Trener jednego projektu

KOMENTARZ „SPORTU” - Mariusz Rajek

Kiedy na koniec majówki, nazajutrz po przegranym w fatalnym stylu finałem Pucharu Polski, Michał Świerczewski zdecydował się zwolnić Łukasza Tomczyka z Rakowa, było mi go tak po ludzku ogromnie żal. Jako Częstochowianin mocno kibicowałem trenerowi z mojego miasta. Uważałem, że ta decyzja została podjęta w emocjach, a młodemu szkoleniowcowi należało dać więcej czasu. W lidze wszak nie szło mu tak tragicznie, krótko wcześniej akurat wygrał dwa spotkania z rzędu.

Życzyłem Tomczykowi jak najlepiej w nowym miejscu pracy, a gdy szybko okazało się, że tym będzie Odra Opole, byłem pewien, że tam się odkuje. Fajny projekt marzący o ekstraklasie, nowy stadion, miasto wojewódzkie, a zarazem liga, którą 38-latek doskonale znał, odnosząc sukcesy z Polonią Bytom.

Minęło kilka miesięcy i… wyszło na właściciela X-komu i Rakowa. Łukasz Tomczyk na razie okazuje się trenerem jednego projektu, tego w Bytomiu, a w innych miejscach niestety sobie nie radzi. W Opolu jest dużo gorzej niż było w Częstochowie, a przecież poprzeczka była zawieszona o wiele niżej. Przedostatnie miejsce w tabeli po 12 kolejkach klubu, który chciał się bić o ekstraklasę, to pośmiewisko. Pisząc te słowa w niedzielny wieczór, mam pewne obawy, by nie rzec przekonanie, że gdy to wydanie „Sportu” się ukaże, trener z mojego miasta znów będzie bezrobotny…

Odblokuj publikację i korzystaj bez ograniczeń

Kupuję

Masz już dostęp? Zaloguj się