Rywale, ale nie wrogowie!

Leon XIV przekonuje, że można rywalizować bez nienawiści, zwyciężać bez poniżania i przegrywać bez zatracania siebie.

Papież Leon XIV podczas audiencji z delegacjami akademickich drużyn koszykarskich otrzymał pamiątkową piłkę. Fot. PAP/ EPA

Słowa papieża, wypowiedziane do amerykańskich koszykarzy w Watykanie, powinny wybrzmieć na wszystkich stadionach świata. „Rywale w sporcie nie są wrogami”. To nie tylko piękne przesłanie. Pierwszy amerykański papież od miesięcy udowadnia, że rozumie sport, zna jego ciemne strony i konsekwentnie próbuje przywrócić mu wartości, o których współczesny świat coraz częściej zapomina.

Zaledwie kilka słów. Bez teologicznych zawiłości, bez patosu, bez moralizatorskiego tonu. „Rywale w sporcie nie są wrogami”. Wypowiedział je w sobotę Leon czternasty, przyjmując w watykańskiej Auli Pawła szóstego koszykarzy amerykańskich uniwersytetów Villanova i Notre Dame. Dzień później zawodnicy obu uczelni zmierzyli się w Rzymie w meczu, który rozpoczął sezon ligi NCAA.

Dostrzec człowieka w zawodniku

Można byłoby uznać tę audiencję za jeszcze jedno sympatyczne wydarzenie w papieskim kalendarzu. Kilka uścisków dłoni, pamiątkowe fotografie, podpisane piłki. Tyle że słowa Roberta Prevosta zasługują na znacznie więcej. Szczególnie dzisiaj, gdy świat coraz częściej dzieli się na swoich i obcych, a sportowa rywalizacja bywa tylko pretekstem do demonstrowania nienawiści.

Włoska agencja ANSA nadała sobotniej depeszy znaczący tytuł: „Sport uczy, rywale nigdy nie są wrogami”. Papież nie poprzestał jednak na tym stwierdzeniu. Wyraził nadzieję, że pobyt w Rzymie pozwoli zawodnikom i kibicom obu uniwersytetów lepiej się poznać. I właśnie w tym pozornie drobnym szczególe kryje się istota jego filozofii. Nie wystarczy bowiem powiedzieć przeciwnikowi, że nie jest wrogiem. Trzeba jeszcze stworzyć okazję, by z rywala stał się człowiekiem, którego można poznać, zrozumieć i szanować. Nawet wtedy, gdy za chwilę zrobi się wszystko, aby z nim wygrać.

Leon czternasty nie mówi o sporcie z perspektywy człowieka, który zna rywalizację wyłącznie z telewizji. Jest zapalonym tenisistą, przez lata sam uprawiał sport, a aktywności fizycznej nie porzucił po wyborze na Stolicę Piotrową. Papież bowiem regularnie ćwiczy, a w Castel Gandolfo znajduje czas na tenisowe pojedynki ze swoim sekretarzem. I może właśnie dlatego tak dobrze rozumie coś, co ginie w wielkim sporcie: przeciwnik jest nam potrzebny. Bez niego nie ma meczu, nie ma emocji, nie ma zwycięstwa. Nie ma też możliwości przekraczania własnych granic.

Fundament myślenia papieża

W obszernym liście „La vita in abbondanza”, ogłoszonym przy okazji zimowych igrzysk olimpijskich w Mediolanie i Cortinie, papież posłużył się obrazem długiej tenisowej wymiany. Dwaj zawodnicy zmuszają się wzajemnie do coraz lepszej gry. Jeden rozwija drugiego, obaj stają się lepsi. Jakże odległa jest ta wizja od przekonania, że przeciwnika należy nie tylko pokonać, ale najlepiej również upokorzyć! I jak trafna w czasach, kiedy nawet sportowe zwycięstwo niektórym nie wystarcza, jeśli nie towarzyszy mu demonstracja wyższości nad pokonanym.

Włoska prasa dostrzegła znaczenie tego dokumentu. „Corriere della Sera” określił go mianem małej encykliki poświęconej wartości sportu. Nie bez powodu. Leon czternasty nie ograniczył się do pochwały ruchu i zdrowego trybu życia. Wprost ostrzegł przed komercjalizacją, dopingiem, hazardem, kultem wyniku i redukowaniem zawodnika do jego rynkowej wartości. Przypomniał, że problemy zaczynają się wtedy, gdy biznes staje się podstawową albo jedyną motywacją działania. Nie przekreślał zawodowego sportu. Domagał się jedynie, by pieniądze nie przesłaniały człowieka. W świecie astronomicznych kontraktów, agresywnego marketingu i wszechobecnych zakładów bukmacherskich brzmi to niemal jak wezwanie do rewolucji.

Ale najważniejszy fragment papieskiego listu dotyczył pokoju. Leon czternasty przypomniał starożytną tradycję rozejmu olimpijskiego i zaapelował do państw o jej respektowanie. Zestawił dwa sposoby traktowania konfliktu. W sporcie rywalizacja odbywa się według reguł, które uznają obie strony. Wojna zaczyna się tam, gdzie odmawia się współpracy, a przeciwnika uznaje za śmiertelnego wroga, którego należy wyeliminować. To nie przypadkowe porównanie. To fundament jego myślenia. Sport ma pokazywać, że można pozostawać po przeciwnych stronach, mieć sprzeczne cele, walczyć z całych sił, a mimo to nie odbierać drugiemu człowiekowi godności.

Słowa zapisane w lutym papież zamienił w kwietniu w kolejny konkretny gest. Zaprosił do Watykanu około 240 uczestników zimowych igrzysk olimpijskich i paralimpijskich. Nie tylko medalistów, lecz przedstawicieli sportowego świata, w którym sukces ma wiele wymiarów. Było to krótkie, ale niezwykle intensywne spotkanie. Leon czternasty mówił wtedy, że można rywalizować bez nienawiści, zwyciężać bez poniżania i przegrywać bez zatracania siebie. To trzy zasady, które powinny wisieć nad wejściem do każdej szatni. Od szkolnego boiska po największe stadiony świata.

Szczególnie wymowna była reakcja Federiki Brignone. Włoska mistrzyni narciarstwa, że papieskie słowa należą do tych, które zostają w człowieku. A przecież zawodnikom tej klasy nikt nie musi tłumaczyć, czym jest presja, porażka albo zwycięstwo. Papież nie próbował uczyć mistrzów zdobywania medali. Przypominał im, że również bez nich pozostają ludźmi zasługującymi na szacunek. I że ta sama zasada dotyczy zawodnika, który przegrał, choć przez lata poświęcił przygotowaniom wszystko.

Sport lekarstwem dla ciała i ducha

Nie były to odosobnione gesty. W maju Leon czternasty przyjął piłkarzy Interu Mediolan. Pogratulował sukcesu, ale zamiast ograniczyć się do kurtuazyjnych pochwał, przypomniał im o odpowiedzialności za młodych ludzi. Kibice widzą w gwiazdach futbolu swoich bohaterów, a ich zachowanie może wpływać na życie dzieci i nastolatków. Papież podkreślił, że odpowiedzialność zawodnika wykracza poza sam występ sportowy. Trudno nie pomyśleć przy tej okazji o obraźliwych gestach, prowokacjach, wyzwiskach i pogardzie wobec przeciwnika, które później młodzi kibice bezrefleksyjnie naśladują. Jeśli wielki piłkarz potrafi uszanować rywala, daje lekcję cenniejszą niż niejeden efektowny gol.

W czerwcu, podczas audiencji dla przedstawicieli Włoskiej Federacji Pływackiej, papież ponownie przeniósł akcent z wyniku na człowieka. Sport nazwał lekarstwem dla ciała i ducha, a o wartości zawodnika kazał myśleć poprzez jakość jego motywacji. Zwrócił też uwagę na międzynarodowy charakter rywalizacji, w której uczestnicy różnych narodowości i kultur spotykają się dzięki wspólnej pasji. Innymi słowy, różnice nie muszą nas dzielić. Mogą sprawić, że będziemy mieli sobie więcej do zaoferowania.

Jeszcze bardziej znaczące było wrześniowe spotkanie z zawodnikami Olimpiad Specjalnych, organizacji promującej sport osób z niepełnosprawnościami, zwłaszcza intelektualnymi. ANSA przytoczyła słowa papieża, który mówił o ich wytrwałości, odwadze, uczciwości i duchu zespołowym. Podkreślił, że świat potrzebuje ludzi przypominających o prawdziwych wartościach życia. I znów za słowami poszedł czyn. Papież nie poprzestał na deklaracji, że sport powinien być dostępny dla wszystkich. Spotkał się z ludźmi, którzy pokazują, jak wiele znaczy w sporcie uczestnictwo, wspólnota i pokonywanie własnych ograniczeń. To ważny sygnał dla świata, który tak często dostrzega wyłącznie tych stojących na najwyższym podium.

W tym wszystkim dostrzegam niezwykłą konsekwencję. Leon czternasty nie rozdziela sportu na ten wielki, telewizyjny, bogaty, i ten skromniejszy, uprawiany z pasji. Ma spotkania z różnymi zawodnikami i na każdym potwierdza, że sport nie należy wyłącznie do zwycięzców. Nie jest własnością sponsorów, federacji czy telewizyjnych nadawców. Jest dobrem wspólnym. A jego wartość nie kończy się na tablicy wyników.

Wróćmy więc do sobotniej audiencji. Spotkały się dwa amerykańskie uniwersytety, które na parkiecie dzieli sportowa rywalizacja. Jeden z nich, Villanova, jest szczególnie bliski papieżowi. To jego macierzysta uczelnia, na której w 1977 roku ukończył matematykę. Mógł więc z uśmiechem opowiedzieć o własnych sympatiach, życzyć powodzenia swoim albo poprzestać na błogosławieństwie. Wybrał jednak coś znacznie ważniejszego. Zwrócił się do obu stron, podkreślając ich wspólnotę. To także odpowiedź na pytanie, czy Leon czternasty jedynie pięknie przemawia. W praktyce nie wykorzystał osobistej więzi z jedną drużyną do podkreślenia podziału. Zrobił z niej okazję do spotkania.

Rywalizacja bez nienawiści

Nie łudźmy się jednak, że papieska audiencja zakończy stadionowe awantury, rasistowskie obelgi, przemoc kibiców czy polityczne konflikty. Żaden dokument nie zlikwiduje dopingu ani korupcji. Nie sprawi też, że właściciele klubów nagle przestaną liczyć pieniądze. Byłoby naiwnością przypisywać papieżowi taką sprawczość. Ale właśnie dlatego istotne jest, że nie kończy na deklaracjach. Występuje w obronie rozejmu olimpijskiego, piętnuje patologie zawodowego sportu, spotyka zawodników niezależnie od ich osiągnięć i przypomina gwiazdom o odpowiedzialności. Nie dowodzi, że zmienił już świat sportu. Pokazuje, jak ten świat powinien się zmieniać.

Bo sport nie stanie się lepszy od samego powtarzania pięknych haseł. Stanie się lepszy wtedy, gdy zwycięzca poda rękę pokonanemu bez poczucia wyższości. Gdy trener przestanie traktować porażkę jak moralną klęskę. Gdy kibic zrozumie, że miłość do własnych barw nie wymaga nienawiści do cudzych. Gdy przeciwnik pozostanie człowiekiem także po końcowym gwizdku.

„Rywale w sporcie nie są wrogami”. Słowa, w których zawiera się więcej mądrości niż w wielu opasłych kodeksach fair play. Leon czternasty przypomina coś oczywistego, o czym sportowy świat niebezpiecznie często zapomina. Można przecież walczyć zaciekle, chcieć wygrać za wszelką cenę dozwoloną przepisami i przeżywać porażkę jak osobisty dramat. Nie wolno tylko zapominać, że naprzeciwko stoi człowiek.

Papież nie domaga się sportu bez rywalizacji. Domaga się rywalizacji bez nienawiści. I nie tylko o tym mówi. Swoimi kolejnymi gestami pokazuje, że rzeczywiście w taki sport wierzy.

A może właśnie takiej lekcji potrzebuje dziś nie tylko sport, ale cały podzielony świat?

JARVIS

Odblokuj publikację i korzystaj bez ograniczeń

Kupuję

Masz już dostęp? Zaloguj się