Samymi Polakami nie dadzą rady?
Katastrofalny początek sezonu GKS-u Tychy. Bez obcokrajowców liga zaczyna mu odjeżdżać.
Tyscy koszykarze zaliczyli falstart. Fot. Facebook GKS Tychy
GKS Tychy, który w ostatnich sezonach regularnie był w czołówce 1. ligi, tym razem rozgrywki zaczął katastrofalnie. Nie da się inaczej napisać po trzech porażkach poniesionych - poza jedną - w bardzo kiepskim stylu. Szczególnie boli ta u siebie w ostatni weekend z Sokołem Łańcut. Goście już w połowie mieli 14 punktów przewagi i po przerwie kontrolowali wynik. - Nie możemy złapać rytmu, nie możemy złapać flow. Wszystko jest takie dookoła - jedna akcja dobrze, parę źle. Wszyscy są poddenerwowani i mamy efekt w postaci wyniku. Liga nam ucieka. Nieważne z kim gramy, naprawdę musimy zacząć grać w koszykówkę, bo zaraz będzie już za późno - mówił po spotkaniu doświadczony rozgrywający Tomasz Śnieg.
Nie jest trudno zidentyfikować główny problem zespołu z Tychów. Jest nim brak solidnych obcokrajowców. W ostatnim spotkaniu najlepszym strzelcem rywali z Łańcuta był Jermaine Couisnard (20 punktów), numerem jeden pod tablicami był z kolei Milan Milovanović (12 punktów, 20 zbiórek). Ten pierwszy to Amerykanin, ten drugi Serb. Kiedy w 1. kolejce Tyszanie u siebie po zaciętym meczu ulegli Spójni Stargard, to kluczowe role w ekipie gości odgrywali Robert Glasper (USA, 25 punktów, 6 asyst) oraz pochodzący z Irlandii Silas Sunday (7 punktów, 8 zbiórek). W obecnej lidze, gdy PZKosz dopuścił grę dwóch obcokrajowców, o losach spotkań zwykle decydują zawodnicy zakontraktowani za nieco większe pieniądze, zwykle Amerykanie. GKS, jako jeden z nielicznych, nie ma ani jednego takiego zawodnika. Klub od lat próbuje stawiać na Polaków, ale wydaje się, że w obecnym sezonie to może być za mało.
Trener uparcie powtarza, że zespół w obecnym kształcie stać na więcej. - Mógłbym siedzieć na tej konferencji i tłumaczyć się z tego, jak trenowaliśmy, że mamy problemy, że Mateusz Dziemba wyszedł z łóżka, że DamianJeszke ma problemy, ale nie o to chodzi. Naprawdę musimy zacząć grać w koszykówkę, bo na razie – jak to mądrzy trenerzy mówią – trzeba zacząć rzucać do koszyka, a my tego nie robimy. Trzeba złapać swój rytm. Wierzę w ten zespół - twierdzi Tomasz Jagiełka. - Nigdy nie zaczęliśmy sezonu w taki sposób. Wszyscy mają duże ambicje, wszyscy chcą wygrywać mecze. Jesteśmy świadomi, że bardzo dobrze rozpoczęliśmy sezon, przede wszystkim od dobrej gry, a później coś się posypało. Mamy duże problemy, o których mówię. To nie jest miejsce, żeby mówić o nich i płakać. Nie ma czasu na płacz, bo liga nam odjeżdża.
Czy serię porażek uda się zakończyć już w najbliższej kolejce? Zadanie będzie piekielnie trudne, bo Tyszanie wystąpią w Kołobrzegu, a tamtejsza Kotwica jest wymieniana jako jeden z faworytów do awansu. - Nieważne, z kim gramy. Czy będziemy grali z Kołobrzegiem, czy z kimkolwiek innym – na dziś to my wyglądamy najsłabiej w tej lidze. Taka jest prawda. Musimy się odbić od dna, bo niżej upaść już właściwie nie można - odpowiada szkoleniowiec GKS-u.
(pp)