Serca zostały na boisku

Dwumecz z Belgią, którego stawką była 2. runda baraży o mistrzostwa świata, na długo pozostanie w pamięci Biało-czerwonych. Ich walka o wyjazd do Brazylii nadal trwa.

Waleczność, spryt, polot i dynamika Eweliny Kamczyk były godne podziwu... Fot. Piotr Matusewicz/PressFocus

REPREZENTACJA KOBIET

– Wreszcie coś wygrałyśmy w tym roku – stwierdziła krótko po końcowym gwizdku wtorkowego meczu w Gdańsku Nina Patalon. Szczerość oraz szeroki uśmiech selekcjonerki były rozbrajające i poparte faktami.

Trafne decyzje

Od początku marca prowadzona przez nią drużyna wybiegła na boisko 7 razy, notując remis i 6 porażek z rzędu. Nic dziwnego, że w środowisku zaczęto pomrukiwać nad zmianą szefa kadry, ale uświadomiono sobie, z kim musiała się mierzyć. Zaledwie punkt zdobyty w grupie eliminacyjnej z wyżej notowanymi Holandią, Francją i Irlandią nie przekreślał szans na walkę o przyszłoroczny mundial, lecz skazywał na dwurundowe baraże.

Los Biało-czerwonym przydzielił Belgijki, co ucieszyło trenerkę. – Mamy z nimi na pieńku – powiedziała, sięgając pamięcią do pierwszego roku (2021) pracy z reprezentacją, a konkretnie do eliminacji MŚ 2023 i meczów zakończonych domowym remisem 1:1 oraz wyjazdową porażką 0:4. Nie przejęła się też zbytnio, że pierwsze starcie zakończyło się po myśli rywalek. 1:0 wyglądało jednak dość skromnie, a na dodatek było poparte przyzwoitą postawą zespołu. – Losy dwumeczu są do odwrócenia, ale przede wszystkim musimy poprawić skuteczność – diagnozowała główny problem Patalon. W wyjściowej jedenastce dokonała drobnych korekt – wskoczyły do niej Patrycja Sarapata oraz Weronika Zawistowska – i trzeba przyznać, że były one trafne.

Podniesiona garda

Mecz miał różne fazy i był przyjemny dla oka. Możemy zaryzykować, że jeden z lepszych w blisko 6-letniej kadencji Niny Patalon. Dominacja Polek była poparta liczbami, Belgijki jedynie rzutów rożnych wywalczyły więcej. Pod względem bramek dwukrotnie potrafiły dogonić nasz zespół, ale ten okazał się niezłomny.

– Mimo ciosów od rywalek byłyśmy w stanie wstawać, otrzepywać kolana i walczyć dalej. Podnosiłyśmy gardę i cały czas wierzyłyśmy, że możemy strzelić kolejnego gola, a później następnego. To był nasz najlepszy mecz pod względem fizycznym. Wybiegałyśmy ten awans – podkreśliła doświadczona Ewelina Kamczyk, cicha bohaterka spotkania, harująca w środku pola autorka asysty przy zwycięskim (3:2) trafieniu... I trudno się z nią nie zgodzić. Pozostałym również należy się pokłon, bo dokonały wielkiej rzeczy, co zostało nagrodzone brawami prezydentowej Marty Nawrockiej.

Wiara do końca

– Oddałyśmy całe serce, walcząc do ostatniej minuty i zwycięskich (4:3) rzutów karnych. Za to dziękuję wszystkim dziewczynom i sztabowi – powiedziała Ewa Pajor. – Byłyśmy przygotowane pod każdym względem i cieszymy się, że zagramy o awans na mistrzostwa świata – dodała kapitanka zespołu, która w dwumeczu z Belgijkami zmarnowała dwie „jedenastki”, ale w rozmowach „na gorąco” odbiegała od tematu... – W obu spotkaniach działo się bardzo dużo i naprawdę nie było łatwo. To dla nas ważne doświadczenie, jednak od pierwszego zgrupowania wierzyłyśmy, że możemy dać sobie szansę bezpośredniej walki o mundial. Pokazałyśmy charakter – zaznaczyła  napastniczka Barcelony.

– To był najbardziej emocjonujący mecz w mojej karierze trenerskiej. Jeszcze nigdy nie miałam dogrywki i rzutów karnych. Może to do mnie niepodobne, ale na pewno widać po mnie emocje, które będą mnie trzymać jeszcze z tydzień – wyznała zwykle stonowana selekcjonerka.

Teraz Ninę Patalon czeka praca teoretyczna nad rozpracowaniem Irlandii, przeciwnika w 2. rundzie baraży. Premierowe starcie o pierwszy mundial 26 listopada w Gdańsku, rewanż 5 grudnia w Dublinie.

Marek Hajkowski

CZY WIESZ, ŻE...

Ostatnia dogrywka z udziałem kobiecej reprezentacji Polski miała miejsce 27 czerwca 1989 roku na turnieju we Włoszech w meczu z ZSRR (2:1). Trenerka Nina Patalon miała wtedy 3,5 roku, a żadnej z jej podopiecznych nie było jeszcze w planach.

Odblokuj publikację i korzystaj bez ograniczeń

Kupuję

Masz już dostęp? Zaloguj się