Tajka po raz czwarty, po 14 latach!
Pornanong Phatlum napisała niezwykły rozdział w historii azjatyckiego golfa, sięgając po historyczny, czwarty tytuł w turnieju Hero Women’s Indian Open. Dorota Zalewska walczyła jak lwica.
To była emocjonalna wygrana. Zdjęcia: Ladies European Tour
36-letnia reprezentantka Tajlandii powróciła na indyjską ziemię po 14 latach przerwy, by na legendarnym, absurdalnie trudnym i bezwzględnym polu projektu Gary’ego Playera w DLF Golf and Country Club rzucić wyzwanie faworytce gospodarzy, Vani Kapoor. Choć przed finałową niedzielą Phatlum traciła do liderki jedno uderzenie, to dzięki bezbłędnej, widowiskowej grze i fenomenalnej rundzie zdołała z nawiązką odrobić straty. Swoim spektakularnym zwycięstwem z przewagą aż czterech uderzeń udowodniła, że czas nie ma wpływu na mistrzowską formę, a Gurugram słusznie może nazywać swoim „szczęśliwym miejscem”.
Decydujący cios
Finałowy dzień indyjskiego turnieju Ladies European Tour szybko przekształcił się w pasjonujący pojedynek i bezpośrednią walkę pomiędzy goniącą Phatlum a broniącą pozycji liderki Vani Kapoor. Hinduska grała przed własną publicznością na swoim macierzystym polu i od początku narzuciła mocne tempo, jednak Tajka odpowiedziała na tę presję absolutną perfekcją. Kluczem do odrobienia strat i przejęcia kontroli nad turniejem okazała się pierwsza połowa pola, gdzie – jak przyznała później triumfatorka – trafiała wszystko. Zapisała tam na koncie aż pięć birdie bez ani jednego błędu, kończąc tę część z genialnym wynikiem 31 uderzeń (-5) i błyskawicznie spychając Kapoor z pozycji liderki. W drugiej części dnia, gdy pole Gary'ego Playera zaczęło bezlitośnie karać błędy i Kapoor zanotowała potknięcia na dołkach 10., 12. i 13., doświadczona Tajka zachowała zimną krew. Zamiast tylko bronić wyniku, zadała decydujący cios – na piętnastce i szesnastce wbijając dwa spektakularne birdie z rzędu! Finałową rundę zamknęła z kosmicznym, zwłaszcza jak na to pole, wynikiem -7. Co najważniejsze – grając pod ogromną presją na jednym z najtrudniejszych technicznie pól golfowych świata, Pornanong Phatlum przeszła przez niedzielny finał bezbłędnie, bez śladu bogeya, pieczętując końcowy triumf z imponującym wynikiem -11.
Ostatnie miejsce na podium, z trzema uderzeniami straty do Kapoor, zajęła Singapurka Shannon Tan, najlepsza zawodniczka Ladies European Tour poprzedniego sezonu.
- Jestem teraz taka szczęśliwa! Nie sądziłam, że jeszcze kiedyś wygram, ale dałam z siebie wszystko. To była dla mnie fantastyczna runda. Na pierwszych dziewięciu dołkach wpadał każdy putt. Dzisiejszy dzień jest po prostu niesamowity. Chciałam tu wrócić i znów dać z siebie wszystko, bo wiążą się z tym miejscem wspaniałe wspomnienia. To moje czwarte zwycięstwo w tym turnieju, więc jestem bardzo szczęśliwa – powiedziała triumfatorka.
Od ery Palmera do triumfu na polu Playera
Dla Pornanong Phatlum to zwycięstwo miało wymiar symboliczny i stanowiło klamrę jej dotychczasowej, bogatej kariery. Choć ma na swoim koncie lata regularnych występów w prestiżowym LPGA Tour oraz walkę o najwyższe trofea, to właśnie turniej w Indiach zajmuje w jej sercu miejsce szczególne. Swoje trzy poprzednie tytuły w latach 2008, 2009 i 2012 wywalczyła w tym samym klubie (DLF Golf and Country Club), jednak na zupełnie innej arenie – starszym, dużo łatwiejszym polu projektu Arnolda Palmera. Dwa pierwsze turnieje z lat 2008 i 2009 organizowane były przez Ladies Asian Golf Tour, dopiero zwycięstwa z 2012 roku i tegoroczne były częścią kalendarza LET.
Powrót do Gurugram po 14 latach przerwy i wygrana na nowym, niezwykle wymagającym polu Gary'ego Playera udowodniły jej niesamowitą wszechstronność i dojrzałość. Dla 36-letniej zawodniczki ten czwarty triumf – okupiony walką z własnymi słabościami i wymagającą, szaloną architekturą pola – był dowodem na to, że wciąż potrafi dominować na międzynarodowej arenie. Jak sama przyznała, podniesienie tego pucharu po latach przerwy przyniosło jej ogromną ulgę.
- Wiele to dla mnie znaczy. W tym roku byłam już o krok od zakończenia zawodowej kariery. Jednak kolejny triumf dodał mi motywacji. Czuję, że wciąż mogę rywalizować w turniejach, więc w przyszłym roku znów dam z siebie wszystko – powiedziała Tajka, dla której to zwycięstwo było 23. tytułem w karierze.
- Ona świetnie grała na pierwszych dziewięciu dołkach, a ja po prostu dotrzymywałam jej kroku. Starałam się jak mogłam i dziś znakomicie radziłam sobie z puttowaniem – wszystko wpadało do dołka, a gra wokół greenu również układała się bardzo dobrze. Chyba po prostu było mi pisane, żeby znów wygrać – dodała.
Słodko-gorzki start Doroty Zalewskiej
Z perspektywy polskich kibiców turniej w Indiach przyniósł sporo powodów do radości, ale też brutalną weryfikację rankingowych planów. Trafiając birdie na ostatnim dołku rywalizacji, Dorota Zalewska zaliczyła bardzo udany i niezwykle waleczny występ, kończąc zmagania w Delhi na solidnym, dzielonym 32. miejscu z wynikiem +10 (po rundach: 78, 71, 72, 77). Na „bestii” Gary'ego Playera reprezentantka Black Water Links błysnęła zwłaszcza w piątek, notując rewelacyjne 71 uderzeń (-1), co było jednym z najlepszych wyników całej drugiej rundy.
- To potwornie trudne pole, prawdziwa bestia; nie ma chwili, by się choć trochę zrelaksować. Nie zdziwiłabym się, gdyby okazało się, że należy do wąskiej liczby najtrudniejszych pól świata, również dla mężczyzn. Skoro awans do finałowych rund dawało +9, a na koniec zawodniczek z wynikiem poniżej PAR było siedem, to chyba dużo mówi – relacjonowała dla Polskiego Związku Golfa Dorota.
Dodała, że pewnym utrudnieniem było przeziębienie, z którym musiała grać od drugiej rundy, a którego nabawiła się z powodu klimatyzacji.
Choć sam start w Indiach należał do jej najlepszych w sezonie, sytuacja w klasyfikacji generalnej Ladies European Tour pozostaje skomplikowana. Zajmująca obecnie 101. pozycję „Doris” póki co nie zdołała wskoczyć do upragnionego TOP 70, które gwarantuje pełną kartę zawodniczą na kolejny rok. Wszystko wskazuje na to, że mógł być to dla niej ostatni turniej LET w tym sezonie. Polka rankingowo nie zakwalifikowała się do rozpoczynającego się dzisiaj Winstrom Ladies Open, a jeszcze w środę wieczorem zajmowała czwarte miejsce na liście rezerwowej w rozpoczynającym się w kolejnym tygodniu Aramco China Championship. Wiele wskazuje więc na to, że elitarny wielki finał w Andaluzji – dostępny tylko dla TOP 75 klasyfikacji – pozostaje poza jej zasięgiem.
Najlepsza polska golfistka najprawdopodobniej wróci więc w grudniu do Maroka, by w morderczym turnieju Q-School bronić statusu w lidze. Nadzieję daje jednak fakt, że rok temu na marokańskich polach Zalewska nie miała sobie równych, wygrywając całe kwalifikacje i udowadniając, że potrafi grać pod najwyższą presją. Możliwy jest też wciąż bardzo optymistyczny scenariusz, w którym Dorota dostaje się jednak do turnieju w Chinach, gra tam bardzo, bardzo dobrze i rzutem na taśmę awansuje do finału w Andaluzji. Kto to wie? Polka udowodniła przecież nie raz, że potrafi zaskoczyć.
Tajpej i Meksyk
Tak więc w tym tygodniu zabraknie reprezentantów Polski na największych światowych arenach. Dorota czeka na rozwój wypadków i ewentualną przepustkę do turnieju Aramco, a Adrian Meronk zbiera siły przed dwoma finałowymi turniejami DP World Tour: Abu Dhabi Aldar Championship, który rozpoczyna się już w przyszły czwartek, oraz zaplanowanym na kolejny tydzień DP World Tour Championship.
Na pocieszenie w polskich telewizjach od dzisiaj oglądać będziemy mogli Wistron Ladies Open i turniej PGA Tour – VidantaWorld Mexico Open. Wydarzenia z Chińskiego Tajpej pokaże Golf Zone z komentarzem Wojtka Nowakowskiego, a akcję z Meksyku na Eurosporcie 2 komentować będzie Jacek Person. Obrońcami tytułów będą reprezentantka gospodarzy Yani Tseng i jeden z ulubieńców Niepoważnego Podcastu Golfowego – Brian Campbell.
Kasia Nieciak
Przepustkę do gry w tym sezonie LET Dorota uzyskała dzięki fenomenalnemu zwycięstwu w Q-School
Po raz czwarty!