Z urlopu do reprezentacji
Rozmowa z Ondrejem Zmrzlym, obrońcą Górnika Zabrze i reprezentantem Czech
Ondrej Zmrzly w starciu z Eberechim Eze podczas meczu na Wembley. Foto IMAGO/PressFocus.pl
Górnik jest liderem Ekstraklasy po dziesięciu kolejkach. To zaskoczenie?
- Prowadzimy i chcemy na tym miejscu zostać jak najdłużej. Najlepiej do końca sezonu! Oczywiście obserwujemy, co się dzieje, jak grają inni, ale przede wszystkim trzeba patrzeć na siebie. Jak będziemy zwyciężali, to na tej pozycji lidera zostaniemy.
To, że Górnik jest na pierwszym miejscu, coś zmienia? Przeciwnicy podchodzą do was inaczej?
- Trudno powiedzieć. Na pewno kiedy się jest z przodu tabeli, jak było to w poprzednim sezonie, to rywale patrzą inaczej, przygotowują się do tych gier. My też jesteśmy jednak przez nasz sztab dobrze przygotowani i tę drogę do wygranej jesteśmy w stanie w kolejnych spotkaniach znaleźć.
Gracie u siebie mecz z Piastem. Jak będzie?
- Na pewno dobrze, że po dłuższej przerwie gramy u siebie, bo mamy najlepszych kibiców w Polsce i gra przed taką publicznością, z takim wsparciem to coś specjalnego. Co do meczu, to rywal jest wymagający. Też, jak my, prezentuje się dobrze i zapowiada się ciekawe spotkanie. Na pewno i Torcida, i my na boisku będziemy odpowiednio przygotowani. To ważny mecz dla kibiców, dla nas, chcemy sprawić wszystkim radość i zwyciężyć.
Najważniejsze derby z perspektywy Ondreja Zmrzlego?
- Slavia, gdzie występowałem wcześniej, i spotkania ze Spartą. Całe miasto, cała Praga podzielona jest na dwie połowy, a tydzień przed meczem już nikt z rywali ze sobą nie rozmawia. Potem na boisku jest ogromna walka.
Pan jest człowiekiem Sigmy Ołomuniec. Dla Sigmy ci derbowi rywale to kto?
- Z jednej strony Banik Ostrava, z drugiej Zbrojovka Brno. Ale to nieporównywalne do meczów Slavia – Sparta czy tutaj, w odniesieniu do Polski, do meczów Górnika z Legią czy Lechem. Ołomuniec nie jest takim dużym klubem, choć oczywiście swoich rywali ma.
W ostatnim meczu z Jagiellonią dość niespodziewanie zagrał pan na prawej obronie. To było zaskoczenie?
- Wróciłem po kadrze, dwa razy trenowałem na tej pozycji i od razu mecz, ale dałem radę (uśmiech). Nie było to dla mnie trudne. Grając na tej pozycji, to dobre jest to, że możesz wejść do środka boiska, są inne opcje grania. Czuję się dobrze, tak jak drużyna, i czekamy na spotkanie z Piastem, liczymy, że będzie dobrze, że trzy punkty zostaną u nas.
Szybko nauczył się pan dobrze mówić po polsku. Jakieś lekcje?
- Języki są podobne, to nie takie trudne. Słuchałem, próbuję mówić po polsku, nie zawsze na sto procent wychodzi, ale jakoś daję radę (uśmiech). Na początku nie miałem takiej pewności jak Patrik Hellebrand czy Lukas Sadilek, z czasem uczyłem się sam i było dobrze. Między sobą w szatni rozmawiamy albo po polsku, i po angielsku, a z rodakami czy ze Słowakami w naszym języku. Polski? Niektóre słowa mnie bawią (uśmiech).
We wrześniu w ostatniej chwili został pan powołany do reprezentacji Czech na mecze Ligi Narodów w Dywizji A i zagrał pan w starciach z Chorwacją i z Anglią na Wembley. Ten wyjazd na kadrę to było zaskoczenie?
- Tak, było to dla mnie duże zaskoczenie. Byłem już z żoną i córką na urlopie w Pradze, to był trzeci dzień wolnego, a tutaj telefon kierownika czeskiej reprezentacji i pytanie, czy jestem w Czechach i mam czas, żeby przyjechać na zgrupowanie reprezentacji. Odpowiedziałem, że tak, oczywiście mam czas, żeby jechać na kadrę i chcę jechać, jak jest taka okazja (śmiech). Żona? Też oczywiście była szczęśliwa, że pojechałem na kadrę. To był szczęśliwy czas.
Przegraliście jednak swoje spotkania z Chorwacją, Anglią i Hiszpanią. Selekcjonerem jest teraz Hiszpan Santi Denia. Jak to u was w kadrze wygląda?
- Graliśmy z bardzo mocnymi rywalami. Jak pan powiedział, jest nowy trener, jest bardzo dobra atmosfera. Czułem się bardzo dobrze, było wiele rozmów z trenerami. Ten plan taktyczny grania, to, co jest teraz, to coś innego – jak rozmawiałem z kolegami z reprezentacji – niż podczas amerykańskiego mundialu. Są duże nadzieje.
Dostanie pan powołanie na listopadowe mecze z Chorwacją i Hiszpanią?
- Teraz koncentruję się na Górniku, na tym, żeby grać jak najwięcej, bo przed tą reprezentacyjną przerwą nie grałem tyle, ile bym chciał. Jak jest okazja, nawet na prawej obronie, to chcę grać jak najwięcej, a co będzie z powołaniem, zobaczymy. Muszę grać, muszę grać dobrze, żeby je dostać.
W reprezentacyjnej przerwie aż dziewięciu zawodników z Górnika pojechało na zgrupowania swoich kadr. To liderowanie i dobra gra Górnika pomaga?
- Na pewno. Selekcjonerzy patrzą na to, jak my, zawodnicy, gramy, w klubach, jak jest wysoka pozycja naszych drużyn. Jesteś liderem? To pomaga. A dla Górnika to też promocja, że ma tylu zawodników w reprezentacjach.
Na koniec pytanie o porównanie czeskiej Chance Ligi i naszej ekstraklasy?
- Jak grałem ten ostatni sezon w Slavii, to był to taki bezpośredni futbol. Bardzo intensywne, bezpośrednie granie, piłka latała w powietrzu. Tutaj w Polsce mamy więcej takiego kombinacyjnego grania, utrzymywania się przy piłce. Mnie to bardziej pasuje.
Rozmawiał Michał Zichlarz