TRZY PYTANIA DO...
...Tomasza Rostkowskiego, trenera reprezentacji kobiet
Fot. PZHL/Michał Chwieduk
1. Jak pańską nominację na selekcjonera przyjęto w Stavanger, gdzie pan pracuje na co dzień?
- Niezwykle sympatycznie, bo wszyscy dookoła mi gratulowali. Szefowie klubu nie robili żadnych przeszkód, bym przyjął tę propozycję, a gdy wyjeżdżałem na zgrupowanie, wszyscy życzyli mi powodzenia. Już teraz nie mogę się doczekać meczu Polska – Norwegia podczas lutowego turnieju Europejskiego Pucharu Narodów we Francji.
2. A co można zrobić z kadrą hokeistek w ciągu trzech dni zgrupowania przed turniejem?
- Przede wszystkim się poznać (śmiech), bo przecież nie miałem okazji oglądać zawodniczek w akcji. Mieliśmy nieco dłuższe spotkanie i przekazałem swoją wizję gry. A potem pewne schematy realizowaliśmy podczas treningów. Poznaliśmy je zaledwie w małym procencie, ale i tak gra podczas turnieju mogła się podobać. Trzy okazałe zwycięstwa (z Brytyjkami 5:2, ze Słowenią 4:0 i z Hiszpanią 2:0 – przyp. red.), zaledwie dwa stracone gole oraz jedenaście strzelonych. To właśnie skuteczność była największym mankamentem i nad nią – i nie tylko – będziemy pracować podczas kolejnych spotkań kadrowiczek.
3. Zapytam wprost: czy z tej mąki będzie chleb?
- Oczywiście i jestem o tym przekonany. Do mistrzostwa świata Dywizji 1B mamy wystarczająco dużo czasu (listopad 2027 r. – przyp. red.) i zamierzamy go dobrze wykorzystać. W kręgu zainteresowania jest 44 zawodniczek i selekcja potrwa jeszcze trochę czasu. Jestem mile zaskoczony pełnym zaangażowaniem zawodniczek i przekonany, że zapału nam nie zabraknie. W grudniu mamy zgrupowanie i zamierzamy solidnie popracować. Z kolei w lutym wspominałem o turnieju, gdzieoprócz Norweżek zagramy z Włoszkami oraz Francuzkami, które są gospodyniami. Rywalki wymagające, ale warto uczyć się od lepszych i tylko w taki sposób można zrobić kolejny krok naprzód.
Rozmawiał W. S.