Zostaliśmy skrzywdzeni! Takich karnych się nie dyktuje!
Rozmowa z Janem Urbanem, selekcjonerem reprezentacji Polski
Janowi Urbanowi trudno się było pogodzić z decyzją o rzucie karnym. Fot. PAP/Leszek Szymański
Porażka w takich okolicznościach – po jedynym celnym strzale rywali, z rzutu karnego – boli?
- Na pewno takiego meczu się spodziewaliśmy. Wiedzieliśmy że będzie intensywny, z dużą liczbą piłek w powietrzu i z koniecznością zbierania drugich piłek... Wiedzieliśmy, że będziemy musieli cierpieć przy tych długich piłkach, ale radziliśmy sobie z nimi. Co więcej, mieliśmy w tych okolicznościach sytuacje, z których powinniśmy bramkę strzelić i mecz być może ułożyłby się inaczej.
Ale się nie ułożył. Za to Bośniacy swoją okazję wykorzystali.
- Nie rozumiem decyzji sędziego o rzucie karnym. I nie wiem, czy był to błąd Jana Bednarka. Już bardziej sędziego... Widziałem tę sytuację z ławki, potem obejrzałem ją sobie na spokojnie. Piłka nie dochodziła do napastnika, nie miał szans na jej przejęcie. Takich zagrań na środku boiska się nie gwiżdże, takich karnych się nie dyktuje!
Jest pan zadowolony z zarządzania meczem? Z kreowania przez nas sytuacji?
- Rywale grali bardzo intensywnie, rywale byli blisko nas, agresywni, ale wiele naszych akcji było dobrze rozegranych. Niestety, bez bramek nie będzie łatwo o dobre wyniki.. Gdybyśmy mecz otworzyli golem, mielibyśmy pewnie jeszcze więcej sytuacji z kontrataków. Patrząc ogólnie – to był mecz na 1:0; wygrywa ta drużyna, która strzeli bramkę. Ale... nie w ten sposób, nie w takich okolicznościach... Zostaliśmy skrzywdzeni!
Nie ma pan wrażenia, że znów zabrakło nam cech wolicjonalnych, które – przy równych umiejętnościach rywali – zwykle przesądzają o wyniku?
- Jak przegrywamy, słyszę o braku ambicji i braku cech wolicjonalnych... Tymczasem klaruje nam się sytuacja z bramkarzem. Szukaliśmy długo kogoś na lewą obronę – i Przemek Frankowski mógł się podobać. W środku pola odkryliśmy Wiktora Nowaka. Owszem, będziemy się zastanawiać, co po Robercie Lewandowskim. Ale w euforię czy w rozpacz nie będę popadać. Potrafimy prowadzić grę, tworzyć okazje; brakuje nam jakości w wykończeniu, co było widać tu, w Zenicy.
A propos: jak pan ocenia Mateusza Żukowskiego?
- Starał się, szukał swojego miejsca, próbował oddawać strzały; jeden był niecelny, inny zablokowany. Nie można mieć pretensji do niego, on wciąż zdobywa doświadczenie na poziomie reprezentacji. Na pewno potrzebuje więcej czasu. Tutaj, z rosłymi, silnymi obrońcami nie było mu łatwo. Natomiast na pewno martwi mnie siła ofensywna, gdy brakuje Roberta Lewandowskiego w dobrej dyspozycji – bo widzieliśmy, że na początku zgrupowania w takiej nie był, udzieliły mu się trudy podróży. Poza nim mieliśmy tylko Żukowskiego, bo Adrian Benedyczak miał kontuzję i nie mogliśmy go sprawdzić na tym zgrupowaniu.
Karola Świderskiego niespodziewanie zobaczyliśmy na skrzydle. Dlaczego tam?
- Bo chcieliśmy, żeby na środku, na „dziesiątce”, zagrał Sebastian Szymański. A Karol z pozycji nieoczywistej potrafi się znaleźć w polu karnym, zachować się odpowiednio. I tu ją też miał. Nie wykorzystał, szkoda, ale pracował dobrze.
Po meczu z Rumunią podziękował pan za dwa dni świętego spokoju. Czy będzie pan spać spokojnie w najbliższych dniach po tym spotkaniu?
-Tak. Nie myślę o tym, co się będzie działo później. Nie jest to też moment, by na gorąco podsumowywać cztery mecze. Na razie mam w głowie to ostatnie spotkanie, w którym zasłużyliśmy na lepszy wynik. Widzę w nim wiele pozytywów i wiele rzeczy, które na pewno będziemy doceniać.
Notował (DaL)