Wojtek bez portek

CZADOBLOG - Paweł Czado

Lubię czytać wypowiedzi Wojciecha Kowalczyka, bo zawsze potrafi mnie zaskoczyć własną dezynwolturą. Uzmysławia mi przy okazji starą piłkarską prawdę: ''nie pamięta wół jak cielęciem był"... Teraz, po meczu ze Szwecją spytał choćby "czy Kiwior nauczy się kiedykolwiek grać w piłkę". To jego stara śpiewka, już dziesięć lat temu mówił o ówczesnych kadrowiczach, że „większość z nich nie potrafi grać w piłkę na poziomie reprezentacji i powinni sobie dać spokój". Wiadomo, że jego czasów było najlepiej... Z jednej strony każdy ma prawo wypowiadać się o grze reprezentacji, a już z pewnością byli reprezentanci, a Kowalczyk do nich należy. Każdemu wolno ganić i krytykować, Z drugiej - każdy czasem fauluje, Kowalczyk zwłaszcza. Tym razem sfauluję więc i ja.

Wojciech Kowalczyk podczas derbów stolicy, czyli meczu KTS Weszlo z drużyną Coco Jumbo Warszawa. Fot. Adam Starszynski / PressFocus

Osobiście oto bardzo żałuję, że Kowalczyk wrócił do kadry po pierwszym meczu reprezentacji Polski w eliminacjach do Euro'96. W tym rozpoczynającym grupowe rozgrywki spotkaniu Polska przegrała na dzień dobry z Izraelem w Tel-Awiwie 1:2, a przypominam, że nie był to wcale tak silny Izrael jak dziś (z tamtych czasów możecie kojarzyć chyba tylko Ronny'ego Rosenthala, zawodnika Liverpoolu i Tottenhamu).

Kowalczyk zagrał wtedy w Izraelu cały mecz i - co przyznali wtedy nawet warszawscy prolegijni dziennikarze - w tamtym spotkaniu nie istniał. W swej autobiografii poświęcił temu meczowi akapit, sprawdziłem. Uznał, że na to spotkanie wyszli jakimś ''dziwnym składem'', bo zagrał nawet Maciejewski, "choć do wirtuozów piłki nigdy nie należał". To ostatnie zdanie mocno mnie rozśmieszyło, bo wygląda na to, że Kowalczyk w takim razie uważa się za wirtuoza. Myślę, że gdyby choć w połowie wykonywał rzuty wolne tak dobrze jak Krzysztof Maciejewski z GKS-u Katowice to zapewne osiągnąłby znacznie więcej.

W każdym razie Kowalczyk potem do kadry niestety wrócił i z nim właśnie w składzie nie zdołała ona awansować do mistrzostw Europy. Za to pan Wojciech zdołał w niej rozegrać jeszcze 19 meczów. Na pierwszy rzut oka, to nie jest najgorszy bilans, ale przyjrzałem mu się bliżej.

Oto konkrety. Poniżej jego bramkowe zdobycze tylko z silnymi rywalami już po wspomnianym meczu z Izraelem:

Kowalczyk zagrał z:

- Brazylią (został zmieniony w 64. minucie) - nie strzelił gola;
- Francją (został zmieniony w 62. minucie) - nie strzelił gola;
- Rosją (został zmieniony w 40. minucie) - nie strzelił gola, ale to zrozumiałe, bo przed meczem śniadanie mu nie smakowało i w hotelu śmierdziało;
- Brazylią (wszedł w 46. minucie) - nie strzelił gola;
- Czechami (został zmieniony w 81. minucie) - nie strzelił gola;
- Włochami (wszedł w 44. minucie) - nie strzelił gola;
- Chorwacją (został zmieniony w 80. minucie) - nie strzelił gola;
- Anglią (wszedł w 69. minucie) - nie strzelił gola;

- Szwecją (wszedł w 70.minucie) - nie strzelił gola.

Niektórzy niezorientowani stwierdzą, że reprezentacyjną karierę zwichnął mu Antoni Piechniczek, a ja na to odpowiem tak: ile bramek dla repry w meczach o punkty strzelił Wojciech Kowalczyk u ukochanego selekcjonera Janusza Wójcika, już po odejściu Piechniczka? Tak, nie mylicie się. Odpowiedź brzmi: ZERO.

Dlatego powtarzam: osobiście bardzo żałuję, że po tym nieszczęsnym meczu w Tel-Awiwie w 1994 roku Kowalczyk wrócił do kadry i zajmował w niej miejsce lepszym od siebie aż do roku 1999. Podejrzewam, że gdyby dać szansę komuś innemu zamiast Kowalczyka - kadra mogła zdziałać znacznie więcej. Z perspektywy czasu dobitnie widać, że bardzo źle się stało jeśli zgodzimy się z ostatnim zdaniem autobiografii piłkarza: ''to na nim budowano atak naszej reprezentacji''.

Muszę przyznać, że ja zawsze przyjmowałem z zadowoleniem fakt, że kiedy na początku lat 90. Kowalczyk przyjeżdżał na Śląsk z Legią - zawsze grał w podstawowym składzie. Zawsze był bowiem przeraźliwie słaby i zabierał miejsce na boisku innym, nie przypominam sobie żebym w Chorzowie, Zabrzu czy Katowicach zobaczył choć jego jednego gola.

PS. Jednak żeby być sprawiedliwym, trzeba oddać Kowalczykowi, co należne, czym najbardziej dał się zapamiętać z gry w kadrze. Otóż to właśnie on strzelił tysięcznego gola dla reprezentacji Polski w towarzyskim meczu z Finlandią, który odbył się na Malcie. Nikt już mu tego nie odbierze, na zawsze pozostanie w ludzkiej pamięci. Tym zapisze się w niej poza Warszawą chyba - jeśli chodzi o mecze pierwszej reprezentacji - najbardziej.

Odblokuj publikację i korzystaj bez ograniczeń

Kupuję

Masz już dostęp? Zaloguj się