Tyski patent
Spora porcja wykluczeń zakłócała rytm gry i to był jedyny mankament w meczu na szczycie.
Mateusz Gościński zapracował na miejsce w kadrze i w listopadzie zobaczymy go podczas turnieju w Sosnowcu. Fot. Łukasz Sobala/PressFocus
TAURON HOKEJ LIGA
Obrońcy tytułu mistrzowskiego z Tychów, pomni poprzedniego sezonu, teraz solidnie punktują i po zwycięskim meczu z sosnowieckim Zagłębiem objęli prowadzenie. Finałowy turniej Pucharu Polski mają już raczej zapewniony, ale skupiają się na tym, co przed nimi w najbliższym czasie. - Chcemy utrzymać zwycięską passę i patrzeć na rywali z góry, bo to fajny widok – takie słowa napływają z szatni.
Niezwykła frajda
Mateusz Gościński, 29-letni napastnik rodem z Torunia, już 10. rok gra w tyskim zespole. Zdobył z nim pięć złotych medali oraz cztery Puchary Polski i cieszy się zaufaniem wszystkich trenerów, którzy prowadzili GKS. „Gościu”, bo tak mówią do niego koledzy, występuje w niższych formacjach i jest hokeistą od „czarnej” roboty. Gdy tylko do boksu kar udaje się jeden z kolegów, to na tafli pojawia się Gościński i wraz z kolegami broni dostępu do bramki.
- Taka jest moja rola i już do niej się przyzwyczaiłem – uśmiecha się sympatyczny napastnik. - To mi sprawia niezwykłą frajdę i gdy obronimy osłabienie, są powody do satysfakcji. W meczu z Zagłębiem mieliśmy wiele takich sytuacji. Trzeba było się napracować, ale liczy się końcowy wynik. Cieszymy się, że tak solidnie się prezentujemy.
Gościński udanie rozpoczął ten sezon i ma już 11 pkt (3 gole + 8 asyst). Dobra postawa zaowocowała powołaniem do kadry na listopadowy turniej Europejskiego Pucharu Narodów w Sosnowcu.
- Moje dokonania indywidualne schodzą na drugi plan, bo liczy się drużyna – dodaje zawodnik już zadomowiony w Tychach. - Cieszę się, że znalazłem się w tym gronie, bo będzie okazja znów spotkać się z silnymi rywalami. Do zgrupowania pozostało jeszcze trochę czasu i mamy przed sobą jeszcze kilka ważnych meczów. Liczę, że podtrzymam formę i będę mógł się pokazać z jak najlepszej strony.
Nadmiar kar
Spotkanie GKS-u z Zagłębiem mogło zadowolić, a jedynym mankamentem były wykluczenia. Na pewno był to lepszy mecz niż ten pierwszy w Sosnowcu. Wówczas Tyszanie wyraźnie dominowali na lodzie i rywale nie mieli okazji, by „ugryźć” rywala.
- Faktycznie, wykluczenia sprawiały, że rytm gry był zachwiany – dodaje Gościński. - Raz graliśmy w przewadze, by za chwilę bronić dostępu do bramki. Niemniej i my, i oni pokazaliśmy wiele ciekawych akcji, po których mogły paść bramki.
Tomaš Fučik oraz jego vis-à-vis Karolus Kaarlehto bronili bez zastrzeżeń i mocno wsparli swoje zespoły. Czech z polskim paszportem zadziwia wysoką formą, a ma za sobą wiele trudnych meczów, bo przecież bronił w Lidze Mistrzów oraz w najważniejszych potyczkach w lidze. Z kolei Fin miał „wpadkę” w Bytomiu, bo wówczas przepuścił cztery gole w drugiej tercji.
- Spodziewałem się meczu z jednym golem różnicy, choć przegraliśmy dwoma, ale ten ostatni był do pustej bramki – mówi markotny obrońca Zagłębia, Jakub Wanacki. - Chcieliśmy zdobyć trzy punkty, a wyjeżdżamy z bagażem trzech goli. Na pewno ten mecz z naszej strony był lepszy niż ten pierwszy w Sosnowcu, ale to słaba pociecha. W kompletnych składach graliśmy jak równy z równym. Poważną przeszkodą była gra w osłabieniach i w tych momentach traciliśmy rytm gry. Mieliśmy szanse, ale nie potrafiliśmy ich wykorzystać. Gdybyśmy doprowadzili do remisu, to może odwrócilibyśmy ten wynik. Nie ma jednak wątpliwości: wygrała drużyna lepsza, a nam pozostaje wyciągnąć wnioski i przygotować się do kolejnych ważnych występów. Musimy wrócić na zwycięskie tory, bo w tabeli jest spory ścisk. Każdy szuka swojej szansy.
A przed GKS-em Tychy i ECZD Zagłębiem kolejne mecze i spore wyzwania. O punkty w Oświęcimiu GKS-owi zawsze było trudno, zaś Zagłębie gości GieKSę i wszyscy wiemy, że te potyczki są pod wysokimnapięciem.
Włodzimierz Sowiński
9 WYGRANYCH z rzędu zaliczyli Tyszanie w ligowej rywalizacji z Sosnowiczanami.