Przygoda, jakich mało!
Tyszanie w trzech meczach mieli szanse na punkty, ale skończyło się na jednym, z Mannheim.
Szymon Kucharski (z lewej) cieszył się z pierwszego gola w HLM, ale w sumie miał mieszane uczucia. Fot. Łukasz Laskowski/PressFocus
LIGA MISTRZÓW
Dynamo Pardubice 0:6, Pilzno 1:2, HC Davos 2:4, Servette Genewa 0:1, Adler Mannheim 4:5 po karnych i Tappara Tampere 3:6 – to wyniki GKS-u Tychy w tegorocznej edycji Hokejowej Ligi Mistrzów. Zaledwie i aż jeden punkt oraz przedostatnie miejsce w gronie 24 drużyn w tzw. fazie ligowej. Już po losowaniu doskonale wiedzieliśmy, jak trudne zadanie czeka zespół z Tychów. Gdy omawiano szanse mistrzów Polski, niemal wszyscy wskazywali, że z zespołem z Pilzna będzie można pokusić się o punkty, a tymczasem czeski zespół przystępuje do play offu z pozycji lidera! Czternaście zespołów już awansowało do następnej rundy, a dzisiaj poznamy dwa ostatnie.
Inne piętra
W ostatnim meczu HLM z Tapparą Tampere przekonaliśmy się, na jakich piętrach „urzędują” zespoły ze ścisłej czołówki i GKS Tychy. Różnica była kolosalna, choć po 1. tercji Tyszanie prowadzili 2:1 i niepoprawni optymiści mieli nadzieję na sensacyjne rozstrzygnięcie. Fiński zespół błyskawicznie jednak wykorzystał dwie liczebne przewagi i złudzenia prysły jak mydlana bańka. Mistrzowie Finlandii tym zwycięstwem zapewnili sobie miejsce w drugiej części HLM.
Szymon Kucharski, 22-letni napastnik, w poprzednich sezonach zdobywał gole w ligowych meczach, ale w tym ma zaledwie jedną asystę. Z Tapparą miał okazję świętować trafienie, które dało GKS-owi prowadzenie.
- Całą robotę wykonał Lukaš Kovář, który wrzucił krążek przed bramkę, a ja dostawiłem łopatkę – mówił nieco onieśmielony środkowy napastnik 4. formacji. – Oczywiście, gol cieszy, ale z końcowego rezultatu nie możemy być zadowoleni, bo rywal pokazał nam miejsce w szeregu. Przespaliśmy drugą tercję, straciliśmy cztery bramki, w tym dwie w osłabieniu. Dostaliśmy kolejną, solidną lekcję i trzeba się z tym pogodzić. Graliśmy przeciwko hokeistom i zespołom ze światowego topu i trudno było o lepsze wyniki. Mimo porażek pozostawiliśmy niezłe wrażenie, ale w efekcie mogliśmy się cieszyć z punktu. Teraz musimy się skupić na ligowej rzeczywistości. Wiemy, że może będzie łatwiej, bo nasi rywale są usadowieni na tym samym poziomie lub też nieco niżej. Mamy swoje priorytety, bo teraz chcemy zdobyć awans do finałowego turnieju Pucharu Polski, a w listopadzie mamy Superpuchar. To nasze najbliższe cele, a potem będą kolejne, bo przecież bronimy tytułu. W Lidze Mistrzów mieliśmy okazję ćwiczyć warianty obronne, bo na co dzień w naszej lidze występujemy w zupełnie innej roli. Takie mecze na pewno zaprocentują w przyszłości - zapewnił Kucharski.
Swego czasu najlepszy strzelec Młodzieżowej Hokej Ligi walczy o stałe miejsce w zespole. W tych rozgrywkach zdobył cenne doświadczenie, bowiem występuje w ostatniej formacji. Gdy po kontuzji wróci do zespołu kapitan Filip Komorski, wówczas młody napastnik może zostać oddelegowany na trybuny. - Będę walczył o swoje miejsce – deklaruje na pożegnanie.
Żałować można
Rzeczywistość skrzeczy, bo punkt i przedostatnie miejsce w elitarnym towarzystwie dla wielu może być sporym rozczarowaniem. Gdy jednak uzmysłowimy sobie, jakie zajmujemy miejsce w hierarchii światowej, wówczas lokata GKS-u w HLM nikogo nie może dziwić.
- Ta edycja pokazała nam, jaka jest różnica między nami a czołówką europejską – mówi dyrektor sportowy klubu Jarosław Rzeszutko. - Oczywiście, nie brakuje nam zaangażowania, ambicji, ale nie starcza umiejętności technicznych, by prowadzić w miarę otwartą grę. Chcielibyśmy większych zdobyczy, ale takie na tę chwilę są realia. Trzech meczów w tej edycji możemy żałować. W Pilźnie przez długi czas był remis i mieliśmy okazje, ale przegraliśmy. Potem z Genewą straciliśmy gola w końcowych fragmentach meczu, jednak chyba najbliżej punktów byliśmy w Mannheim. Przegrywaliśmy 0:2, doprowadziliśmy do 2:2, a potem do kolejnych dwóch remisów. Serce chciało, ale przegrana w karnych nas zabolała. Jednak nic na to nie poradzimy i trzeba się skupić na robocie, jaką musimy wykonać. Chłopaki doskonale wiedzą, jak i ile muszą pracować, by doskonalić swoje umiejętności i pokazać się nie tylko na krajowych taflach. Zdobyliśmy kolejne cenne doświadczenie i, mam nadzieję, to przełoży się na ligową rywalizację oraz kolejne sukcesy, które będą cenniejsze niż punkty w Lidze Mistrzów.
Teraz Tyszanie wracają na lodowiska THL. W piątek mecz w Nowym Targu, a w niedzielę poważne wyzwanie, bo potyczka derbowa z GieKSą!
Włodzimierz Sowiński
203 STRZAŁY obronił Tomáš Fučík w 6 spotkaniach i przepuścił 23 krążki - skuteczność 89,82 proc.