Żadnych kompleksów!
Wydawało się, że pucharowa wygrana z Araratem-Armenią odwróci złą passę Dumy Podlasia. Powrót do ekstraklasy okazał się jednak bolesny. Optymizmu znów trzeba szukać w Lidze Europy.
Adrian Siemieniec w poszukiwaniu sposobu na ogranie Anderlechtu. Fot. PAP/ Michał Zieliński
JAGIELLONIA BIAŁYSTOK
Przegrywamy mecze i trzeba to wziąć na klatę. Moja w tym rola, jako trenera. Tak samo, jak brałem odpowiedzialność za sukcesy, tak samo moją rolą jest wziąć odpowiedzialność za to, że jest trudniejszy moment i chcę zrobić wszystko, żeby drużynę z tego momentu wyprowadzić – Adrian Siemieniec jeszcze przez jakiś czas bezpośredniego wpływu z trenerskiej ławki na mecze ligowe mieć nie będzie. Tym mocniej zależy mu na tym, by „odbicia” szukać w międzynarodowych rozgrywkach; w nich osobiście dyrygować może podopiecznymi. Szczyptę optymizmu wniosło zwycięstwo z Armeńczykami. Teraz Jaga zagra z innym zespołem, który jeszcze nie otworzył swego dorobku punktowego w Lidze Europy.
Jakość i intensywność
Tyle że półka rywala jest zupełnie inna. Siemieniec przypomniał, że wiosną 2025 roku jego drużyna uporała się w Lidze Konferencji z Cercle Brugge (3:0 i 0:2). - Teraz mówimy natomiast o zespole, który jest jeszcze lepszy jakościowo, jeżeli chodzi o aspekty indywidualne. Intensywność, jaką potrafi narzucić nasz czwartkowy przeciwnik, jest imponująca, a do tego to bardzo duży klub, z wielką historią i z dużym obyciem na poziomie europejskim – to wcale nie kurtuazja ani szukanie alibi ze strony szkoleniowca białostoczan; to po prostu solidna wizytówka Anderlechtu, nawet jeśli Brukselczycy przeżywają w tym momencie coś na kształt kryzysu.
Taki rywal to święto!
- Każdy wie, jak wielkim klubem jest Anderlecht, co osiągał w przeszłości, jakie trofea ma w gablocie. Ale my udowodniliśmy wszystkim, że potrafimy rywalizować z takimi drużynami – Bartłomiej Wdowik zaciera ręce na myśl o grze z „Fiołkami”. I nie czuje, by Jagiellonia musiała mieć kompleksy przed starciem z nimi. - Mecze z Rangersami i Olympiakosem, a w ubiegłym sezonie z Fiorentiną, Strasbourgiem czy Rayo Vallecano pokazały nam, czego możemy się spodziewać: poprzeczki zawieszonej wyżej niż w ubiegłych latach i dużo bardziej intensywnego tempa gry. Z drugiej strony każdy z nas dawniej marzył, aby grać w takich właśnie meczach! - dodaje. I zapewnia, że na 90 minut czwartkowego spotkania ligowe wpadki pójdą w zapomnienie. - Damy z siebie wszystko na boisku. Nie codziennie rywalizuje się z tak wielkimi zespołami!
Sztuka regeneracji
Użyte przez obu rozmówców słowo „intensywność” odmieniane jest w Białymstoku na wiele sposobów. Trener Siemieniec odwołał się w jego kontekście do danych pokazujących, że jego piłkarze potrzebują więcej czasu na regenerację po meczach w LE, niż potrzebowali go przy grze w Lidze Konferencji. - W czwartek też nie spodziewam się przeciwnika, który będzie oddawał inicjatywę i szukał kontrataku – zapowiedział.
Jagiellonia – przypomnijmy – musi sobie radzić na razie bez leczących urazy obrońcy Norberta Wojtuszka i napastnika Nika Prelca.
Dariusz Leśnikowski
NIE PRZEGAPLiga Europy – 3. kolejka
◼ Jagiellonia – Anderlecht Bruksela
czwartek, 21.00 – SuperPolsat, Polsat Sport 1