Złoty punkt Tyszan

Skazani na przegraną mistrzowie Polski walczyli jak lwy i mogą cieszyć się ze skromnej, ale jakże cennej nagrody.

Bartłomiej Jeziorski, podobnie jak jego koledzy, rozegrał jeden z najlepszych meczów w karierze. Fot. Łukasz Sobala/PressFocus

LIGA MISTRZÓW

Kibicom zespołu z Mannheim wydawało się, że spotkanie z GKS-em Tychy będzie zwykłą formalnością, a tymczasem miejscowe Orły musiały się solidnie napracować, by zdobyć... dwa punkty. O wygranej gospodarzy zadecydowały rzuty karne, bo tyscy hokeiści walczyli do końca. Zostali nagrodzeni pierwszym punktem w tych prestiżowych rozgrywkach, a w przyszły wtorek zagrają ostatnie spotkanie, z Tapparą Tampere.

Leevi Viitala w niedzielę pojawił się w Tychach, w następnym dniu był na treningu, a we wtorek wraz całą ekipą przez wiele godzin oczekiwał na lotnisku na lot do Duesseldorfu, a potem podróż autokarem do Mannheim. 25-letni Fin pojawił się w czwartej formacji, gdzie zajął miejsce Jakuba Janika. Ten ostatni był w składzie jako 13. napastnik, ale na lód nie wyjechał.

Tyszanie doskonale zdawali sobie sprawę jakie ich czeka zadanie. - Musimy grać odpowiedzialnie, w skupieniu i wystrzegać się fauli, choć gdy przeciwnik gra szybko i pomysłowo, wówczas przewinień nie da się uniknąć - zapowiadali. Gospodarze osiągnęli przewagę i mocno oblegali tyską bramkę, ale w 5 min , gdy jeden z Tyszan znalazł się w boksie kar, mistrzowie Polski zostali po raz pierwszy skarceni. Brooks Macek, Kanadyjczyk z podwójnym paszportem, uderzył precyzyjnie, „guma” odbiła się od przeciwległego słupka i wpadła do bramki.

Gdy Tom Kuehnhackl po szybkiej i ładnej akcji podwyższył na 2:0, ogarnęły nas czarne myśli. Nie było jednak najgorzej, choć gorących momentów w naszej tercji nie brakowało. A jednak to my cieszyliśmy z trafienia Bartłomieja Jeziorskiego. Z własnej tercji dostał idealne podanie od Baltteriego Kakkonena i w sytuacji sam na sam posłał krążek pod poprzeczkę. A potem znów graliśmy dwa razy w osłabieniu; w tym pierwszym w 17 min Paś znalazł się w dobrej sytuacji, ale nie zdołał pokonać Maximiliana Franzreba. Tuz przed końcową syreną przed szansą stanął Henri Knuttinen, ale nie umieścił krążka w siatce.

Te sytuacje to był zwiastun tego, co oglądaliśmy w drugiej odsłonie. Tyszanie pozbyli się tremy i pojawili na tafli z mocnym postawieniem walki. Mateusz Gościński w 23 min odważnie lewą stroną wjechał do tercji i podał na prawe skrzydło do Viitali. Fin, debiutujący w GKS-ie, pewnie skierował krążek do siatki. W szeregach gospodarzy zapanowała konsternacja, bo nie spodziewali się takiego przebiegu meczu.

Kolejne dwa gole były efektem gry w liczebnej przewadze. Gdy na ławce kar przebywał Kakkonen, wicemistrzowie Niemiec wyszli na prowadzenie za sprawą Luke'a Esposito. Jednak goście potrafili się zrewanżować. Tym razem w boksie kar odpoczywał Tobais Fohrler, a Alan Łyszczarczyk z dalszej odległości popisał się niezwykle precyzyjnym uderzeniem. Potem Tyszanie przeprowadzili jeszcze kilka akcji i Szymon Kiełbicki oraz Jeziorski nękali bramkarza gospodarzy. To była niezwykle udana tercja w wykonaniu podpiecznych trenera Pekki Tirkkonena.

Goście grali niezwykle ambitnie i w kontrach szukali swojej szansy. Inicjatywa należała do gospodarzy, którzy z pasją atakowali, ale Fučik bronił z wyczuciem, mocno wspomagany przez kolegów. W końcu w 53 min Nicolas Mattinen zdecydował na uderzenie z wysokości lewego bulika i krążek wylądował w lewym górnym rogu naszej bramki. W odpowiedzi wszakże aktywny Jeziorski oddał krążek Mateuszowi Brykowi i ten spod niebieskiej zdobył wyrównującego gola. A potem trwała uporczywa walka GKS-u o utrzymanie korzystnego wyniku. Udało się: o wszystkim miała zadecydować dogrywka.

W niej wiele się działo, bo gospodarze atakowali z pasją, a na dodatek pod koniec 65. minuty na ławce kary usiadł Aleksi Ainali. Jednak Tyszanie obronili się i doprowadzili do karnych.W nich gospodarze - po uderzeniach Esposito i Mattinen - zdobyli dwa gole, Tyszanie zrewanżowali się jednie trafieniem Łyszczarczyka.

To był dobry występ w wykonaniu mistrzów Polski, którzy byli blisko sprawienia sensacji. Stanęło tylko na niespodziance...

Włodzimierz Sowiński

◼ Adler Mannheim – GKS Tychy 5:4 (2:1, 1:2, 1:1, 0:0) po karnych 2-1

1:0 - Macek – Michaelis – Gawanke (6:00, w przewadze), 2:0 - Kuehnhackl - Nieleck – Renouf (7:30), 2:1 – Jeziorski – Kakkonen – Kaskinen (13:45), 2:2 – Viitala – Gościński (22:26), 3:2 – Esposito – Plachta – Gilmour (25:48, w przewadze), 3:3 – Łyszczarczyk – Kakkonen – Paś (28:59, w przewadze), 4:3 – Mattinen – Esposito – Plachta (52:32), 4:4 – Bryk – Jeziorski (54:58), 5:4 – Mattinen (karny).

Sędziowali: Marian Rohatsch i Alexander Kaptain – Kai Juergens i Patrick Łaguzow. Widzów 2000.

ADLER: Franzreb; Mattinen – Renouf, Gawanke – Kaeble, Gilmour – Poirier, Fohrler (2) - Shaw; Macek – Brown (2) – Michaelis, Solow – Esposito – Plachta, Greco – Reichel – Calce, Ehl – Nieleck – Kuehnhackl. Trener Dallas EAKINS.

GKS: Fučik; Pociecha – Kovarz, Kakkonen (4) – Kaskinen, Bryk – Sertti, Viinikainen; Knuttinen (2) – Paś (2) – Łyszczarczyk, Jaemsen – Kiełbicki – Kerkkaenen, Jeziorski – Ainali (2) – Viitanen, Viitala – Kucharski – Gościński Trener Pekka TIRKKONEN.

Kary: Adler – 4 min, GKS – 10 min.


18 SEKUND gry w przewadze potrzebowali Tyszanie, by Łyszczarczyk doprowadził do remisu 3:3

36 SEKUND było do końca kary Pasia, gdy gospodarze zdobyli pierwszego gola

38 CELNYCH strzałów oddali gospodarze, zaś Tyszanie zrewanżowali się 27 uderzeniami

Odblokuj publikację i korzystaj bez ograniczeń

Kupuję

Masz już dostęp? Zaloguj się