eprasa.pl

Anglik najlepszy w Konopiskach

John Gough triumfował w turnieju Rosa Challenge Tour. Zwycięstwo przypieczętował dopiero na ostatnim dołku, pośród tłumu kibiców odpierając ataki swojego kolegi z reprezentacji.

John Gough z trofeum inspirowanym kroplą rosy. Zdjęcia Kasia Nieciak

To była piękna niedziela w Konopiskach. Pogoda była niemal idealna na golfa. Zaczęło się dość pochmurnie, ale chwilę później słońce już rządziło w Rosa Golf Club. Podobnie jak w sobotę rześko zawiewało, co sprawiało tylko, że rywalizacja była jeszcze ciekawsza. Mnóstwo kibiców, podążających w zdecydowanej większości za grupą finałową, miało prawdziwą ucztę golfową. Do samego końca pachniało dogrywką, jednak John utrzymał nerwy na wodzy i na osiemnastce dowiózł wygraną do mety.

Gough grał nieco w kratkę. W czwartek zaczął od rundy 64, która była trzecim wynikiem dnia. W piątek nie przypominał samego siebie, kończąc dzień z katastrofalnymi 73 uderzeniami, które zepchnęły go w odmęty klasyfikacji. W sobotę strasznie się sprężył i znowu wykręcił 64 uderzenia wskakując na pozycję współlidera, razem z Irlandczykiem Markiem Powerem.

„Jestem w siódmym niebie, że to zrobiłem” – powiedział po zwycięstwie. „Naprawdę mi się tu podoba. Końcówka była trochę stresująca, ale jestem bardzo szczęśliwy, że udało mi się to zrobić”.

Gough w niedzielę kontrolował swoją grę, a runda 67 pozwoliła mu z wynikiem -12 wygrać z przewagą jednego uderzenia nad Andrew Wilsonem, który do ostatniego momentu walczył o dogrywkę. Na siedemnastce John wybronił par trudnym puttem, kiedy wiele wskazywało na to, że dwaj Anglicy zrównają się na prowadzeniu. Na osiemnastce było podobnie - jako ostatni puttował Gough i znowu dość wymagającym zagraniem lekko z góry z więcej niż komfortowej odległości wywalczył swoje drugie zwycięstwo na HotelPlanner Tour.

„Trafiłem dwa ładne putty pod koniec, co było zdecydowanie potrzebne”.


Andrew Wilson zanotował identyczną rundę jak John Gough, co zagwarantowało mu „tylko” drugie miejsce.

„Ten tydzień był naprawdę pełen wzlotów i upadków” – dodał triumfator. „W czwartek i sobotę grałem naprawdę dobrze i zawsze miło jest być w finałowej grupie, ale na początku dnia było bardzo tłoczno. Spojrzałem na tabele wyników i wiedziałem, że to było tylko kilka strzałów, i miło było mieć wtedy Andy'ego w mojej grupie, bo naprawdę się uzupełnialiśmy. Należą mu się brawa za to, że grał tak dobrze”.

Idący z nimi w jednej grupie Mark Power w niedzielę stracił swój „power”, a w zasadzie całkowicie się pogubił. Zagrał dwa double, dwa birdie i bogeya i z trzaskiem spadł ze szczytu tablicy wyników na miejsce… piętnaste! Dobrego dnia nie miał również Szkot Ryan Lumsden, który prowadził na półmetku zawodów. Zaczynając niedzielę na trzecim miejscu również spektakularnie poleciał w dół, po rundzie +4 kończąc wszystko na pozycji 18.

Dzięki temu zwycięstwu Anglik praktycznie zapewnił sobie awans do DP World Tour przed końcem sezonu, ale nie zamierza zwalniać tempa.

„Oczywiście, że to bardzo mi pomaga. Wciąż mam jednak wiele golfa do rozegrania. Myślę, że tego potrzebowałem, przez jakiś czas miałem chwilowy zastój w grze. Grałem dobrze, ale nie przynosiło to żadnych rezultatów. Kiedy grasz dobrze, musisz to wykorzystać w pełni i mogę to udowodnić dwoma zwycięstwami w tym roku. Byłem niestabilny, ale kiedy grałem dobrze, osiągałem dobre wyniki”.

Francuz Julien Brun zaliczył 69 uderzenia na koniec turnieju, co z wynikiem -9 pozwoliło mu zająć trzecie miejsce, wyprzedzając o jedno uderzenie Niemca Hurly Longa i Anglika Calluma Tarrena, którzy uzyskali odpowiednio 67 i 69 uderzeń, dzieląc czwarte miejsce.

Turniej na Rosie ponownie wyprzedził wszelkie oczekiwania, swoją atmosferą, genialną organizacją, spektakularnym polem, nieocenionymi wolontariuszami i tabunami kibiców - zwłaszcza w weekend, z prawdziwą kumulacją w niedzielę. Wiele wskazuje na to, że za rok spotkamy się na czwartej edycji tego największego golfowego wydarzenia w Polsce.

Kasia Nieciak


Koledzy gratulują sobie świetnej gry

Kibicowała też być może przyszłość polskiego golfa

Mark Power w niedzielę przepadł jak kamień w wodę 

Podobny los spotkał Szkota Ryana Lumsdena

Julien Brun - zwycięzca Gradi Polish Open 2020, utrzymał się na podium 

Widownia dopisała

Duńczyk Victor Sidal Svendsen zaczął od czwartkowego prowadzenia, a skończył na miejscu szóstym