Polscy piłkarze dziękują sobie za grę po meczu w Warszawie. Fot. PAP/Leszek Szymański
Leszek Jaźwiecki z Vancouver
Za nami pierwszy mecz piłkarskiej reprezentacji Polski w Lidze Narodów UEFA w dywizji B, w którym podopieczni Jana Urbana bezbramkowo zremisowali z Bośnią i Hercegowiną. Mecz nie był może górnych lotów, ale trzeba wspomnieć, że rywal kilka miesięcy temu rywalizował na rozgrywanych w USA, Kanadzie i Meksyku mistrzostwach świata, gdy tymczasem nasi piłkarze oglądali te zmagania w telewizji. O słabszym występie swoich podopiecznych mówił zresztą także trener Urban. - Jak masz słabszy dzień, to po prostu nie zawsze wychodzi tak jak chcesz - podsumował występ selekcjoner.
Anna Lewandowska opuszcza Stadion Narodowy po meczu w Warszawie. Fot. PAP/ Leszek Szymański
Czytam jednak pomeczowe komentarze i przecieram oczy. Jedna wielka krytyka... Eksperci nie zostawiają suchej nitki na naszych reprezentantach, na kapitanie, na trenerze. " Przykro się patrzyło" - dominowało stwierdzenie w ich opiniach. Może i przykro, ale mnie się wydaje, że przykro się to czyta.
Nie od dziś wiadomo, że nasza narodowa reprezentacja ma kilka milionów trenerów. Każdy kibic radzi, uważa że, podpowiada. Przecież się na tym doskonale zna. Nie dziwi mnie to. Kibic ma takie prawo. Dziwię się natomiast dziennikarzom, którzy podsycają tę falę hejtu, pisząc swoje wynurzenia. Jedni robią to bezwiednie, bo tak wypada, inni mają w tym określony cel. Zburzyć to, co jest, zwolnić trenera, rozbić drużynę, bo wtedy będziemy mieli o czym pisać i poprawimy swoje kliki. Po prostu lubią jątrzyć.
Znam kilku dziennikarzy, którzy trochę kopali w piłkę, ale znaczna część z nich - nie boję się tego określenia - to wuefistowskie matołki. Podejrzewam, że nie potrafią poprawnie kopnąć piłki, nie mówiąc już o trafieniu do bramki. Skutecznie omijali lekcje z wf, a teraz zza biurka chcą udzielać rad. Tylko nie mają na to pomysłu. Krytykują powołania, ustawienie drużyny, taktykę, nie mając o tym zielonego pojęcia. Na dodatek nie potrafią znaleźć ani jednego pozytywu, sama krytyka. Jestem bardzo ciekaw, co będzie, jeśli nasi piłkarze wygrają następny mecz. Wszyscy będą pisali, jakich mamy wielkich i znakomitych piłkarzy. A potem, jak nie wyjdzie, znowu hejt. Jak chorągiewki na wietrze.
Od kilku lat dużo przebywam za oceanem. W Kanadzie, gdzie pomieszkuję od czasu do czasu, wszyscy byli pod wrażeniem występu tej reprezentacji na Mundialu. Nawet po porażce ze Szwajcarią można było przeczytać wiele pochwał pod adresem piłkarzy Klonowego Liścia. Wyciągano pozytywy, analizowano, podpowiadano, co można jeszcze poprawić. Mówiono o dobrej grze, zaangażowaniu i o tym, że piłkarze Kanady dali radość swoim kibicom, mimo porażki.
W sporcie jedni wygrywają, inni schodzą pokonani. Czytając ostatnie komentarze odnoszę wrażenie, że my, Polacy, musimy zawsze wygrywać, zawsze być górą nad rywalami. A jak już przyjdzie porażka, to od razu huzia na Józia! Dotyczy to nie tylko piłkarzy, doświadcza tego Iga Świątek, doświadczają siatkarze, żużlowcy, skoczkowie narciarscy i inni. Po prostu przykro się to czyta...