Silnia, głębia, absolut
Z DRUGIEJ STRONY - Tomasz Mucha
Wydaje się, że drużynę roku 2026 w polskim sporcie już mamy – najpierw zwycięstwo w Lidze Narodów, teraz mistrzostwo Europy, na dodatek obronione - więcej polscy siatkarze zdobyć nie mogli. No i jeszcze coś – dwa lata „spokoju” do igrzysk w Los Angeles.
Oczywiście spokój to względny, tym bardziej że za rok Biało-czerwoni wystąpią w roli gospodarzy mistrzostw świata. A że w 2022 roku tytuł stracili, więc luzu nie będzie, a presji – nawet przed zakochaną w nich niemal bezwarunkowo polską publicznością – też nie unikną.
Na razie cieszmy się kolejnym, bezprecedensowym, sukcesem chłopaków spod ręki Nikoli Grbicia. Serb ma niezwykłą skuteczność – w ciągu czterech lat prowadził Polaków w 10 imprezach, ani razu nie schodził z pudła! To, czego dokonuje, budzi szacunek i jest dostrzegane nie tylko w naszym kraju – swojemu rodakowi gratulacje złożył m.in. sam Novak Djoković, największy gwiazdor serbskiego sportu, 24-krotny mistrz tenisowego Wielkiego Szlema.
Tym bardziej cieszmy się, że Grbić jest „nasz”. I choć nasi siatkarze medale najważniejszych imprez przywożą już od dwóch dekad (od srebra MŚ w 2006 roku za Argentyńczyka Raula Lozano) – włącznie z tytułem najlepszych na świecie – to chyba dopiero 53-latek rodem z Kleku cieszy się tak powszechnym zaufaniem: kibiców, środowiska, a przede wszystkim samych siatkarzy.
Grbić potrafi też umiejętnie „konsumować” tak powszechnie wychwalany polski system szkolenia w siatkówce, wręcz taśmowo produkujący – przepraszam za to słowo – przyszłych mistrzów. Głębia składu Biało-czerwonych jest już mityczna – wszak w Sofii i w Mediolanie Polacy byli najlepsi bez szóstki graczy, którzy spokojnie mogliby tworzyć „pierwszy” skład: Kurka, Bieńka, Kaczmarka, Hubera, Zatorskiego czy Janusza! I co? Są inni, jak „odkurzony” Lemański czy „odkryty” Jakubiszak, już się czają Granieczny czy Majchrzak, a zęby do ataku ostrzą kolejni, o których przeciętny kibic w kapciach nie ma bladego pojęcia.
Mamy więc „silnię” i „głębię”, ale zarówno polska siatkówka, jak i sam Grbić potrzebują trzeciego elementu do „absolutu” - złota olimpijskiego. Słusznie zauważył Kamil Semeniuk, że Polaków, pomimo wszystko, nie boją się i wcale nie będą się bać. Dwa lata to jeszcze sporo czasu, Francuzi, Włosi, Amerykanie, Bułgarzy czy sensacyjni w Euro Finowie – oni nie zmarnują tych miesięcy. My też nie możemy.