Trudny los „Polskiego odkurzacza”
Rozmowa z Janem de Zeeuwem juniorem, synem byłego dyrektora reprezentacji Polski, wykładowcą na uniwersytecie w Rotterdamie, specjalistą od marketingu sportowego
Jakub Moder wciąż cieszy się popularnością wśród fanów Feyenoordu. Sęk w tym, że na razie przegrywa ze zdrowiem... Fot. Pro Shots Photo Agency/SIPA USA/PressFocus
Szykował się nam piękny „polski” mecz na De Kuip: Jakub Moder kontra Piotr Zieliński. No i go nie będzie...
- No tak, Kuba ma ponownie kontuzję. Jaką? Nie wiadomo. W Holandii kluby nie mają prawa wypowiadać się publicznie na temat urazów swych zawodników. Taka ochrona praw pacjenta, a kluby z tego chętnie korzystają, bo trener na konferencji nie musi w tej sytuacji przez 15 minut opowiadać o problemach z kontuzjami w drużynie. Wielka szkoda, że Kuby zabraknie, przecież nie było go przez pół roku (rehabilitował się po operacji kolana – dop. aut.). Wyrosła mu w tym czasie konkurencja w zespole, ale myślę, że miałby szansę powalczyć o powrót do składu, bo ławka Feyenoordu nie jest specjalnie szeroka. No i strata dla reprezentacji Polski jest duża.
Konkurencja to przede wszystkim Belg Charles Vanhoutte?
- Tak, kupiony latem. Generalnie sporo się tego lata zmieniło w klubie. Nowy prezes, nowy dyrektor sportowy – z Belgii właśnie, i nowy-stary trener.
No właśnie: Giovanni van Bronckhorst wraca na stare śmieci po siedmiu latach. Do niego wrócimy, ale muszę zapytać: co było nie tak z Robinem van Persiem? To też duże nazwisko.
- Zlatan Ibrahimović lubi mówić, że dobry piłkarz nie zawsze musi być dobrym trenerem – i ja się z tym zgadzam. Van Persie, podejmując pracę w Rotterdamie, nie miał doświadczenia trenerskiego w seniorach, pracował wcześniej głównie w akademii i... zdarzało mu się robić dziwne rzeczy. Zmienił kapitana, robiąc nim chłopaka bez doświadczenia w tej roli; a w sumie Feyenoord miał zaś aż trzech kapitanów w całym zeszłym sezonie... Z meczu na mecz potrafił wymienić siedmiu zawodników w wyjściowym składzie: ot, choćby w spotkaniu Ligi Europy przed rokiem z Bragą – słabiutką, dodajmy, z całym szacunkiem dla niej – przegranym 0:1. Generalnie lekceważył te pucharowe występy, bo chciał być mistrzem kraju. Ale Feyenoord nie został mistrzem... Szukał też van Persie idealnego ustawienia. I chyba nie znalazł. Owszem, przeszkadzały mu w tym kontuzje, których nie można zrzucać na karb trenera. No chyba że – jak mówiono – trener nie zawsze słucha swego sztabu medycznego...
No to pan wyjaśnił dokładnie tę zmianę. A jak gra Feyenoord teraz, za Gio?
- Dobrze wygląda, zwłaszcza w lidze, w której jeszcze nie przegrał. To ważne, bo – mam wrażenie – PSV niestety finansowo trochę nam uciekło. Ale drużyna pokazuje fajną, atrakcyjną dla oka piłkę; byłem trzy tygodnie temu na meczu Ligi Mistrzów z Como i mogę to powiedzieć z pełną odpowiedzialnością. Natomiast trzeba mocno trzymać kciuki, by zdołał tę pozycję lidera Eredivisie utrzymać, bo jednak czasami brakuje tej jakości czysto piłkarskiej.
To prawda, że van Bronckhorst kiedyś był rozpatrywany w gronie kandydatów na selekcjonera Biało-czerwonych?
- Owszem. Po mundialu 2022. Jego menedżer – jak doszły mnie słuchy – rozmawiał nawet z sekretarzem generalnym PZPN-u. Ostatecznie jednak postawiono na Fernando Santosa.
Niestety...
- Cóż... Od strony finansowej Gio już właściwie niczego „nie musiał”. Był po rocznym kontrakcie w Chinach, w trakcie którego ponoć zarobił ok. 20 mln euro, a więc mnóstwo pieniędzy. Potem byli „jego” Rangersi, w których kiedyś grał; był Besiktas, no i rok u Arniego Slota w Liverpoolu jako asystent. Nabrał doświadczenia i już nie musi na siłę udowadniać, że jest dobrym trenerem. Bo jest.
Ale w Lidze Mistrzów – niezależnie od wygranej z Como – idzie ciężko...
- Feyenoord – moim zdaniem – to dziś raczej półka Ligi Europy, a nie Ligi Mistrzów. Z Como wygrali, z Barceloną zagrali fajny – choć może trochę naiwny pod względem otwartości – mecz. I przegrali 1:5, choć Hansi Flick powiedział, że to ciekawa drużyna. Ale już z Betisem – choć było tylko 0:1 – widać było różnicę poziomów. Więc jeśli Feyenoord chce się załapać do 1/16 finału, musi z Interem zdobyć choćby punkt. A łatwo nie będzie, bo przecież w sezonie 2024/25 dwa razy z nim przegrał.
Ale trochę się przez ten czas zmienił.
- Owszem, poza Vanhouttem kupiono też m.in. napastnika Nacho Ferriego. Ale gwiazdy tak naprawdę ma dwie: reprezentanta kraju Luciano Valente oraz Algierczyka Anisa Hadj Moussę. Champions League to dobra arena, by ich wypromować. Holendrzy liczą, że na ich sprzedaży zarobią w sumie ok. 50 mln euro.
Jest na to szansa?
- Jest. Moussa nawet już teraz miał pójść za wielkie pieniądze do Arabii, ale sprawa się rozbiła o gwarancje bankowe. Arabowie za ich żądanie przed podpisaniem transferu obrazili się na Feyenoord i odstąpili od transakcji. Algierczyk... też się obraził. Powiedział, że pochodzi z biednej rodziny i ten kontrakt był dlań możliwością ustawienia jej na trzy pokolenia do przodu. A potem strzelił focha. Na jakiś autobus się spóźnił czy coś. Ale już mu przeszło; strzela i jest ulubieńcem publiki. Te wieczory z Ligą Mistrzów na De Kuip generalnie są magiczne i bardzo Feyenoordowi ze względów finansowych potrzebne.
Wróćmy na koniec do Modera. Jeśli będzie zdrów, ma szansę na grę u van Bronckhorsta?
- Pamiętam jego początki w Feyenoordzie, blisko dwa lata temu. Media były nim zachwycone, dzieciaki nosiły koszulki z jego nazwiskiem, realnie rozważano powierzenie mu opaski kapitana. Potrafił zagrać na „ósemce”, na „szóstce”, nawet na stoperze. A jak trzeba było, to i na „dziesiątkę” wszedł. I to się ludziom podobało. Dostał nawet przydomek „Polski odkurzacz” – bo wciągał wszystkie zadania, jakie mu powierzono. Sądzę, że będąc zdrowym, van Bronckhorstowi pasowałby do ustawienia 1-4-3-3, na „szóstce”. Natomiast wobec tych kolejnych kłopotów ze zdrowiem na pewno czeka go ciężka walka z Vanhouttem.
Rozmawiał Dariusz Leśnikowski
1 MINUTĘ zagrał w tym sezonie Jakub Moder w oficjalnych meczach Feyenoordu.
NIE PRZEGAP!
Liga Mistrzów – 4. kolejka◼ Feyenoord – Inter
wtorek, 21.00 - CANAL+ 360, CANAL+ Sport 6
Jan de Zeeuw jr świetnie zna kulisy holenderskiej - ale i polskiej - piłki. Fot. Norbert Barczyk / Press Focus