Siatkonoga
REMANENT - felieton Jerzego Chromika
– Ach, jak przyjemnie!
Tak mogłaby zaśpiewać Irena Santor po obronieniu tytułu mistrzów Europy w siatkówce i po dwóch punktach piłkarzy niby obunożnych w meczu otwarcia Ligi Narodów. Mamy bowiem jeden wywalczony z Bośnią i jeden darowany nam przez Hercegowinę. Tylko Szwedzi jak zawsze okazali się nieprzyjaźni.
– Jak można się nudzić,
Jak można marudzić,
Że świat jest smutny, że jest źle,
Nie rozumiem, nie.
Jak można faktycznie
Na świecie jest ślicznie.
Niech ten co gdera przyjdzie tu,
A ja powiem mu tak:
Ach, jak przyjemnie kołysać się wśród szpalt...
Felietonista tak naprawdę to nie lubi narzekać i gderać. Owszem, wetknie czasami szpilkę, wyśmieje to i tamto, czasami puści oko do inteligentnych odbiorców. Cieszy się jednak, gdy może razem z Czytelnikami radować się jak siedmiolatek po szklance mleka w szkole podstawowej.
Właśnie. Często słychać z ust komentatorów natarczywe i wyświechtane pytanie – czy szklanka jest do połowy pełna czy od połowy pusta? Zżymam się wtedy zawsze, tak samo jak po obwieszczeniu, że ktoś ma coś z tyłu głowy. Mnie to nie obchodzi! Mnie interesują tylko sukcesy, a te mamy zawsze z przodu czaszki.
Ktoś wyliczył, że przez ostatnie dziesięć lat siatkarze byli 15 razy medalistami wielkich imprez. A piłkarze grają ciągle na zero. Na zero w gablocie PZPN! Ja nie mam nawet o to pretensji, bo skoro taki Puchacz nie za bardzo wie, o co chodzi w grze zwanej siatkówką, to jak odnajdzie się na boisku, gdzie siatki wiszą rozpięte na bramkach, a te są poza polem gry. To trudne dla każdego absolwenta szkoły wieczorowej.
W moim rankingu zajęć podczas lekcji wychowania fizycznego oraz pozalekcyjnego Szkolnego Koła Sportowego (w skrócie SKS, więc broń Boże nie mylić z STS, czyli opisanym przed tygodniem Studenckim Teatrem Satyryków) siatkówka była dopiero na czwartym miejscu. Pierwsza nożna, potem ręczna i kosz. To siłą rzeczy przełożyło się na skalę zainteresowań dyscyplinami. Hierarchia taka sama.
O sile polskiej siatkówki klubowej zawsze decydowały zespoły akademickie. Nie oglądałem na żywo gry AZS AWF Warszawa, ale wiem z opowiadań Zdzicha Ambroziaka w redakcji „Sportowca”, że to byli bardzo inteligentni goście. Teraz ktoś młodszy w fachu powiedziałby, a może nawet napisał – przeinteligentni. Ciekawe, że każdy z nich grał też w nożną i rozumiał reguły boiskowe. Może futbol jest łatwiejszy?
Po sukcesie w Mediolanie wysypały się wywiady, jak z rogu obfitości. Pięknie mówił o swej dyscyplinie Komenda, ciekawie Fornal i również Lemański nie wypadł gorzej od Puchacza. Przy tym Bartku warto zatrzymać się na dłużej. Wyjątkowy przypadek człowieka, który przez sport szedł krętymi drogami, czasami trawersem, ale doszedł na szczyt, mając niewiele mniej lat od RL9. A nie wchodził na boisko w 88. minucie. Ba, nawet latami nie było go w składzie.
„Los nas uczy pokory”. „Czas leczy rany”, wiem, wiem, że nadużywam, ale po co wymyślać niby od nowa, skoro ktoś to zrobił wcześniej i miał lepsze skojarzenie. A cytaty to taka moja, nawet nie cicha, specjalność, bo zawsze są pod ręką i z przodu głowy.
Teraz jednak pamięć ma trudniej, jak to bywa w przypadku siedemdziesięciolatka. Proszę zatem o podpowiedź – kto z naszych obunożnych był najlepszy w zabawie zwanej pociesznie siatkonogą? No kto? Sporo z Was obstawi, że Boniek, bo ten we wszystkim był najlepszy. Ja stawiam na Włodka Lubańskiego. Nie dlatego, że to mój idol. Nie dlatego, że jest bardzo inteligentny i do dziś mówi z sensem i po polsku. Stawiam na niego, bo... nie mogę wybrać Puchacza.
A tak jeszcze na marginesie – po finale w Mediolanie DJ pomógł kibicom odśpiewać – Nasz jest ten kawałek podłogi, nie mówcie nam, co mamy robić! Przekładając na język boiska – nasz jest ten kawałek światowego parkietu. A co do murawy, to jeszcze w zielone gramy, jeszcze nie umieramy. Teraz Rumunia i może wypijemy wreszcie za błędy wstrętnego sędziego Paduranu podczas pamiętnego meczu w Starej Zagorze.
Zatem. Oby do piątku!
Bartłomiej Lemański, wyjątkowy przypadek człowieka, który przez sport szedł krętymi drogami, czasami trawersem, ale doszedł na szczyt, mając niewiele mniej lat od RL9. Fot. PAP/Darek Delmanowicz