W Kielcach marzymy o pucharach

Rozmowa z Pawłem Golańskim, dyrektorem sportowym Korony, byłym reprezentantem Polski

Paweł Golański jako piłkarz poznał smak Ligi Mistrzów. Jako dyrektor Korony chciałby, aby europejskie rozgrywki zawitały do Kielc. Fot. Marta Badowska/PressFocus.pl

Przed meczem Korony z Górnikiem mówiło się, że będzie to weryfikacja siły Kielczan i jeśli tak na to patrzeć, to wypadła negatywnie. Jeszcze nie te progi?

- Aż tak bym tego nie postrzegał. Na pewno wygrała drużyna lepsza i tego nie możemy Górnikowi odbierać. Zagrał konkretniej, był bardzo dobrze zorganizowany i stworzył więcej sytuacji. My do pewnego momentu - jeśli chodzi o rozgrywanie piłki - wyglądaliśmy obiecująco, ale nie wygenerowaliśmy zbyt wielu szans. To był nasz największy problem, jednak ten mecz został już przeanalizowany, powiedzieliśmy sobie kilka mocniejszych słów i przeszedł do historii. Mamy w sobie na tyle jakości, ten zespół został tak zbudowany, doszło wielu zawodników o bardzo dużych umiejętnościach, że musimy grać odważnie i stwarzać sytuacje.

Okazja do rehabilitacji przychodzi bardzo szybko. W sobotę mecz z Rakowem, który zaczął sezon fatalnie i ma nóż na gardle. To jednak sprawia, że paradoksalnie może być wam trudniej. Zgodzi się pan?

- Na taki mecz jesteśmy przygotowani. Raków znajduje się w ciężkiej sytuacji po kolejnej porażce, w dodatku w bardzo nieszczęśliwych okolicznościach, z czerwoną kartką i bramką straconą grubo po regulaminowym czasie. Na pewno to siedzi w głowach piłkarzy, mają nóż na gardle tak jak pan mówi, ale nie zapominajmy, że to jest jakościowy zespół. Ma bardzo dobrych piłkarzy i nastawiamy się na ciężki bój. Musimy patrzeć przede wszystkim na siebie, być Koroną, która chce grać na własnych warunkach, zachowując oczywiście szacunek do rywala. Na pewno zagramy o pełną pulę, bo nam punkty też są potrzebne.

Dodatkowym podtekstem tego spotkania będą z pewnością osoby Ariela Mosóra i Michaela Ameyawa. W Częstochowie nie dane im było w pełni rozwinąć skrzydeł, przez co będą zapewne dodatkowo zmobilizowani. Szczególnie przejście Ameyawa do Kielc dla wielu było dużym zaskoczeniem. Możemy zdradzić trochę kulis?

- Mieliśmy zaplanowanych wiele transferów tego lata, ale Michalea nie było na tej liście, bo byliśmy przekonani, że Raków nie będzie chciał go sprzedać. Życie napisało jednak inny scenariusz, z czego się bardzo cieszę, bo uważam go za bardzo dobrego zawodnika, a przede wszystkim ambitnego chłopaka, który wie co chce w życiu robić, a to też jest dla mnie niezwykle ważne. Bardzo się cieszę, że wybrał Koronę.

To były bardzo szybkie negocjacje?

- Bardzo cenię sobie w tym okienku możliwości, jakie mieliśmy do porozumienia się na wewnętrznym rynku. Mam tu na myśli Wojciecha Cygana i Michała Świerczewskiego z Rakowa czy Lukasa Podolskiego i Łukasza Milika z Górnika. W obu klubach negocjacje przebiegały w sposób bardzo profesjonalny, co jest warte uznania. My chcieliśmy pozyskać zawodników, a kluby nie robiły przeszkód i to na pewno było budujące. Przez ostatnie lata do Korony nie trafiali piłkarze takiego pokroju.

Teraz zgodnie okrzyknięto was królem polowania!

- Przyznaję, że bardzo mocno działaliśmy na rynku transferowym. Cieszy mnie bardzo, że to były ruchy niezwykle przemyślane, a nie na zasadzie, że coś nam się „wysypało” i musieliśmy działać pod wpływem emocji. Przyszli piłkarze, którzy od dawna byli na naszej liście poza Michaelem z powodów, o których mówiłem. Na osiem letnich transferów każdy z tych piłkarzy gra i to jest bardzo budujące, bo wiadomo, jak jest ze skutecznością na tym rynku. Nie ma klubu, który trafi w stu procentach. Odpukać w niemalowane ci, którzy do nas dołączyli, świetnie się wkomponowali w drużynę, dodali jakości i liczę, że w kolejnych meczach będzie jeszcze lepiej.

Można powiedzieć, że połowa rundy za nami. Jest pan zadowolony z gry i wyników zespołu?

- Zawsze będzie niedosyt. Jakbyśmy byli w miejscu Górnika Zabrze, to wtedy można byłoby mówić o pełnym spełnieniu. Trzeba na to jednak patrzeć racjonalnie. Punktów mogliśmy mieć trochę więcej, bo były na to szanse, natomiast trzeba szanować to, co się ma i patrzeć w przyszłość. Mecz z Rakowem może nam pozwolić bardzo szybko zmazać plamę lub dodać nerwowości. Na głębsze podsumowania na pewno przyjdzie czas, ale bardziej na koniec roku, gdy będziemy na półmetku rozgrywek. Zobaczymy co funkcjonuje, co nie, gdzie możemy pewne rzeczy poprawić. Naszym celem było zbudowanie tego zespołu tak, aby na każdą pozycję było dwóch zawodników rywalizujących, do tego nasi młodzi, których chcemy pokazywać. Realizujemy to co sobie założyliśmy. Jakby były trzy punkty więcej, mógłbym powiedzieć z czystym sumieniem, że jest bardzo dobrze. Po Górniku czujemy jednak lekki niesmak, że to nie wyglądało tak jakbyśmy chcieli, bo potencjał piłkarski w Koronie jest bardzo duży.

O co gra Korona w tym sezonie? Bo bezpieczny środek tabeli tym składem raczej nikogo nie zadowoli.

- Od początku powtarzałem, że podążamy za marzeniami. Mamy w klubie ustalone, o które miejsce chcemy się bić, ale na końcu wszystko i tak weryfikuje boisko. Na pewno chcemy, żeby to było lepsze miejsce niż w poprzednim sezonie. Dziesiąta lokata mnie na pewno nie zadowoli i myślę, że nikogo w klubie, począwszy od właściciela po trenerów i piłkarzy. Każdy ma świadomość, w jakim miejscu jesteśmy, ile zostało poczynione przed sezonem, aby ten zespół wzmocnić i teraz robimy wszystko, żeby zająć naprawdę wysokie miejsce. O co nam przyjdzie grać za 3-4 miesiące? Czas pokaże. My jesteśmy przygotowani na to, aby zagrać o naprawdę fajny wynik, ale to się nie wydarzy za sprawą słów, tylko ciężkiej pracy, pokory i patrzenia codziennie na to, co jest przed nami. Z takim nastawieniem do tego podchodzimy.

Uniknął pan słowa europejskie puchary, więc zapytam wprost: czy to jest realne marzenie Korony już w tym sezonie?

- Oczywiście, że marzymy o pucharach, nikt nam tego nie zabroni. Na spełnianie marzeń trzeba jednak zapracować. To nie jest tak, że powiemy, że chcemy tam być i to się stanie. Każdym mikrocyklem i meczem chcemy się do tego jednak przybliżać. Jeżeli będziemy wygrywać, to siłą rzeczy będziemy przybliżać się do spełnienia marzenia nie tylko mojego czy właściciela klubu Łukasza Maciejczyka, ale wielu piłkarzy i kibiców. Jesteśmy ludźmi ambitnymi i chcielibyśmy posmakować tego w Kielcach. Ja miałem okazję jako piłkarz zagrać zarówno w Lidze Mistrzów, jak i Lidze Europy, ale zawsze marzyło mi się to z Koroną.

Jest pan na co dzień blisko właściciela klubu. Gdzie Łukasz Maciejczyk widzi Koronę nie tylko na koniec sezonu, ale w perspektywie kilku najbliższych lat?

- Myślę, że ostatnie okienko transferowe pokazało, że liczymy się w Polsce. Nie zapominajmy, że poprzedni sezon skończyliśmy na 11. miejscu i to, że udało nam się przekonać do gry jakościowych piłkarzy, traktujemy jako wewnętrzny sukces. Dołączyli do nas zawodnicy z górnej piłki, a oni patrzą na zespoły, które albo grały w pucharach, albo się o nie biły. Często rozmawiam z Łukaszem na temat tego, co chcielibyśmy osiągnąć i jak to zrobić. Jemu się marzy, aby ten zespół z każdym rokiem robił progres. Oczywiście patrzymy na to też pod kątem biznesowym, bo Łukasz inwestuje w klubu rodzinne pieniądze. Chcemy podejmować takie decyzje, aby Korona była zespołem na wysokim poziomie. Chcemy też robić wysokie transfery wychodzące, a potem inwestować te pieniądze w ulepszanie drużyny. Cieszę się, że na to mamy z Łukaszem podobne spojrzenie.

Przed nami trzytygodniowa przerwa od ligi. Jaki Korona ma plan na ten czas i co w ogóle myśli pan o tej zmianie wprowadzonej przez UEFA?

- Powiem szczerze, że nie jestem zwolennikiem takiego rozwiązania. Ktoś na najwyższym szczeblu postanowił jednak tak a nie inaczej i musimy się do tego dostosować.

Rozmawiał Mariusz Rajek



Odblokuj publikację i korzystaj bez ograniczeń

Kupuję

Masz już dostęp? Zaloguj się