Ar-gen-ti-na, Ar-gen-tina. Muchachos w finale!!!
Gdy wszyscy święci już opuścili Argentynę, do zwycięstwa dwoma asystami poprowadził ją Lionel Messi. W niedzielnym wielkim finale Albicelestes zagrają z Hiszpanią!
Jak pan to zrobił, panie Leo? Fot. PAP/ EPA/ RONALD WITTEK
Gdy na horyzoncie widać awans do finału mistrzostw świata, chce się do niego dostać za wszelką cenę. Dlatego spotkanie Argentyny z Anglią było wojną od pierwszych minut. I nie chodziło tylko o zaostrzoną grę. Oba zespoły rzucały się sobie do gardeł, gdy tylko pojawiał się jakikolwiek zapalnik.
Atmosfera była więc napięta, a sędzia Ismail Elfath długo wytrzymywał presję i nie rozdawał żółtych kartek na lewo i prawo. W pewnym momencie selekcjoner Synów Albionu Thomas Tuchel miał pretensję do arbitra, że pozwala na zbyt wiele. On natomiast dopiero pod koniec pierwszej połowy wyciągnął kartkę z kieszeni, gdy przesadzili Elliott Anderson i Lisandro Martinez.
Boiskowa wojna nie ograniczyła się jednak tylko do brutalności. Obie drużyny grały na ogromnej intensywności, świetnie prezentowały się w pressingu. Solidnie grały w obronie i – choć tempo meczu było niezłe – przyniosło to negatywne konsekwencje: przez 45 minut żadna ze stron nie oddała chociażby jednego celnego strzału. W takich okolicznościach gola się zdobyć nie da.
Do przełamania doszło w 55 minucie. Dobrze poukładana defensywa Argentyny w końcu zaczęła przeciekać, podobnie jak we wszystkich meczach fazy pucharowej. Wystarczył jeden błąd, jedno niedopatrzenie i Anglicy wyszli na prowadzenie. Z prawego skrzydła dośrodkował Morgan Rogers, a akcję w polu karnym zamknął Anthony Gordon, który podczas mundialu bardzo często zawodził. Dla 25-latka, który tego lata przeniósł się z Newcastle do Barcelony, była to pierwsza bramka na turnieju w Ameryce Północnej.
Po ostatnich meczach Argentyńczyków przyzwyczailiśmy się jednak do tego, że Albicelestes nigdy nie można skreślać. Wygrali 3:2 z Egiptem w 1/8 finału, choć do 79 minuty przegrywali 0:2. W ćwierćfinale po dogrywce pokonali Szwajcarię. Stosunkowo szybko zdobyty gol przez Gordona był więc zwiastunem tego, że do ostatnich chwil toczyć się będzie batalia o finał.
I Argentyna ruszyła do ataku, chciała jak najszybciej doprowadzić do wyrównania. Problemem zespołu z Ameryki Południowej było natomiast to, że w nienajgorszej dyspozycji był bramkarz Jordan Pickford. Bronił niczym w transie, powodując przyrost irytacji podopiecznych Lionela Scaloniego. Ponadto mieli też pecha, ponieważ centymetrów zabrakło do tego, aby Alexis Mac Allister trafił do siatki po strzale głową. Ostatecznie futbolówka zatrzymała się na słupku. Nerwy kibiców Albicelestes były wystawione na próbę. Ich ulubieńcy w poprzednich meczach demonstrowali piłkę nożną z elementami magii. Teraz cierpliwie czekali na sztuczkę najlepszego magika, Lionela Messiego. I… doczekali się.
Znów, tak jak w meczu z Egiptem, w końcówce spotkania Argentyńczycy odnaleźli drogę do bramki. Najpierw, w 85 minucie, do siatki trafił Enzo Fernandez, po asyście Messiego. Gol padł po rzucie rożnym, który Argentyńczycy rozegrali krótko, po czym piłka trafiła przed pole karne do środkowego pomocnika, a ten pewnym uderzeniem pokonał Pickforda.
Gdy wydawało się, że czeka nas dogrywka, doszło do kolejnego wstrząsu, znów z udziałem asystującego Messiego. Tym razem geniusz zagrał idealnie na głowę rezerwowego Lautaro Martineza, lobując przy okazji angielskiego bramkarza. Napastnikowi Interu pozostało jedynie umieścić piłkę w pustej bramce. Messi znów to zrobił! Znów dał Argentynie zwycięstwo. Znów, w drugim turnieju z rzędu, poprowadził ją do finału mistrzostw świata. Bóg futbolu znów udowodnił, że jego wiek nie ma znaczenia, że nadal jest fenomenem. Czy w niedzielę po raz drugi w karierze zostanie mistrzem? Czy pokona Hiszpanię?
Kacper Janoszka
OCENA MECZU ⭐⭐⭐⭐
◼ Anglia – Argentyna 1:2 (0:0)
1:0 – Gordon, 55 min, 1:1 – E. Fernandez, 85 min, 1:2 – La. Martinez, 90+2 min (głową)
ANGLIA: Pickford – James (82. Burn), Stones (90+6. Toney), Guehi, Spence (90+6. Rashford) – Rice (82. O’Reilly), Anderson – Rogers, Bellingham, Gordon (72. Konsa) – Kane. Trener Thomas TUCHEL.
ARGENTYNA: E. Martinez – Molina (72. Moniel), Romero, Li. Martinez (72. Otamendi), Taglifico (81. La. Martinez) – Simeone (72. de Paul), E. Fernandez, Paredes (64. N. Gonzalez), Mac Allister, J. Alvarez – Messi. Trener Lionel SCALONI.
Sędziował Ismail Elfath (USA). Widzów 68239. Żółte kartki: Anderson – L. Martinez, Romero, de Paul.
Piłkarz meczu – Lionel MESSI