńca i efektowny powrót Lakers.
Luka znów zaliczył magiczny występ! Fot. Facebook Los Angeles Lakers
Wydarzeniem nocy był rekordowy popis Luki Dončicia, który rzucił aż 52 punkty. Słoweniec poprowadził Los Angeles Lakers do wygranej nad Utah Jazz (132:123), zdobywając 52 punkty (w tym 8 celnych trójek) oraz dokładając 10 asyst i 7 zbiórek. To pierwszy występ na poziomie 50+ punktów w tym sezonie NBA. Co ciekawe, to gospodarze dużo lepiej zaczęli mecz, demolując rywali w pierwszej kwarcie 47:29. Drużyna z Los Angeles błyskawicznie odrobiła straty, wygrywając drugą odsłonę różnicą ponad 20 oczek (45:24) i schodząc na przerwę z prowadzeniem. O losach meczu przesądziła końcówka czwartej kwarty. Przy remisie 113:113, Lakers zaliczyli serię 14-5, którą dwoma z rzędu celnymi rzutami za trzy punkty zamknął lider zespołu.
- To jedno z najlepszych uczuć. Znacie to – sama końcówka meczu, te celne trójki – powiedział Luka po spotkaniu. - Żałuję tylko tego rzutu z jednej nogi, że nie wpadł, ale dopóki wygrywamy, jestem szczęśliwy.
Po słabym początku Dončić przypisał powrót do gry intensywnej defensywie zespołu. - Po prostu solidna gra. Twarda obrona, a potem wyjście do szybkiego ataku i granie tego, co potrafimy najlepiej – komentował Słoweniec. - Uczymy się na błędach, więc nie możemy już tak zaczynać meczów. Mieliśmy koszmarną pierwszą kwartę, ale walka, którą podjęliśmy w drugiej, pomogła nam wywalczyć to zwycięstwo.
Poza Donciciem bardzo dobrze zagrał też Austin Reaves, który zdobył 29 punktów. Najlepszym zawodnikiem Jazzmenów był Lauri Markkanen, zdobywca 28 punktów.
Również Minnesota idzie jak burza. Timberwolves zdemolowali Toronto Raptors różnicą 23 punktów (117:94), a liderem zespołu ponownie był Anthony Edwards (26 punktów w zaledwie 27 minut). Zwycięstwo Timberwolves ani przez moment nie było zagrożone – gospodarze dominowali pod koszami, trafiając na świetnej skuteczności 55,8 procent z gry i aż 48,4 procent z dystansu (15/31 za trzy), a ich przewaga w trakcie meczu wynosiła nawet 32 punkty. Rudy Gobert kompletnie zaryglował strefę podkoszową, zbierając aż 13 piłek i zatrzymując Raptors w pierwszej kwarcie na tragicznej skuteczności 9 na 29 z gry. warto też zwrócić uwagę na debiut LaMelo Balla - w swoim pierwszym oficjalnym meczu przed własną publicznością rzucił 15 punktów i rozdał 8 asyst w zaledwie 16 minut gry (występ mocno ograniczyły problemy z faulami). Słaby występ gości można usprawiedliwić brakiem Kawhiego Leonarda. Gwiazdor Raptors niespodziewanie wypadł ze składu zaledwie na godzinę przed meczem z powodu obrzęku w lewym kolanie.
Niespodzianka natomiast w Filadelfii. Typowani do walki o tytuł Sixers przegrali na własnym parkiecie z Detroit. Pistons prowadzili w tym meczu od początku do końca. Wykorzystali zmęczenie rywali, którzy grali dzień po dniu, oraz poważne osłabienia kadrowe w ich zespole. Wobec odpoczynku Joela Embiida po wcześniejszym meczu z Bucks, trener Sixers zdecydował się na rzadki manewr – LeBron James wyszedł w pierwszej piątce jako środkowy (center). Zdobył 18 punktów, ale niska rotacja podkoszowa była kłopotem dla miejscowych. Defensywa Pistons przez pierwsze trzy kwarty całkowicie odcięła Tyrese'a Maxeya od gry. Lider gospodarzy przebudził się dopiero w ostatniej odsłonie, zdobywając w niej aż 18 ze swoich 29 punktów i zmniejszając stratę z 21 oczek, ale na powrót było już za późno. Cade Cunningham rządził na parkiecie (26 pkt, 8 zb, 8 as). Ogromne wsparcie zapewnili mu Duncan Robinson, trafiając pięć trójek (21 pkt), oraz debiutujący w pierwszej piątce Daniss Jenkins (18 pkt), który zastępował kontuzjowanego Ausara Thompsona.
Utah - LA Lakers 123:132, Brooklyn - Indiana 109:136, New York - Orlando 102:111, Oklahoma City - LA Clippers 108:101, Minnesota - Toronto 117:94, Philadelphia - Detroit 93:106, Chicago - Washington 120:124, Dallas - San Antonio 106:122, Atlanta - Houston 114:121, Denver - New Orleans 141:135, Phoenix - Golden State 131:122
(pp)