Stary lis tajną bronią Urbana

Rozmowa z Radosławem Gilewiczem, byłym reprezentacyjnym napastnikiem, asystentem Jerzego Brzęczka w reprezentacji, obecnie ekspertem TVP

Jan Urban zdaniem Radosława Gilewicza się obronił. Fot. PAP/Leszek Szymański

Ciężar spadającego kamienia z serc Biało-czerwonych słychać było chyba aż w Bukareszcie...

- Tak mi się wydaje. To był bardzo dobry mecz naszego zespołu!

Pomógł nam wymarzony scenariusz w pierwszej połowie, gdy po początkowym bałaganie w obronie, ratował nas Marcin Bułka.

- Czerwona kartka nam pomogła! Zyskaliśmy miejsce, swobodę. Rumuni się cofnęli. Zdominowaliśmy spotkanie. Podobało mi się zwłaszcza jak grał nasz środek, czyli duet Piotr Zieliński – Wiktor Nowak. Już dawno nie widziałem tak dobrze usposobionych piłkarsko, grających z przyjemnością środkowych pomocników. Fajnie się to oglądało, bo grali szybko, dobrze regulowali tempo. Nie mieli przestojów. Rzucali piłki z prawej na lewą stronę. Także do tyłu, a przeważnie do przodu. Oni rządzili i dzielili, a bramka „Ziela” - marzenie!

Wreszcie zobaczyliśmy reprezentację, jaką chcielibyśmy zawsze oglądać. Waleczną, ambitną, stanowiącą monolit, kolektyw, wspierającą się wzajemnie.

- Wykazaliśmy dużą ochotę do gry, ale przede wszystkim to była rozmawiająca ze sobą reprezentacja. To też jest ważne, bo tej komunikacji zabrakło nam w Szwecji. No i wiadomo - jak się układa, to wszystkim fajnie się gra ze sobą. Wszyscy jesteśmy zadowoleni, trzeba docenić to, co pokazaliśmy. A pokazaliśmy duży potencjał w nas drzemiący.

Czy zaskoczyło pana to, co zaproponował ze składem Jan Urban?

- To jego autorski pomysł, jego decyzja. Na pewno widziałbym Mateusza Żukowskiego zamiast Świderskiego, bo choć miał bardzo ciężko ze Szwecją, rozegrał dobre spotkanie. Nie stworzył samemu sobie sytuacji, ale pracował dla zespołu. Ze 3-4 piłki wyłożył kolegom. Według mnie należał mu się kolejny występ.

Wróciliśmy do ustawienia czwórką w defensywie, z kopią betonowego ustawienia Jana Bednarka z Jakubem Kiwiorem w FC Porto.

- Od dłuższego czasu spodziewałem się czwórki w obronie. Obojętnie w jakich personaliach. Myśmy za Jurka Brzęczka też grali czwórką obrońców i to fajnie funkcjonowało. Czesław Michniewicz grał trójką, więc każdy trener ma swoją wizję... Janek znów wrócił do czwórki, więc mam wrażenie, że sprawdzał, w którym systemie jest lepiej.

A ponowne pojawienie się Roberta Lewandowskiego w wyjściowej jedenastce?

- Można było przed meczem dyskutować. Jak to u nas... Po meczu już chyba nie będzie chętnych. „Lewy” odpoczął. Sam stwierdził, że jest cały czas w okresie przygotowawczym, więc fizycznie z każdym dniem prezentuje się lepiej. Miał być tajną bronią Jana Urbana na Rumunów...

I stary lis się nią okazał!

- Tak, zrobił swoje. Pokazał klasę. Szkoda tylko tej żółtej kartki, eliminującej z gry kapitana przeciwko Bośni i Hercegowinie.

A czy zgodzi się pan z opinią, że selekcjoner grał w piątek o życie, o posadę, bez względu na wynik?

- O Boże... Przypominam sobie, jaka krytyka wylewała się na Jurka (Brzęczka - przyp. aut). Ale tak to jest... Jeżeli nie wygrywasz, to musisz się z tym zderzyć. Zespół również, bo media nie są od tego, żeby decydować o zwolnieniu kogokolwiek, ale żeby rzetelnie oceniać realia. Wydaje mi się jednak, że najlepiej byłoby po tych czterech meczach usiąść i wtedy się zastanowić, co jest dobre, co jest złe.

Rozmawiał Zbigniew Cieńciała


Odblokuj publikację i korzystaj bez ograniczeń

Kupuję

Masz już dostęp? Zaloguj się