Powrót starego znajomego
Czas naglił, bo już w sobotę Scyzoryki zagrają z GKS-em Katowice, więc w klubie ze stolicy Świętokrzyskiego w 24 godziny załatwiono sprawę angażu następcy Jacka Zielińskiego.
Robert Kolendowicz już wśród nowych podopiecznych. Fot. PAP / Piotr Polak
KORONA KIELCE
Robert Kolendowicz od samego momentu zwolnienia (w poniedziałek w samo południe) dotychczasowego szkoleniowca Korony (Zieliński pożegnał się z drużyną we wtorek przed południem) zdawał się być – przynajmniej medialnym... – liderem wyścigu po trenerski stołek na Exbud Arenie. Raz – że wolny na rynku. Dwa – że z całkiem niezłą średnią punktów (1,73) na jeden mecz Pogoni Szczecin, jedynego dotąd klubu, który dane mu było prowadzić samodzielnie. No i trzy – bo trochę poznał już „kieleckie klimaty”. Fakt, że dawno – ponad 20 lat temu. Ale za to w tej ekipie, z którą po raz pierwszy w historii Korony wspiął się aż do ekstraklasy. Był w niej też Paweł Golański, obecny dyrektor sportowy klubu. To on – cytowaliśmy te słowa szeroko – uzasadniał publicznie dymisję Jacka Zielińskiego, mówiąc w rozmowie z TVP Sport: „Mamy skład na górną część tabeli”.
Drugie podejście
I to on – mimo, jak mówiono we wtorek nieoficjalnie, odmiennego zdania od właściciela, Łukasza Maciejczyka, który celował w „grube nazwisko” – najwyraźniej przeforsował ostateczną decyzję, korzystną dla byłego kolegi z szatni. Nie ma w tym wielkiego zaskoczenia: za jego pierwszej kadencji na dyrektorskim stołku Korony też mocno optował za Kolendowiczem. Tenże pracował wówczas w Pogoni jako asystent Kosty Runjaicia, a potem Jensa Gustafssona (ponad 230 meczów w tej roli), zanim dostał szansę samodzielnej pracy z Portowcami, doprowadzając ich w sezonie 2024/25 do czwartego miejsca w lidze oraz do finału Pucharu Polski.
Pogoń za... Pogonią?
Można domniemywać, że co najmniej osiągnięć o podobnej skali – po letnich transferach wartych 6 mln euro – oczekuje teraz właściciel kieleckiego klubu. Być może stąd dość ostrożna wersja kontraktu szkoleniowca: do końca obecnego sezonu, z opcją przedłużenia o dwa kolejne.
46-letni dziś Kolendowicz prowadził Szczecinian w 44 oficjalnych spotkaniach. Chichotem losu – w kontekście wtorkowego zatrudnienia w Kielcach – jest fakt, że właśnie Korona, wygrywając we wrześniu ubiegłego roku z Pogonią 1:0, przelała czarę goryczy w portowym klubie: trzy dni później szkoleniowcowi podziękowano za pracę z zespołem.
Na własnych warunkach
„Korona jest w dobrym miejscu i myślę, że będzie rosła w siłę” – tak mówił Robert Kolendowicz kieleckiemu „Echu Dnia”, gdy pół roku temu przyjechał do stolicy Świętokrzyskiego, by wziąć udział w obchodach 20-lecia Exbud Areny. Poświęcił też parę słów swojej przygodzie trenerskiej, która w kwietniu 2026 roku miała akurat martwy okres. „Jestem głodny pracy. Ale chcę to zrobić, jeżeli będzie to tylko możliwe, na swoich warunkach” – wyjaśniał.
Teraz, w chwilę po podpisaniu umowy, nawiązał do swego rocznego pobytu w Koronie przed dwiema dekadami. – Cieszę się z powrotu, bo to znakomite miejsce, które kojarzy mi się ze słynnym koroniarskim DNA i z tym, że zawsze trudno było tutaj grać. Właśnie w tym kierunku będziemy chcieli się rozwijać – powiedział. – Właściciel klubu i dyrektor sportowy wykonali dużą pracę, żeby sprowadzić tak jakościowych zawodników i wiem, jakie są tutaj oczekiwania. Ale ja też chcę wygrywać, chcę rozwijać zespół i chcę budować coś fajnego – dodał. A potem poszedł poprowadzić pierwszy trening nowych podopiecznych.
(DaL)
98 MECZÓW w ekstraklasie zagrał Robert Kolendowicz
7 KLUBÓW reprezentował w owych występach