Ze Szwecją jeszcze trudniej

Rozmowa z Grzegorzem Mielcarskim, ekspertem TVP Sport, byłym reprezentantem Polski, srebrnym medalistą olimpijskim z Barcelony '92

Z jednego się trzeba cieszyć… Meczu Szwecja – Polska nie poprowadzi tragiczny Slavko Vinczić. Będzie Hiszpan Javier Rojas. Fot. Mateusz Porzucek/Pressfocus

Kiedy obserwowało się pierwszą połowę starcia z Bośnią i Hercegowiną, kiepską w wykonaniu naszej reprezentacji, bo nie było akcji i strzałów, to przypomniała mi się pana „bomba” w poprzeczkę w meczu oldbojów Polska – Anglia na 70-lecie Stadionu Śląskiego kilka tygodni temu. Pomyślałem sobie, że taki Mielcarski z dobrych lat przydałby się w ataku Biało-czerwonych…

- Nie, nie możemy iść w tę stronę, bo nie byłoby to fair w stosunku do naszych reprezentantów, którzy na pewno wyszli na boisko z innym nastawieniem, niż nam to w pierwszej połowie spotkania z Bośnią pokazali. Chcieli grać inną piłkę, ale rywal najzwyczajniej nie pozwolił na to. Nasza gra w pierwszej części nie mogła się podobać, to jest jasne, ale patrzyłem na grę przeciwnika z uznaniem, na to co prezentowali. Wysoko wysunięci do przodu, do tego silni, wysocy gracze w ataku, którzy grane na nich długie piłki byli w stanie utrzymywać. Także mocni skrzydłowi, bo z jednej strony Bajraktarević, a z drugiej - Alajbegović. Szybkie boki, kilka wariantów, sposobów żeby z nami grać, budowanie akcji od tyłu. Nie umieliśmy sobie z tym poradzić, byliśmy często spóźnieni. Miałem wrażenie, że czasami jesteśmy wolniejsi, ospali, mamy ciężkie nogi, ale jak przyszła przerwa, a trener przeprowadził zmiany, a te były dobre, personalnie to się sprawdziło.

Właśnie zmiany… Już w pierwszej połowie wobec urazu Jakuba Kamińskiego na boisku pojawił się Nicola Zalewski. Zaraz po przerwie na murawę weszli Przemysław Frankowski i Wiktor Nowak. Pana ocena tych roszad?

- „Franek” świetnie poradził sobie na lewej obronie, a przede wszystkim Wiktor Nowak znakomicie dał sobie radę na środku. Zobaczyłem chłopaka nowocześnie grającego na pozycji numer „6”, grającego do przodu. Doświadczony Bartek Slisz, też ta sama pozycja... ale ile dobrego w tej grze do przodu dał Nowak... On tymi długimi susami po odbiorze szybko zdobywa teren, wie, co z piłką ma zrobić. Nie miał żadnej niepotrzebnej straty, a przecież nie unikał ryzyka, bo tracąc piłkę narażałby drużynę na kontrę. Grał jednak tak, że nic takiego się nie zdarzyło. Wierzył, pracował, do tego jego piękny strzał z dystansu, gdzie niewiele brakowało, żeby piłka wylądowała w siatce. Potem druga sytuacja, kiedy dogrywał piłkę Robertowi Lewandowskiemu, ale ten nie trafił. Potem jeszcze próbował lewą nogą, ale został zblokowany. I to wszystko zrobił defensywny pomocnik i chłopak, który debiutował w reprezentacji! Do tego pobudzał kolegów, bił im brawo, zachęcając do grania. Tak patrzyłem komentując i myślałem: to on?! To on bije brawo starszym, bardziej doświadczonym kolegom, a nie odwrotnie?! Było widać, że chcieli z nim grać. Piotrek Zieliński przybił z nim piątkę, na pewno było to wsparcie. Te zmiany bardzo mi pasowały.

A co powie pan o Bośni i Hercegowinie?

- Na pewno spodziewałem się, że będziemy oddawać na ich bramkę jeszcze więcej celnych strzałów, że wygramy to spotkanie. Jasne, mogliśmy nawet przegrać patrząc na to, co było w pierwszej części czy nawet potem w drugiej połowie, kiedy piłka znalazła się w naszej bramce, ale był faul na Bułce. Takie sytuacje mogą się jednak różnie skończyć. Bośniacy w swoim składzie mają kilku zawodników po 190-195 cm. To był trudny, agresywnie grający rywal, z którym na początku nie potrafiliśmy sobie poradzić.

Wiele słów krytyki padło pod adresem choćby Sebastiana Szymańskiego. Jak pan ocenia jego grę?

- Byłem dla niego pełen uznania, w wielu takich niejednoznacznych sytuacjach podejmował walkę, choć przecież to filigranowy zawodnik. Dzięki temu jego uporowi wykonywaliśmy wiele wolnych, były rożne. Ta gra w naszym wykonaniu wyglądała lepiej, kiedy po przerwie pojawił się na prawej stronie. Schodząc do środka w taki naturalny sposób otwierał drogą Matty Cashowi. On, kiedy ma wolne pole, lubi sobie w ten sposób zaatakować. Po drugiej stronie, kiedy wszedł Zalewski, to też były takie indywidualne zrywy, ale ponieważ w Atalancie Nicola nie gra za dużo, to Frankowski dawał mu wsparcie. Lepiej to wyglądało niż w pierwszej połowie. Przez to Bajraktarević musiał wracać, tracić siły. Kuba Kiwior tego nie dawał, ale przecież on gra na środku obrony, przechodząc na lewą stronę nie może tego dać, co nominalny gracz na tej pozycji. Nie jest łatwo grać stoperowi jako lewy obrońca. Nie czuję Kiwiora na boku obrony, z drugiej stronie grający głębiej Cash też mnie nie przekonuje.

A ocena gry Roberta Lewandowskiego?

- Nie jesteśmy do tego przyzwyczajeni: nie oddał celnego strzału na bramkę... Nie pamiętam takich spotkań, że gra i nie ma sytuacji. Jasne, jak inni starał się, ale na pewno nie był to jego najlepszy występ. Piotrek Zieliński też miał gorsze momenty, choćby strata, która przytrafiła mu się w końcówce, ale zaraz potem świetna jego akcja i praktycznie sytuacja sam na sam, kiedy bośniacki bramkarz obronił. To nie był najlepszy mecz w wykonaniu naszych asów. Nie zawsze będzie jednak tak, że Robert i Piotrek będą tymi, którzy wszystko dowożą. Z nimi w składzie zespół czuje się jednak pewniej, lepiej, a oni też mają prawo zagrać słabsze spotkanie - na tyle, że tym razem nie wygraliśmy. Gdybyśmy w tej pierwszej połowie zabrali z 15-20 minut z tego, co było po przerwie, to pewnie byśmy wygrali. Najbardziej z tego meczu żałuję tej pierwszej połowy.

Gra czwórką defensorów to chyba lepsze rozwiązanie, zgodzi się pan?

- W takim ustawieniu 4-4-2 boczny pomocnik, Kamiński czy potem Zalewski wiedzą, że gra nie może być tylko oparta na nich, na tym, czy wygrają pojedynek, ale też że ten boczny obrońca może się pojawić i stworzy sytuację. Nasze skrzydła lepiej się czują, kiedy wiedzą, że mają wsparcie z tyłu. Pokazaliśmy, że w tej czwórce dobrze sobie radzimy, że potrafimy atakować. Szkoda, że tylko 45 minut. Na tej prawej stronie brakowało mi trochę takiej chemii między Skórasiem a Cashem. Musisz wiedzieć, kiedy poczekać na tego, który jest za mną, ale musisz też wiedzieć, że kiedy jestem wyżej, to trzeba wrócić i zaasekurować. Trzeba rozumieć sytuację swojego partnera na innej pozycji, wiedzieć. jak się gra w tym systemie.                           

Tak jak pan powiedział, za nami mecz z trudnym, niewygodnym przeciwnikiem, jakim jest Bośnia, ale teraz rywalizacja z jeszcze mocniejszym rywalem. Na dodatek na jego terenie czyli ze Szwecją.

- I będzie jeszcze trudniej, to oczywiste, to wiemy. Szwecja w poniedziałkowym spotkaniu będzie lepszym zespołem niż była z nami, kiedy graliśmy w marcowym barażu o awans na mistrzostwa świata. Mamy poczucie rewanżu za to, co było kilka miesięcy temu, ale Szwedzi to inny mental. Oni dopiero teraz w starciu z nami będą chcieli udowodnić, że są lepsi od nas, bo przecież w tym meczu w marcu wielu z nich z różnych przyczyn zagrać nie mogło. Teraz sytuacja jest inna, mogą wystąpić.

Jak pan typuje, co się wydarzy terazw Sztokholmie?

- Ten mecz sprzed pół roku pokazał, że potrafimy zagrać dobrze. Wierzmy, że będziemy potrafili się w krótkim czasie zregenerować. Szwedzi też mieli na wszystko mało czasu, wszyscy mają te same warunki. Też na pewno będą odczuwali skutki starcia z Rumunią, będą mieli swoje problemy, jak my z „Kamykiem”, który wypadł i szkoda.

Pojawiające się głosy krytykujące Jana Urbana i gdzieś tam sformułowania dotyczące jego odejścia. To już jest ten czas? Jak pan na to patrzy?

- Nie jest to dobre, jeżeli już przed pierwszym spotkaniem w tej edycji Ligi Narodów mówi się, że selekcjoner gra o posadę i kto może go zastąpić. To nie jest komfortowa sytuacja i to nie chodzi o samego trenera, ale o zespół. Może być tak – choć mam nadzieję, że tak nie jest – że część zawodników zastanawia się, że za chwilę tym wszystkim może pokierować ktoś inny.

Rozmawiał w Warszawie Michał Zichlarz

Grzegorz Mielcarski. Fot. Pressfocus

Odblokuj publikację i korzystaj bez ograniczeń

Kupuję

Masz już dostęp? Zaloguj się