Szykuje się wspaniałe widowisko!
Przed Industrią Kielce drugi w tym sezonie mecz EHF Champions League. W środę wieczorem podejmie ją norweski Kolstad.
Od dyspozycji Dylana Nahiego bardzo wiele będzie zależało w Trondheim, nawet w kontekście końcowego wyniku. Fot. Tomasz Fąfara / Press Focus
LIGA MISTRZÓW
Na środę i czwartek zaplanowano 2. serię fazy grupowej Ligi Mistrzów i niektóre drużyny będą mogły postawić duży krok w kierunku rundy głównej w nowym formacie rozgrywek. Tym razem główne światła elitarnych rozgrywek zwrócą się na Francję, gdzie w czwartek Montpellier - w obecności 10 tysięcy widzów - podejmie broniącą tytułu Barcelonę.
Nas naturalnie najbardziej interesują występy teamów z Kielc i Płocka, które w ubiegłym tygodniu wystartowały ze zmiennym szczęściem. Przypomnijmy, że mistrzowie Polski wygrali w Hali Legionów ze szwajcarskim HC Kriens-Luzern 30:29, podczas gdy wicemistrzowie przegrali nad Loarą z HBC Nantes 25:26, tracąc decydującego gola z rzutu karnego na sekundę przed końcową syreną.
Sześć meczów, sześć zwycięstw
W środę Kielczanie zmierzą się na wyjeździe z Kolstad. W 1. kolejce mistrzowie Norwegii ulegli na wyjeździe SC Magdeburg aż 22:37 i była to najwyższa porażka na starcie EHF Champions League. Mimo odejścia kilku graczy, trzon norweskiej ekipy stanowią doświadczeni Simon Jeppsson (zdobył 5 bramek z niemieckimi Gladiatorami), Magnus Gullerud i Vetle Eck Aga, wspierani przez nieprzewidywalną młodzież. Co ciekawe, od 2023 roku oba zespoły spotkały się sześciokrotnie i za każdym razem górą były Kielce, przy czym tylko dwa razy z przewagą większą niż dwa gole. - To będzie ekscytujący mecz przeciwko drużynie, z którą w ciągu ostatnich trzech lat mierzyliśmy się sześć razy. Teraz mamy kolejną szansę, aby - miejmy nadzieję - sprawić jej trochę problemów. Jak zwykle spotka nas trudna obrona z wieloma znakomitymi zawodnikami, gwiazdami europejskiego formatu, więc w Trondheim szykuje się naprawdę wspaniałe widowisko! - zapowiedział lewoskrzydłowy Kolstad, Adrian Aalberg.
Nerwowe końcówki
Mecze Kielczan w Trondheim od lat obfitują w nerwowe końcówki. Dwa ostatnie starcia Żółto-biało-niebiescy wygrali tam tylko jedną bramką, a wcześniejsze - dwoma. Dlatego asystent trenera Krzysztofa Lijewskiego, Kamil Siedlarz, ostrzega przed wyciąganiem wniosków z wysokiej porażki rywali w Magdeburgu. - To zespół, który we własnej hali stawia dużo cięższe i twardsze warunki - zaznaczył II szkoleniowiec Industrii. - Kluczem do wygranej będzie unikanie prostych strat. Musimy konsekwentnie grać w ataku i unikać błędów technicznych, które będą powodować szybkie kontrataki gospodarzy, co w poprzednich meczach kończyło się tym, że musieliśmy gonić wynik i cierpieć na boisku. Nowa formuła Ligi Mistrzów wymusza, że każdy mecz jest tym najważniejszym. Nie daje możliwości na pomyłkę, nie daje marginesu na błędy. W Trondheim nie będzie miejsca na błędy, ponieważ spotkań w pierwszej fazie jest tylko sześć, więc straconych punktów nie będzie kiedy i gdzie odrobić - podkreślił Siedlarz.
Feeling na niższym poziomie
Największym zmartwieniem kieleckiego sztabu szkoleniowego jest plaga kontuzji. Z gry wykluczeni zostali: Milorad Bakić, Arkadiusz Moryto, Szymon Sićko oraz Michał Olejniczak, co sprawiło, że do Trondheim mistrzowie Polski wybrali się w zaledwie 14-osobowym składzie. Jest to o tyle istotne, że środowe spotkanie może być kluczowe w kontekście awansu do drugiej fazy rozgrywek. - Każdy mecz w tym początkowym okresie daje nam większe możliwości, jeśli chodzi o czucie, o timing, o to, aby ci nowi zawodnicy poczuli styl gry, dopasowali się do niego, a przede wszystkim dopasowali się z czuciem do kolegów, z którymi grają. Są zawodnicy, którzy dopiero zaczęli grać ze sobą, więc ten feeling jest jeszcze na niższym poziomie. Każde kolejne spotkanie daje nam jednak większe możliwości i myślę, że z meczu na mecz będzie to wyglądało lepiej. Będziemy grać coraz szybciej i będą tego efekty - dopowiedział II trener mistrzów Polski.
Zagra, gdzie trener postawi
Przy brakach kadrowych ważną rolę spełnia w drużynie elastyczny Dylan Nahi, wspierający kolegów zarówno na lewym rozegraniu, jak i w obronie. Francuski skrzydłowy w ostatnim spotkaniu ligowym w Piotrkowie Trybunalskim odpoczywał, ale teraz deklaruje pełną gotowość do gry. Zapytany o występ na lewej połówce ataku, odpowiedział z właściwym sobie dystansem. - Decyduje trener. Jeśli zechce, żebym zagrał na środku obrony, to zagram. Jeśli zechce, żebym był bramkarzem, będę bramkarzem. Jestem zawodnikiem zespołowym. Gdziekolwiek jestem potrzebny drużynie, tam będę grał – zapowiedział Nahi, zapewniając przy tym, że dobrze czuje się na rozegraniu, bo ma wtedy częstszy kontakt z piłką.
„Loczek” apeluje o czujność
Adam Morawski zwrócił uwagę na wspomnianego Jeppssona, szwedzkiego lidera zespołu rywali, który średnio oddaje minimum 15 rzutów, więc jego powstrzymanie wymagać będzie ścisłej współpracy obrony z bramkarzem. Golkiper kieleckiej ekipy zaznaczył, że zespół stopniowo dopracowuje mechanizmy defensywne i wspiera w aklimatyzacji bramkarza numer 1 kieleckiego zespołu, Dejana Milosavljeva. „Loczek” zaapelował także o zachowanie czujności, pokory i o to, żeby nie oceniać Norwegów na podstawie ich porażki z Magdeburgiem. Jego zdaniem to błędne podejście... - Przede wszystkim nie możemy patrzeć na Kolstad przez pryzmat jego ostatniego meczu w Niemczech. Jeśli w ten sposób podejdziemy do tego spotkania, to możemy mieć ogromne kłopoty. Norweska ekipa we własnej hali jest bardzo groźna. Dlatego musimy jej narzucić swoje standardy – podkreślił 31-letni zawodnik. - Musimy narzucić nasz styl gry, ograniczyć błędy i być konsekwentni zarówno w obronie, jak i w ataku. Naszym celem jest zdobycie dwóch punktów. Musimy być pewni siebie, ale jednocześnie spokojni i pokorni. To trudne miejsce do gry, ale wierzę, że wywieziemy wygraną – podkreślił Adam Morawski.
Zbigniew Cieńciała
NIE PRZEGAP!
◼ Kolstad IL - Industria Kielceśroda, godz. 20.45, Polsat Sport 2