To jest to, prosimy o jeszcze!
GieKSa odżyła! Choć właściwie, czy... w ogóle zamarła?
Mateusz Kowalczyk (z lewej), Alan Czerwiński (w środku) i Marcel Wędrychowski (z prawej) powstrzymują reprezentacyjnego napastnika Widzewa Karola Świderskiego. Fot. PAP/Art Service
GKS KATOWICE
Jeśli przełamywać kryzys, to w taki właśnie sposób! Happy end po nieprawdopodobnych emocjach – to jest to, co kibice uwielbiają najbardziej! Po trzech porażkach 0:1, dwóch w lidze i jednej w Pucharze Polski, wydaje się, że Katowice wróciły na właściwe tory. Zwycięstwo z obiektywnie silnym, do tego zdeterminowanym rywalem robi wrażenie.
Co w grze GKS-u mogło się podobać? Choćby wysoki pressing wymuszający błędy gości. Katowiczanie potrafili skutecznie uprzykrzać życie rywalom już w strefie obronnej. Obie ekipy wyglądały jednak bardzo dobrze pod względem fizycznym i także dlatego to spotkanie było tak ekscytujące, bo obie nie tylko chciały, ale również – i to przede wszystkim – mogły! Niemniej choć GKS utrzymywał się przy piłce krócej niż Widzew, w pełni kontrolował przebieg meczu aż do stanu 3:0. Charakterystyczna była druga bramka dla Katowic: padła po błędzie defensywy Widzewa, co było bezpośrednim efektem nacisku ze strony gospodarzy.
Także w środku GieKSa wyglądała nienagannie. Tercet środkowych pomocników (Łukasiak, Kowalczyk, Nowak) mocno uprzykrzał życie rywalom. Zawodnicy tej formacji byli bardzo agresywni. Zwracało uwagę dynamiczne doskakiwanie do przeciwnika i sprytne, pełne zapobiegliwości przerywanie akcji Widzewa już w zarodku. Ale i tak przecież do samego końca nie było wiadomo, czy GKS wygra.
– Rzeczywiście, bardzo mocno zawodnicy Widzewa pracowali. Nie uważam, żebyśmy rywala zlekceważyli. A gdybyśmy nie stracili bramki, to mogłoby się skończyć dla nas wyżej. Wynik jednak zrobił się na styku i należało go umiejętnie wybronić. Wybroniliśmy i za to nam chwała. Mniej kroków podczas meczu wprawdzie zrobiłem (katowicki szkoleniowiec podczas meczu bez przerwy spaceruje wzdłuż ławki rezerwowych – przyp. aut.), ale tętno za to wyżej skoczyło. Sami właściwie zaprosiliśmy Widzewa na wycieczkę i zrobiło się niebezpiecznie. Wiedziałem jednak, że jeśli będziemy konsekwentni, to damy radę – przyznał Rafał Górak.
Był to dla niego 350. mecz w roli pierwszego treneraGieKSy. – Nawet na mnie, facecie już dość dojrzałym, robi to wrażenie. Do tego to mecz wygrany, a mój zawodnik strzela hat-trick, lepiej nie mogło się ułożyć – zauważył katowicki szkoleniowiec.
Paweł Czado