W polskiej piłce im lepiej, tym gorzej

Rozmowa z Bośniakiem Dżenanem Hosiciem, byłym piłkarzem Szczakowianki i Zagłębia Sosnowiec, obecnie trenerem i właścicielem szkółki piłkarskiej w Sarajewie.

Kacper Urbański próbuje powstrzymać Benjamina Tahirovicia w meczu Polski z Bośnią i Hercegowiną. Fot. PAP/Leszek Szymański

„Siódemka” okazała się dla Bośni szczęśliwa. W meczu numer 7 z Polską w końcu udało wam się odnieść zwycięstwo nad naszą reprezentacją. Jakie wrażenia po obejrzeniu tego meczu?

- Wygraliśmy, ale gdyby to Polska wywoziła komplet punktów z Zenicy, to nie powinniśmy mieć większych pretensji. Wasz zespół do przerwy powinien prowadzić. Miał kilka dobrych szans i tylko waszej słabej skuteczności Bośnia zawdzięczała fakt, że nie przegrywała. W drugiej połowie za bardzo się cofnęliście. Nasza reprezentacja nie rozgrywała wielkich zawodów, przecież – co warto przypomnieć – nie oddała, poza rzutem karnym, celnego strzału! Końcówka to już była gra trochę na wariata z naszej strony, na zasadzie: „może coś się uda”... No i się udało! Karny, gol i zwycięstwo, ale Polacy na przegraną nie zasłużyli. Piłkarsko wyglądali lepiej, przede wszystkim do przerwy. Bośnia znacznie lepiej zagrała w Warszawie czy nawet ze Szwecją. To nie był dobry mecz w naszym wykonaniu, ale tak już w piłce jest – liczy się to, co w bramce.

Trener Jan Urban długo nie mógł się pogodzić z decyzją o przyznaniu rzutu karnego. Jak pan ocenia tę sytuację?

- Byłem obrońcą i doskonale pamiętam, że walka i przepychanki to była normalka, także w polu karnym. Problem w tym, że teraz mamy VAR i takie rzeczy nie ujdą na sucho. Dziwię się, że tak doświadczony zawodnik jak Jan Bednarek popełnił taki faul. To wszystko za długo trwało. Nie można tak przytrzymywać rywala w polu karnym, a potem jeszcze go przewrócić. Tutaj sędzia miał rację, choć pewnie gdyby nie powtórki, gra toczyłaby się dalej. Niestety sędziowanie i interpretacja pewnych przepisów poszły w jakąś szaloną stronę. To zabija futbol. Choćby sytuacja, gdy Demirović strzelił nieuznaną bramkę głową – jeszcze kilka lat temu taki spalony nie zostałby odgwizdany.

Jan Urban po porażce z Bośnią zachował posadę, ale nie wiadomo, na jak długo. Śledzi pan to, co dzieje się w polskim futbolu na co dzień. Kolejna zmiana na stanowisku selekcjonera rozwiąże problem? Słaba postawa zespołu to tylko i wyłącznie wina sztabu szkoleniowego?

- Zawsze najłatwiej jest zwolnić trenera. Nieważne, czy w klubie, czy w reprezentacji. W ostatnich latach w Polsce trenera kadry zmienia się co chwilę, ale proszę zauważyć, że piłkarze wciąż są niemal ci sami. Tak więc odpowiedź sama ciśnie się na usta. Dlaczego są ci sami? Niestety lepszych nie ma, bo gdyby byli, to trener Urban na pewno by ich powołał. Oczywiście wchodzą do zespołu młodzi, jak Wiktor Nowak, ale nie da się na raz zabrać pięciu zawodników z kadry młodzieżowej i wstawić do seniorskiej. To tak nie działa. Trudniej znaleźć lepszych piłkarzy niż Zieliński czy Zalewski i nawet jeśli nie grają w klubie regularnie, są w kadrze nie do zastąpienia. Przynajmniej na razie. Gdyby do przerwy Polacy zdobyli dwa gole i wygrali mecz, to biorąc pod uwagę wcześniejsze 6:0 z Rumunią, wasza prasa pisałaby o tym, że zespół złapał odpowiedni rytm i trener dobrze to poukładał. Jest porażka, więc szuka się winnego. Pamiętajmy jedno: trener może ustawić zespół, dobrać zawodników i wszystko wygląda dobrze. Z gry się układa, ale bramki nie padają. Piłkarze oberwą, ale trener też, bo mógł wybrać lepiej. Kolejna zmiana w tak krótkim czasie moim zdaniem nic nie wniesie. Poza tym Liga Narodów to tak naprawdę nieco inny sposób na gry sparingowe. Najważniejsze są eliminacje do mistrzostw Europy i moim zdaniem trener Urban powinien zostać rozliczony po ich zakończeniu. Więcej cierpliwości! Ale wiem, że u was, zresztą podobnie jak u nas, jest o to trudno (śmiech). Jednak nasza piłka jest w innym punkcie.

Co Pan ma na myśli?

- W Polsce przyszły takie czasy, że nie musisz być najlepszym, żeby dobrze żyć z piłki nożnej. Mam sporo znajomych Polaków i wiem, ile zarabia się w waszym kraju. I nie mówię tutaj o ekstraklasie. Dziś na dobrym poziomie można żyć i zarabiać w II czy w III lidze. W Bośni tak nie ma. Bośniacka piłka jest w miejscu waszej z lat 90. Żeby zarobić, musisz wyjechać. Żeby wyjechać, musisz być dobry. W kontekście kadry narodowej to dla was nie jest dobra sytuacja. W polskich klubach grają tabuny obcokrajowców. Stać was, to ich kupujecie. Polski piłkarz się nie buntuje, bo i tak zarobi swoje - ligę niżej. Ci najlepsi wyjadą za granicę, ale będzie ich coraz mniej, bo z niższych lig trudno będzie się wyrwać. Z największym problemem zostanie więc trener kadry, bo skąd potem ma brać piłkarzy ? Już macie przykład z napastnikami. Zaraz skończy karierę Robert Lewandowski. Kto go zastąpi? Jeśli ratunkiem ma być taki piłkarz jak napastnik z ostatniego meczu, który do niedawna był obrońcą, a teraz gra w 2. Bundeslidze, to coś jest nie tak... Za to powinny wziąć się władze waszej piłki, a nie co chwilę zmieniać trenera kadry. Nie tędy droga.

Polscy piłkarze dziękują w Zrenicy za wsparcie polskim kibicom. Fot.  Paweł Andrachiewicz / PressFocus

Cenne te pańskie spostrzeżenia z daleka. U nas mało kto tak postrzega rzeczywistość.

- Myślę, że problemem polskiej piłki jest fakt, że waszym piłkarzom jest po prostu za dobrze. Nie muszą się za bardzo starać, walczyć. Jeszcze kilka lat temu wasza kadra miała więcej zaciętości, woli walki w sobie. Dziś tego nie widzę. Bośniacy do końca walczyli, szarpali, czasem grali brzydko, ale skutecznie w końcowym rozrachunku. W efekcie z Polską wygrali, a ze Szwecją zremisowali. Bo na kadrze musisz zasuwać, nawet jeśli ostatecznie przegrasz. Dlatego czasem im lepiej, tym gorzej. I nad tym powinni się pochylić odpowiedzialni w waszym kraju za piłkę nożną.

Rozmawiał Krzysztof Polaczkiewicz

Dzenan Hosić

◼ ur. 12 marca 1976 w Sarajewie

◼ Kluby: Famos Hrastnice Sarajewo, FK Sarajewo (1997-1999), Anży Machaczkała (2000-02), Szczakowianka Jaworzno (2002-04), Zagłębie Sosnowiec (2004-08, 2009-10), Veleż Mostar (2009). 1 mecz w reprezentacji Bośni i Hercegowiny (2001)

Dzenan Hosić (z prawej) w meczu Zagłębia z Zawiszą w 2010 roku. Fot, Norbert Barczyk/Press Focus




Odblokuj publikację i korzystaj bez ograniczeń

Kupuję

Masz już dostęp? Zaloguj się