Tak się walczy o awans!

W meczu na szczycie do najlepszej obrony w całej stawce Tyszanie dodali skuteczną ofensywę.

Kapitan Igor Łasicki postawił pieczęć na niedzielnym zwycięstwie Tyszan. Fot. Mateusz Sobczak/Press Focus

Po 10. kolejce GKS i Górnik miały tyle samo punktów, plasując się za plecami lidera. Nic dziwnego, że ich starcie zostało uznane za szlagier weekendu i faktycznie było godne tego miana.

Zaczęło się od przewagi gości. Już w 4 minucie Bartłomiej Korbecki znalazł się oko w oko z Kacprem Myszkowskim. 17-letni bramkarz odważnie wybiegł za pole karne i zatrzymał szarżę rywala. 24-latek kolejną okazję miał 12 minucie, ale strzałem z 7 metrów ostemplował słupek. W myśl powiedzenia, że niewykorzystane sytuacje się mszczą, w najmniej spodziewany sposób prowadzenie objęli Tyszanie. Igor Łasicki wyrzucił piłkę z autu w pole karne, obrońcy Górnika z Rafałem Kobryniem na czele wykazali się ogromną niefrasobliwością, co wykorzystał Kacper Plichta. Wprawdzie wypożyczony z Motoru Lublin 19-latek nie uderzył zbyt czysto, ale to wystarczyło, żeby w trzecim występie w koszulce z trójkolorowym trójkątem, a pierwszym w wyjściowym składzie, otworzyć swoje konto bramkowe w Tychach.

Ta bramka nie załamała zespołu trenera Jurija Szatałowa, który nadal dążył do zdobycia bramki i najlepszą okazję miał w 42 minucie. Po starciu Józefa Chorosińskiego z Samuelem Quainoo sędzia wskazał bowiem na „wapno”, ale Fryderyk Janaszek huknął nad poprzeczką.

Oddany tuż przed przerwą niecelny strzał wyraźnie podciął skrzydła przyjezdnych, a o losach spotkania przesądziła akcja z 52 minuty. Długie podanie ze swojej połowy rozpoczęło szybkie rozegranie piłki przez Łasickiego i Plichtę, a aktywność Mateusza Lewandowskiego sprawiła, że odbita futbolówka spadła pod nogi stojącego samotnie na 13 metrze Damiana Kądziora, który wykorzystał swoje doświadczenie i trafił w dolny róg bramki. Ostatni cios wyprowadził natomiast Łasicki. Kapitan Tyszan po dokładnym dośrodkowaniu Kądziora z rzutu rożnego idealnie wbiegł w pole karne i wyprzedzając Mateusza Hołownię, ustalił rezultat spotkania. Po nim trener Rene Poms może się pochwalić, że jego zespół - mający 11 spotkań bez porażki - oprócz znakomitej defensywy (najlepszej w 2. lidze), zaczyna także coraz skuteczniej grać w ofensywie; z 6 celnych strzałów 3 znalazły drogę do siatki. I to jest najlepszy sposób na walkę o awans.

Jerzy Dusik

OCENA MECZU⭐⭐⭐

◼ GKS Tychy - Górnik Łęczna 3:0 (1:0)

1:0 - Plichta, 29 min, 2:0 - Kądzior, 52 min, 3:0 - Łasicki, 71 min (głową)

GKS: Myszkowski - Łasicki, Horvat, Hoyo-Kowalski (60. Eszkinja) - Olkowski, Trąbka, Begala, Chorosiński – Plichta (64. Niemann), Lewandowski (72. Ryguła), Kądzior (72. Baier). Trener Rene POMS.

GÓRNIK: Matysek - Quainoo (80. Stadnicki), Kobryń, Jaroszyński, Hołownia, Rogala - Myszor (62. Ahmedow), Walski, Deja (80. Tkacz), Korbecki (65. Niewiarowski) - Janaszek (62. Antkowiak). Trener Jurij SZATAŁOW.

Sędziował Paweł Wrzeszczyński (Kalisz). Widzów 3197.

Żółte kartki: Hoyo-Kowalski, Chorosiński -Jaroszyński.


Odblokuj publikację i korzystaj bez ograniczeń

Kupuję

Masz już dostęp? Zaloguj się