Wiara w lepsze jutro
Będziemy pracować mocniej, lepiej, więcej i w końcu zaczniemy wygrywać – zapewnia Agnieszka Adamek, libero bialskiej drużyny.
Bielszczankom - z prawej Agnieszka Adamek i Wiktoria Szewczyk - ambicji nie sposób odmówić. Fot. Adam Kurasiewicz/Tauron Liga Kobiet
Przed sezonem cel był jasny: po raz kolejny znaleźć się w czołowej czwórce. BKS Bielsko-Biała miał ambicje, miał plany, ale rzeczywistość szybko je zweryfikowała. Zespół Bartłomieja Piekarczyka przegrywa, traci kolejne zawodniczki i coraz bardziej oddala się od ligowej czołówki.
Pech zaczął się jeszcze przed pierwszym meczem, a kontuzja Kertu Laak okazała się ciosem, z którego Bielszczanki wciąż nie mogą się otrząsnąć.
Więzadło Estonki
Problemy zaczęły się już podczas zgrupowania reprezentacji. Urazu barku doznała wówczas środkowa Marta Orzyłowska. Konieczna była operacja, a potem długa rehabilitacja. Jest jednak światełko w tunelu. Zawodniczka wraca do zdrowia i coraz bliżej jej do pełnej sprawności. W ostatnim meczu z Moya Radomką znalazła się już w składzie meczowym, a nawet na chwilę pojawiła się na parkiecie.
Jej absencja nie jest jednak największym zmartwieniem trenera Piekarczyka. Klubowi udało się bowiem pozyskać doświadczoną Igę Wasilewską. Kontrakt środkowej jest krótkoterminowy i obowiązuje do końca listopada.
Znacznie poważniejszy problem to brak Kertu Laak. Estonka w trzeciej kolejce, w spotkaniu z Sokołem & Hagric Mogilno, zerwała więzadło w prawym kolanie i uszkodziła łąkotkę. Jej powrót na parkiet w tym sezonie stoi pod dużym znakiem zapytania. To dla BKS-u potężny cios. Laak była nie tylko jedną z najważniejszych postaci ofensywy, ale także liderką zespołu.
Jedyna i młoda
Działacze rozglądają się za nową atakującą, ale znalezienie zawodniczki o odpowiednich umiejętnościach w trakcie sezonu graniczy z cudem. Większość uznanych siatkarek ma podpisane kontrakty.
Sytuacja jest trudna, bo Piekarczyk został z zaledwie jedną atakującą. Jest nią 20-letnia Martyna Podlaska, która dopiero zdobywa doświadczenie w seniorskiej siatkówce. Talentu i siły jej nie brakuje, ale wciąż potrzebuje ogrania i boiskowej finezji. W trudnych momentach nie zawsze potrafi znaleźć inne rozwiązanie niż siłowy atak. Ostatni mecz z Radomką pokazał to aż nadto wyraźnie. Podlaska za wszelką cenę próbowała rozbić blok rywalek, ale kolejne mocne uderzenia kończyły się powrotem piłki na stronę BKS-u.
Efekt? Od kontuzji Laak Bielszczanki przegrały trzy kolejne spotkania. Porażki z ŁKS Commercecon Łódź i DevelopResem Rzeszów można było wkalkulować w ryzyko. To przecież zespoły wymieniane w gronie głównych kandydatów do finału. Znacznie bardziej niepokojąca jest jednak przegrana z Radomką bez ugrania choćby jednego seta.
Wpadały w siatkę
W Radomiu BKS zaprezentował się bardzo słabo. Proste błędy mnożyły się jeden po drugim. Bielszczanki aż czterokrotnie wpadały w siatkę, myliły się w ataku i popełniały błędy w polu serwisowym. Trudno było o dobry wynik przy takiej liczbie pomyłek.
– Nie tak chciałyśmy, aby to spotkanie wyglądało. Mamy wiele do poprawy, wiele musimy przemyśleć i wziąć się do ciężkiej pracy. Nie może to po prostu tak wyglądać – nie szczędziła samokrytyki Agnieszka Adamek. – Byłyśmy przygotowane, wiedziałyśmy, co dziewczyny z Radomia będą grały. Udało nam się „ściągnąć” z parkietu Olę Dudek, co miało nam pomóc w zwycięstwie. Ale nasza postawa i gra nie pozwoliły nam wygrać – dodała.
Liczby nie pozostawiają złudzeń. Po sześciu kolejkach BKS ma na koncie tylko dwa zwycięstwa i aż cztery porażki. W tabeli zajmuje dziewiąte miejsce. Zamiast myśleć o medalach i walce z ligową czołówką, musi teraz skupić się na tym, by w ogóle awansować do play offu.
Nie składają broni
Czy to początek poważnego kryzysu? W Bielsku-Białej nikt nie zamierza jednak składać broni. Mimo kontuzji, porażek i kadrowych problemów w zespole wciąż nie brakuje wiary w lepsze jutro.
– Bardzo wierzę w ten projekt, w nasz zespół. Będziemy pracować mocniej, lepiej, więcej i zaczniemy w końcu wygrywać – zapewniła Agnieszka Adamek.
(mic)