Weekend na Maxa
Holender Max Verstappen ponownie triumfował w Azji Południowo-Wschodniej. Było to już jego 73. zwycięstwo w karierze, ale dopiero pierwsze w GP Singapuru.
Max Verstappen Fot. PAP/ EPA
FORMUŁA 1
Czterokrotny mistrz świata odczarował tor Marina Bay, na którym przed rozpoczęciem tegorocznej rywalizacji nigdy nie wygrał. W sobotnie popołudnie Holender odniósł 14. wygraną w deszczowym sprincie, pokonując duet kierowców Ferrari: Lewisa Hamiltona i Charlesa Leclerca. Kilka godzin później zdobył swoje premierowe pole position na singapurskim torze. Przy okazji świętował mały jubileusz związany z przebiciem bariery 50. pole position w Formule 1.
W niedzielnym wyścigu kierowca Red Bulla nie oddał prowadzenia ani na moment i w swoim 250. starcie w Grand Prix po raz pierwszy w karierze wygrał wyścig w Singapurze. – Uważam, że kilka ostatnich wyścigów było dla nas bardzo udanych; w zespole panuje duża motywacja, by osiągać jeszcze lepsze wyniki. Mam nadzieję, że do końca roku będziemy czerpać z tego jeszcze więcej radości – stwierdził w wywiadzie najlepszy kierowca weekendu, który tydzień wcześniej wygrał wyścig w Malezji.
W klasyfikacji generalnej kierowców Holender wyprzedził Leclerca oraz Lando Norrisa i zajmuje czwarte miejsce. Verstappen traci 8 punktów do trzeciego Hamiltona, który w niedzielę musiał zadowolić się szóstą lokatą.
Koszmar Russella trwa
Kolejny fatalny weekend ma za sobą George Russell. Brytyjczyk w sobotnim sprincie, jadąc tuż za prowadzącym Verstappenem, stracił panowanie nad bolidem i uderzył w bandę, przez co musiał przedwcześnie zakończyć rywalizację. Na domiar złego w niedzielę 28-latek wystartował z końca stawki za nadprogramową wymianę silnika i chcąc minimalizować straty punktowe w klasyfikacji, musiał przebijać się w górę stawki. Russell niedzielne zmagania ukończył ostatecznie na 9. miejscu, ale po raz kolejny może mówić o sporym pechu. Podczas zjazdu do alei serwisowej w trakcie trwania wirtualnego samochodu bezpieczeństwa, został on odwołany, co spowodowało, że stracił pozycję i przede wszystkim czas.
Mistrz już za dwa tygodnie?
W klasyfikacji generalnej kierowców liderem pozostaje Kimi Antonelli, który ukończył wyścig w Singapurze na 3. miejscu. – To był bardzo trudny wyścig, ale ostatecznie jestem naprawdę zadowolony z miejsca na podium. Udało mi się wykorzystać walkę między Lando a Lewisem i bardzo mnie to cieszy – stwierdził po wyścigu Włoch, który zgromadził na swoim koncie 340 punktów. O 102 wyprzedza drugiego Russella. Tak duża przewaga Antonellego sprawia, że już podczas kolejnej rundy w Austin Włoch może zapewnić sobie tytuł mistrza świata – pod warunkiem zwycięstwa i niekorzystnych wyników jego najgroźniejszych rywali, Russella i Hamiltona.
Formuła 1 powróci do rywalizacji za dwa tygodnie podczas GP Stanów Zjednoczonych.
Wyniki wyścigu:
1. Max Verstappen (Holandia/Red Bull) 1:42:00,7852. Charles Leclerc (Monako/Ferrari) strata 7,335 s
3. Kimi Antonelli (Włochy/Mercedes) 24,573
4. Lando Norris (Wielka Brytania/McLaren) 40,506
5. Oscar Piastri (Australia/McLaren) 49,644
6. Lewis Hamilton (Wielka Brytania/Ferrari) 53,188
7. Liam Lawson (Nowa Zelandia/Racing Bulls) 81,666
8. Nico Hulkenberg (Niemcy/Haas) 83,386
9. George Russell (Wielka Brytania/Mercedes) 84,677, 10. Isack Hadjar (Francja/Red Bull) 90,862
Klasyfikacja kierowców: 1. Antonelli 340 pkt, 2. Russell 238, 3. Hamilton 229, 4. Verstappen 221, 5. Leclerc 215, 6. Norris 201, 7. Piastri 138, 8. Hadjar 97, 9. Lawson 75, 10. Pierre Gasly (Francja/Alpine) 41.
Klasyfikacja konstruktorów: 1. Mercedes 578 pkt, 2. Ferrari 444, 3. McLaren 339, 4. Red Bull 332, 5. Racing Bulls 100, 6. Alpine 68, 7. Haas 30, 8. Audi 23, 9. Williams 12, 10. Aston Martin 7, 11. Cadillac 0.
Miłosz Derda