Pretensje do napastników

Po porażce w Gdańsku trener Janusz Niedźwiedź był mocno wkurzony.

Myroslav Mazur i jego koledzy z Miedzi nie przeskoczyli gdańskiej przeszkody. Fot. Press Focus/ Piotr Matusewicz

MIEDŹ LEGNICA

Gdy po trzeciej kolejce zawodnicy Miedzi przyszli do trenera sygnalizując, że chcą zmiany systemu gry, Niedźwiedź poszedł im na rękę. Przemodelował ustawienie, a Legniczanie wygrali trzy spotkania z rzędu. Te zwycięstwa wywindowały Miedziankę na pierwsze miejsce w tabeli, ale jednocześnie sprawiły, że piłkarze ze złotym lwem na piersiach... spoczęli na laurach.

Nie obudziła ich ani pucharowa porażka z Chrobrym, ani remis w ligowym rewanżu z Głogowianami. Ba, po tym drugim spotkaniu pojawiły się nawet słowa uznania dla Legniczan, bo przecież grając ponad godzinę w osłabieniu, wyrównali w ostatnich sekundach. Uśpieni tymi pochwałami pojechali do Gdańska z wiarą, że skoro w dotychczasowych wyjazdowych potyczkach zdobywali komplet punktów, to i tym razem wrócą z tarczą. Rzeczywistość okazała się bolesna, chociaż... wcale nie musiała. Wszak w 20 minucie Zvonimir Petrović w sytuacji sam na sam spudłował, a 63 sekundy później Kamil Antonik przegrał pojedynek oko w oko z bramkarzem.

Gdzie charyzma i charakter?!

- Jeśli tworzysz dwie tak kapitalne sytuacje, to musisz otworzyć wynik i spowodować, żeby to przeciwnik miał problemy – podkreślił Janusz Niedźwiedź. – W tych wcześniejszych meczach strzelaliśmy pierwsi gola i szliśmy za ciosem, a tym razem tego nie zrobiliśmy. W futbolu takie rzeczy się jednak dzieją i nie o to mam pretensje do napastników oraz całego zespołu. Najbardziej niezadowolony z tego, że po niewykorzystaniu dwóch okazji bramkowych oraz golu straconym z rzutu karnego nie potrafiła wrócić do gry. Takie wydarzenia nie oznaczają przecież wcale, że wszystko musi się rozsypać. W takich momentach właśnie jeszcze bardziej trzeba pokazać charyzmę i charakter, żeby wyjść z opresji. Trzeba być jeszcze bardziej agresywnym, jeszcze lepiej współpracować i tworzyć jedność, a jednocześnie zachować chłodną głowę. My z tym mieliśmy problemy i dopiero w końcówce byliśmy groźni. To wystarczyło jednak tylko na strzelenie jednego gola, bo na więcej zabrakło czasu. Jestem więc wkurzony po tym meczu.

Dużo winy na urodziny

Niezadowoleni są także działacz i kibice, bo nie takiego „prezentu” spodziewali się z okazji przypadających na 14 września 55. urodzin Miedzi. Zdaje sobie z tego sprawę także pozyskany latem z Chrobrego Myroslav Mazur. - W piłce tak bywa, że gdy nie wykorzystujesz swoich momentów, a potem dostajesz karnego, chociaż nic, naprawdę nic nie było, to gra się załamuje – stwierdził 28-letni obrońca z Ukrainy. – Wróciliśmy do gry, strzelając kontaktowego gola, ale to było dopiero w 81 minucie i zabrakło nam czasu. Jednak nie będziemy się usprawiedliwiać: sami jesteśmy sobie winni, porażka jest zasłużona i bardzo nam przykro z jej powodu.

Zimny prysznic jako lekcja

- Myślę, że to będzie dla nas zimny prysznic i wszyscy się obudzimy. W następnych meczach musimy grać z takim zaangażowaniem, z takim poświęceniem, jak choćby w dziesiątkę przeciwko Chrobremu. Musimy potraktować to jako lekcję: że co by się nie działo, trzeba grać do końca i dążyć do pozytywnego wyniku. W każdym meczu musimy walczyć o zwycięstwo, bo wiemy, jaki jest nasz cel. Jestem pewien, że zrobimy wszystko, żeby zadowolić naszych kibiców jeszcze przed przerwą na mecze reprezentacji – zakończył Mazur.

Jerzy Dusik


Odblokuj publikację i korzystaj bez ograniczeń

Kupuję

Masz już dostęp? Zaloguj się