1. liga: 35 minut w przewadze? Mało. Górale bez wygranej w Bytomiu
Niczym „obrona Częstochowy” wyglądała chwilami końcówka spotkania Polonii z Podbeskidziem. Goście szukali zwycięskiej bramki, ale jej nie znaleźli.
Czerwona kartka dla Konrada Andrzejczaka w 60. minucie. Goście jednak 35 minut (z czasem doliczonym) gry w przewadze nie wykorzystali. Fot. Sebastian Sienkiewicz / Press Focus
Polonia choć wciąż są najskuteczniejszym zespolem pierwszej ligi – miejsce zajmują mało eksponowane, mając na koncie ledwie jedno zwycięstwo. Podbeskidzie... nie wygrało jeszcze ani razu w tym sezonie. Czyż więc remis przy Piłkarskiej może kogokolwiek zaskakiwać?
Bezbramkowy – pewnie trochę. Bytomianie osiągnęli bowiem wymarzony od początku sezonu cel: nie stracili gola. Ich odpowiedzialność pod własną bramką była wreszcie godna podziwu, a kluczową interwencję w ostatnich minutach regulaminowego czasu gry wykonał Aleksander Gajgier, blokując być może „piłkę meczową” autorstwa Lucjana Klisiewicza.
Polonia grała w tym momencie już od prawie pół godziny w osłabieniu, po drugiej żółtej kartce dla Konrada Andrzejczaka. Tym bardziej warto podkreślić jej defensywną determinację. Tejże – a może przede wszystkim jakości czysto piłkarskiej – Bytomian za to brakło tym razem w ofensywie. No bo przecież Kamil Orlik powinien (!) powinien wcelować w światło bramki, będąc niekrytym na 10. metrze (44 min).
A już na pewno gola zdobyć musiał w 7. minucie Kamil Wojtyra. W poprzednich dwóch meczach tych zespołów, w 2. lidze (sezon 2024/25), rozstrzygał je, skutecznie egzekwując rzuty karne. Teraz pędził przez 25 metrów z piłką sam na sam z Szymonem Brańczykiem, by z linii „szesnastki” uderzyć prosto w jego ręce!
Bielszczanie tak klarownych okazji - mimo długiej gry w przewadze - nie stworzyli. Powrót na remisową ścieżkę (po ubiegłoweekendowej porażce w Niepołomicach) w tych okolicznościach frajdy im pewnie nie przyniósł...
Dariusz Leśnikowski
Polonia Bytom - Podbeskidzie Bielsko-Biała 0:0