Trochę bardziej pragmatycznie
Czy ostatni kwadrans meczu z Miedzią może zrekompensować kibicom Odry rosnące niezadowolenie z gry podopiecznych Łukasza Tomczyka?
Nadepnięcie rywala na stopę Maksymiliana Pingota okazało się kluczowym momentem meczu Odry z Miedzią. Ale czy stanie się punktem zwrotnym w grze Opolan? Fot. Press Focus/ Mateusz Porzucek
ODRA OPOLE
Po pięciu ligowych meczach bez zwycięstwa zespół z Opola wreszcie wygrał spotkanie. Gdyby nie zwycięstwo 1:0 z Miedzią Legnica podopieczni Łukasza Tomczyka po 10 kolejce znaleźliby się w strefie spadkowej. Dzięki bramce Patryka Szysza Niebiesko-czerwoni wywindowali się jednak na 12. pozycję. Wprawdzie ich przewaga nad zespołami znajdującymi się „pod kreską” wynosi zaledwie jedno oczko, ale jednocześnie ich strata do drużyn ze strefy barażowej zmniejszyła się do trzech punktów. Nic więc dziwnego, że na pomeczowej konferencji prasowej szkoleniowiec Odry był w dobrym humorze.
- Gratulacje dla drużyny – stwierdził trener Opolan. – Pokazała charakter. W poprzednich meczach mieliśmy dużo sytuacji, wysoki wskaźnik xG (oczekiwanych goli, czyli prawdopodobieństwa, że strzał przyniesie gola – przypisek red.), ale ich nie kończyliśmy. Z Miedzią zagraliśmy trochę bardziej pragmatycznie, może momentami też heroicznie. Chociaż w pierwszej połowie i na początku drugiej mieliśmy momenty z piłką.
Były takie momenty
Trudno się zgodzić z taką opinią trenera patrząc na obraz gry oraz liczby. Do 73 minuty mnożyły się bowiem niecelne podania, a o jakości gry ofensywnej świadczy okrągłe zero w rubryce „celne strzały”. Zresztą tych niecelnych uderzeń w pierwszej połowie też nie było – używając propagandowego eufemizmu – zbyt dużo. Dokładniej rzecz ujmując, Opolanie w pierwszej połowie oddali jeden niecelny strzał, a rywale sześć.
- Uważam, że w kontrataku trochę więcej chłodnej głowy, zimnej krwi i lepszego podania sprawiłoby, że tych sytuacji mielibyśmy trochę więcej – kontynuował szkoleniowiec Odry. – Tym bardziej gratuluję drużynie, bo dużo rzeczy się nie układało po naszej myśli. Kontuzja na samym początku (Mathieu Scalet w 20 minucie opuścił boisko z powodu urazu kolana – przypisek red.), kontuzja na ławce rezerwowych, niektóre decyzje sędziego przy sytuacjach stykowych też nie były przychylne dla nas. Myślę tutaj na przykład o sytuacji w pierwszej połowie, gdy Michał Feliks – moim zdaniem – idzie sam na sam i tam nie fauluje. Więc były takie małe momenty, ale my pokazaliśmy optymizm i wiarę do końca. Trzymaliśmy ten mecz. Powiedziałem zawodnikom w przerwie, że jestem pewien, że ten mecz wygramy. Że będziemy mieli jedną sytuację i jedną bramkę zdobędziemy. Bardzo w to wierzyłem i gratulacje dla zawodników oraz na koniec gratulacje dla tych kibiców, którzy nas wspierali do końca.
Apel o wsparcie
Skoro trener wywołał wątek kibiców, dodajmy do jego słów, że po pierwszej połowie zawodników gospodarzy, schodzących do szatni żegnały gwizdy, a po godzinie gry głośno i wyraźnie słychać było wulgarne i jednoznaczne: „K... mać, Odra grać”. Owszem, po tym, jak w podbramkowym zamieszaniu piłkarz Miedzi w swoim polu karnym nadepnął Maksymiliana Pingota, a sędzia po analizie VAR zauważył podstawy do podyktowania rzutu karnego i Szysz, oddając pierwszy celny strzał Opolan z „wapna”, pewnie posłał piłkę do siatki, nastroje na trybunach się zmieniły. Poprawiły się też statystyki, bo na koniec meczu Niebiesko-czerwoni, wyprowadzający w ostatnim kwadransie kontry, mogli się pochwalić pięcioma strzałami, z których trzy były celne. Nie można jednak przesadzać z populistycznymi hasłami, a do takich zaliczyć trzeba stwierdzenie trenera, że czuć było: „że trybunami to wepchniemy i wepchnęliśmy” oraz że: „w drugiej połowie były momenty takiego dopingu, który nas poniósł i dzięki temu wygraliśmy”.
Prawdę powiedziawszy, więcej było w tym dopingu niechęci, frustracji i złości na grę drużyny oraz postawę poszczególnych zawodników. Dlatego szkoleniowcowi, mającemu nadzieję, że to zwycięstwo z Miedzią będzie punktem zwrotnym w jego pracy w Opolu, nie pozostaje nic innego jak wygłoszony do kibiców apel o wsparcie.
- Po prostu proszę o to jako pierwszy trener – zakończył Łukasz Tomczyk.
Jerzy Dusik