Projekt Szwarga 2.0

Zgodnie z doniesieniami Dawid Szwarga został nowym trenerem Medalików. Czwartym w tym sezonie…

Dawid Szwarga po raz drugi obejmuje stanowisko pierwszego trenera Rakowa

RAKÓW CZĘSTOCHOWA

Właściciel Rakowa Michał Świerczewski uznał, że zatrudnienie Tomasza Kaczmarka było bardzo kosztownym błędem (milion zł za wykup z Radomiaka) i postanowił go najszybciej jak to możliwe naprawić. Czwartą drużynę poprzedniego sezonu przed spadkiem do I ligi ma uratować doskonale znający częstochowskie realia Dawid Szwarga.

Puchary tak, liga nie

Objęcie pogrążonego w kryzysie klubu przez tego szkoleniowca budzi przeważnie złośliwe uśmieszki ligowych rywali oraz duży niepokój tych, którzy częstochowianom dobrze życzą. To powrót bowiem do tego, co już było i… niekoniecznie działało. Przypomnijmy, że Dawidowi Szwardze powierzony został zespół po mistrzowskim sezonie 2022/23, gdy na pierwsze odejście z klubu zdecydował się Marek Papszun. Wtedy Szwarga przejmował drużynę poukładaną, najlepszą w Polsce, mówiąc najprościej – samograja.

Siłą rozpędu miał bardzo dobry początek. Na „dzień dobry” wygrał 3:0 z Jagiellonią w lidze, ale najważniejsze były eliminacje Ligi Mistrzów. I tam Szwardze poszło naprawdę dobrze. Bez najmniejszego problemu wyeliminował Florę Tallin, poradził sobie z Karabachem, który do tamtego momentu był mission impossible dla polskich klubów, oraz z mającym wielkie aspiracje Arisem Limassol. Zatrzymał się dopiero na Kopenhadze w ostatniej rundzie, i to po wyrównanej walce. W fazie grupowej Ligi Europy już tak dobrze nie było, ale też trzeba przyznać, że wylosował wyjątkowo mocny zestaw rywali (Atalanta, Sporting Lizbona, Sturm Graz).

Gorzej było w ekstraklasie – Raków wiosną przeważnie albo remisował 1:1, albo przegrywał. Zaledwie pięć wygranych skutkowało bardzo rozczarowującym siódmym miejscem i wypadnięciem z pucharów. Po sezonie na powrót udało się ubłagać Marka Papszuna, a Szwarga wrócił do roli jego asystenta. Obecny trener Legii, choć bardzo cenił sobie współpracę ze Szwargą, przyznawał jednocześnie, że przejmował zespół w totalnej rozsypce.

Drugie podejście

Teraz Szwarga przychodzi do kompletnie innego Rakowa. W środku rundy, na ostatnim miejscu w tabeli, z rozbitą szatnią i są naprawdę ogromne wątpliwości, czy zdoła sobie z nią poradzić. Tym bardziej, że poprzeczka od samego początku wisi niezwykle wysoko. Na początek zagra przy Reymonta z Wisłą (24.10), która u siebie wyłącznie wygrywa, potem trafia na rozpędzoną Pogoń (2.11) i pojedzie skonfrontować się ze swoim guru przy Łazienkowskiej. Za urodzonym w Jastrzębiu szkoleniowcem nie przemawiają też ani sukcesy, ani doświadczenie w samodzielnej pracy trenerskiej. Poza Rakowem pracował tylko w Arce Gdynia, z którą wprawdzie awansował do ekstraklasy w 2025 roku, ale kolejnego sezonu nie dokończył wskutek bardzo kiepskich wyników i finalnego spadku.

Wstydliwy bonus

Raków za dotychczasowego asystenta Rafała Góraka musi zapłacić GieKSie 250 tys. zł. Szczególnie upokarzająca jednak jest klauzula bonusu dla katowiczan w wysokości 100 tys. zł, jeśli… Raków utrzyma się w lidze. To trochę tak, jakby odebrać samochód z warsztatu i za parę miesięcy dopłacić mechanikowi za to, że to samo się w nim nie popsuło. Dobitne pokazanie, jak obniżyły się oczekiwania w klubie.

Przemawia za nim na pewno zaufanie właściciela, o którym poprzednicy mogli jedynie pomarzyć. Szwarga był wymieniany wśród najpoważniejszych kandydatów za każdym razem, gdy zmieniano trenerów po ucieczce Papszuna do stolicy. Najpierw wybór padł jednak na Łukasza Tomczyka, potem poniekąd w nagrodę za uratowanie końcówki sezonu i miejsca w pucharach drużynę powierzono w ręce Dawida Kroczka, a kilka tygodni temu Tomasza Kaczmarka.

Kontrakt został podpisany do czerwca 2028 roku, a więc… o rok krócej niż ten z Kaczmarkiem, któremu dano popracować pięć spotkań. Więc gdy teraz z Limanowskiego dobiegają głosy, że Szwarga ma być trenerem na lata, nie można się dziwić, że wzbudzają one jedynie uśmiech politowania, a kibice prześcigają się w licytacji, po ilu meczach „kąpany w gorącej wodzie” Świerczewski będzie szukał kolejnego szkoleniowca. Można by powiedzieć, że na kolejną zmianę nie będzie go stać zarówno finansowo, jak i wizerunkowo, ale przy Kaczmarku też już tak myślano...

Kulisy zwolnienia

Okoliczności rozstania z tym ostatnim były zresztą tak irracjonalne, że zaczęto dorabiać rozmaite teorie spiskowe: że były trener Radomiaka miał dopuścić się działań niegodnych poza boiskiem, które zmusiły Świerczewskiego do natychmiastowego i zaskakującego pożegnania. Jak udało nam się jednak potwierdzić w kilku źródłach, żadnego drugiego dna tu nie było, a powody zwolnienia były stricte sportowe.

– Michał doszedł do wniosku, że Kaczmarek nie dojeżdża taktycznie. W jego ocenie na dłuższą metę to zupełnie nie rokowało poza pojedynczymi wygranymi. Gdy zrozumiał, że popełnił błąd, postanowił się z niego wycofać natychmiastowo. Nie wierzył, że to może jeszcze pójść w dobrym kierunku – słyszymy od ważnej osoby przy Limanowskiego.

Co konkretnie nie pasowało Świerczewskiemu? Choć brzmi to kuriozalnie, nie potrafił... zaakceptować przejścia na grę czwórką obrońców, ponieważ „poza Otieno Raków nie ma nikogo na lewą stronę”, a reprezentant Kenii jest dość kontuzjogenny. Alternatywa, czyli Jerzy Napieraj, to zdecydowanie melodia przyszłości i na tym etapie „popełnia za dużo błędów”.

Obecna kadra częstochowian została zbudowana pod system 3-4-2-1. Wprowadzenie dodatkowego pomocnika miało poprawić grę w środku pola, ale w ocenie właściciela tu nie było żadnej poprawy. Kaczmarek próbował na skrzydłach ustawiać Patryka Makucha i Mahira Emrelego, ale żaden z nich klasycznym skrzydłowym nim nie jest. – Trudno od Makucha oczekiwać, że będzie z bocznych sektorów dośrodkowywał piłkę – można usłyszeć w Rakowie.

„Przesympatyczny człowiek, po ludzku go żal”

Decyzja o rozstaniu zapadła dopiero po, a nie - jak niektórzy sugerowali - jeszcze przed meczem z Wieczystą (2:1). W klubie spodziewano się jej w razie straty punktów w Krakowie, ale po wygranym z dużą przewagą meczu wzbudziła ona niemałą konsternację. Świerczewski uznał, że wygrana z rywalem, który od 60. minuty oddychał rękawami, a wcześniej stworzył sobie sporo dogodnych sytuacji, go nie przekonuje. W drużynie miała również zostać zaburzona hierarchia – Kaczmarek miał nie stawiać na zawodników aktualnie będących w najwyższej formie. Przykładem miało być trzymanie na ławce Lamine'a Diaby-Fadigi, który wszedł z ławki i zdobył przesądzające o wygranej gole. Ciężko jednak czynić trenerowi zarzut z powodu zostawiania sobie w talii prawdziwego „jokera”, który zresztą wypalił w najlepszy możliwy sposób.

Poza tym Kaczmarek zdążył sobie zaskarbić sympatię większości pracowników w klubie. - Przesympatyczny człowiek, wszyscy go bardzo polubiliśmy, dlatego po ludzku jest go szkoda. Dla Michała zapewne to też nie była łatwa decyzja. Pewne sprawy merytoryczne należało dogłębniej sprawdzić wcześniej, ale teraz każdy może być mądry. Część piłkarzy uważała, że trener taktycznie nie daje rady, inni cieszyli się, że grają. Takie sytuacje nigdy nie są przyjemne, co do tego nikt nie ma wątpliwości. W tym przypadku nie ma jednak żadnego drugiego dna. Tomasz był decyzją bardzo rozczarowany, ale w momencie utraty zaufania właściciela w jego koncepcję sprawa była przesądzona. Jeśli Michał był tego w stu procentach pewny, to dobrze, że podjął decyzję od razu, a nie odwlekał jej w czasie – słyszymy w Rakowie.

W klubach, gdzie właściciel posiada 100 procent udziałów, zawsze to on podejmuje ostateczne decyzje. Dodatkowo w Rakowie w ostatnim czasie właściciel nie konsultuje strategicznych decyzji z zarządem, nawet jeśli oficjalny przekaz medialny brzmi inaczej. Tak było w przypadku zwolnienia Tomczyka po finale Pucharu Polski w maju, tak samo było i teraz.

„Trener nie może być kolegą piłkarzy”

Nie da się ukryć, że właściciel Rakowa w ostatnim czasie podjął szereg błędnych decyzji kadrowych, przede wszystkim mowa tu o nietrafionych transferach. Jego pozytywną cechą jest jednak to, że nigdy się nie poddaje, a sytuacje trudne jeszcze mocniej go mobilizują. W Częstochowie wszyscy mają nadzieję, że limit złych decyzji został wyczerpany, a Raków pod wodzą Szwargi zacznie wychodzić na prostą. Najpierw musi opuścić strefę spadkową.

– Wszyscy musimy trochę schylić głowy i w niego uwierzyć. Niektórzy piłkarze boją się przyjścia Szwargi, bo rygor na treningach na pewno będzie większy. Od czasów Papszuna go niestety nie doświadczyli i to pewnie był duży błąd. Trener nie może być kolegą piłkarzy – kończy nasz rozmówca pragnący zachować anonimowość.

Mariusz Rajek

Tak blisko, tak daleko... Jeden z ważniejszych momentów w pierwszej przygodzie Dawida Szwargi z Rakowem: decydujący mecz o Ligę Mistrzów w Kopenhadze. Brakło bardzo niewiele do historycznego sukcesu. Teraz budować trzeba od nowa. Fot. Grzegorz Misiak / Press Focus

Odblokuj publikację i korzystaj bez ograniczeń

Kupuję

Masz już dostęp? Zaloguj się