Tyskie duety do... mety
Bartłomiej Jeziorski z Szymonem Kiełbickim, wspierani przez Michała Bernackiego, doprowadzili do wygranej.
Bartłomiej Jeziorski zaprezentował wysoką formę i zdobył dwa gole. Fot. PAP/Art-Service
EUROPEJSKI PUCHAR NARODÓW
Biało-czerwoni szybko wyciągnęli wnioski z porażki z Ukrainą. W drugim spotkaniu w Sosnowcu polscy hokeiści zaprezentowali się zdecydowanie lepiej i odnieśli wartościowe zwycięstwo nad reprezentacją Italii 3:2 po dogrywce. W sobotę ostatnie spotkanie z Wyspiarzami i znów chcielibyśmy zobaczyć reprezentację walczącą! Taką jak właśnie z Włochami.
Trener Pekka Tirkkonen przed turniejem zapowiedział zmiany i takich też dokonał. Pewne było jedynie, że Tomaš Fučik będzie bronił przeciwko Ukrainie. Sporo się napracował i, jak podkreślali jego koledzy, jemu zawdzięczamy niski wynik. Wczoraj między słupkami stanął Maciej Miarka. Podczas treningu kontuzji doznał powołany w ostatniej chwili Błażej Chodor i w tej sytuacji sztab szkoleniowy zdecydował się na grę siedmioma obrońcami. Karol Biłas otrzymał wolne, zaś w jego miejsce wskoczył Eryk Schafer, który grał w parze z kolegą klubowym Mateuszem Zielińskim.
Do składu wskoczyli dwaj napastnicy: Bartłomiej Stolarski oraz Maksymilian Dawid. Obaj również zostali powołani w trybie awaryjnym w miejsce kontuzjowanych. Ten pierwszy został desygnowany na środek ataku do bliźniaków Jakuba i Jonasza Hofmanów. Drugi był 13. napastnikiem i grał na zmianę w 4. formacji. Natomiast Christian Mroczkowski został przesunięty do 2. ataku w miejsce Dominika Jarosza. Spotkanie z Italią to była świetna okazja, by sprawdzić kolejnych zawodników, zaś 21-letni Dawid mógł zadebiutować.
Biało-czerwoni byli nastawieni bojowo i rozpoczęli w niezłym stylu, ale rywale między słupkami mieli Davide Fadaniego, który był niezwykle czujny. W 1. tercji w kilku sytuacjach pokazał się z niezłej strony i utrzymał czyste konto. Wszystkie nasze formacje wzajemnie się nakręcały i przy większej koncentracji mogliśmy pokusić się o gola. W 7 min Mroczkowski przejął krążek, ale nie zdołał go umieścić w siatce, a potem jeszcze Mateusz Bepierszcz (10 min) oraz Mikołaj Syty (15) mogli się pokusić o trafienie. Znów na naszej drodze stanął brak skuteczności. Trzeba pochwalić naszych hokeistów za agresywną grę oraz aktywny pressing na całej tafli. Biało-czerwoni zdecydowanie lepiej prezentowali się niż w inauguracyjnym meczu z Ukrainą, jednak tamten rywal postawił nieco wyższe wymagania.
Nie widzieliśmy goli w pierwszej odsłonie, ale druga nam to zrekompensowała. Gdy w boksie kar pojawił się Mroczkowski, ogarnęły nas złe myśli, bo zespół włoski jest niezwykle uporządkowany i potrafi wykorzystać nawet najmniejsze potknięcie, a tymczasem spotkała nas miła niespodzianka, bowiem w 23 min po akcji Jeziorskiego Szymon Kiełbicki z bliskiej odległości zdobył gola.
Niestety, prowadzeniem cieszyliśmy się zaledwie... 27 sekund, bo Nicola Mansueto doprowadził do remisu. Potem mieliśmy dwie okazję, ale Jakub Hofman oraz Sebastian Brynkus nie potrafili skierować krążka do siatki. Skrzydłowy Zagłębia miał przed sobą pustą bramkę! Hokeiści Italii na kilka minut osiągnęli ogromną przewagę i w 33 min krążek odbijał się od dwóch słupków, a potem, podczas gry w przewadze, po ładnej akcji Michała Bernackiego oraz Sytego Jeziorski popisał się efektownym golem. „Jezior” udowodnił, że w tym sezonie znajduje się w wysokiej formie i stąd też jest mocno eksploatowany.
Początek ostatniej tercji nie był najlepszy, ale graliśmy w osłabieniu. W komplecie gra się wyrównała i czekaliśmy na szybką kontrę - w 45 min mieliśmy wręcz idealną sytuację. „Jezior” błyskawicznie wyszedł z tercji i w tempo podał do Kiełbickiego, który w sytuacji sam na sam przegrał konfrontację z Fadanim. Włoski golkiper wyczuł intencje strzelca.
Potem jedni i drudzy robili wszystko, by zmienić wynik, jednak gra była nerwowa, ale i bramkarze wykazywali się refleksem. Nerwowo patrzyliśmy na zegar, ale nie doczekaliśmy się gola...
O wszystkim miała zadecydować dogrywka, która trwała zaledwie 21 sekund, bo błyskawiczną akcję Naroga z Kiełbickim sfinalizował Jeziorski. Ta wygrana niezwykle cieszy, bo przecież Włosi będą naszym rywalem w majowych mistrzostwach świata Dywizji 1A.
Włodzimierz Sowiński
◼ Polska – Włochy 3:2 (0:0, 2:2, 0:0. 1:0)
1:0 – Kiełbicki – Jeziorski (22:19, osłabieniu), 1:1 – Manuseto - F. Rigoni II (22:46, w przewadze), 1:2 – T. DeLuca – Capannelli (31:09), 2:2 – Jeziorski - Syty – Bernacki (36:55, w przewadze), 3:2 – Jeziorski – Naróg – Kiełbicki (60:21).
Sędziowali: Michał Baca i Krzysztof Kozłowski – Piotr Kot i Mateusz Kucharewicz. Widzów 1800.
POLSKA: Miarka; Florczak – Naróg, Kurnicki – Górny (2) , Zieliński – Schafer, Kacper Maciaś; Jeziorski – Kiełbicki – Bernacki, Brynkus – Mroczkowski (2) – Bepierszcz, Jakub Hofman – Stolarski – Jonasz Hofman, Krzemień – Syty – Gromadzki (2), M. Dawid. Trener Pekka TIRKKONEN.
WŁOCHY: Fadani; Pietroniro – Buono, Nitz – Spornberger, F. Rigoni I – Zanatta. Albis – Colli; Purdeller (4) – T. De Luca – Capannelli (2), Madaschi – I. De Luca, Zandegiacomo, Mansueto – F. Rigoni II – Ramoster, Luisetti – Schiavone – Sanna. Trener Pat CORTINA.
Kary: Polska – 8 min, Włochy – 6 min.
W drugim meczu: Ukraina – Wielka Brytania 5:1 (2:0, 2:1, 1:0).
|
1. Ukraina |
2 |
6 |
7:2 |
|
2. Włochy |
2 |
4 |
5:3 |
|
3. Polska |
2 |
2 |
4:4 |
|
4. Wlk. Brytania |
2 |
0 |
1:8 |
W sobotę grają: Polska – Wielka Brytania (14.45), Włochy – Ukraina (18.45).