eprasa.pl

Grupa C: Brazylia – Maroko 1:1. Lepszy punkt w garści...

Najlepszy do tej pory bój północnoamerykańskiego stoczyli Canarinhos z Lwami Atlasu.

Ayyoub Bouaddi (z lewej) jest dwa razy młodszy niż Casemiro i od osiągnięć Brazylijczyka dzileą go lata świetlne. Ale w tym meczu przyćmił go zupełnie. Fot. Icon Sport/SIPA USA/PressFocus

W ostatnich kilku-kilkunastu latach piłkarski świat przyzwyczaił się już do faktu, że Brazylijczyków – wciąż niedoścignionych w liczbie mundialowych triumfów – można rzucić na kolana. Z takim przekonaniem, zbudowani czwartym miejscem na mistrzostwach świata w Katarze oraz niemal 2,5-roczną (!) serią gier bez porażki (wszak tegoroczny finał PNA przegrali na boisku, ale wygrali przy zielonym stoliku...), wyszli na murawę stadionu w East Rutheford zawodnicy reprezentacji Maroka. Canarinhos – jak niegdyś Andrzej Gołota w skeczu Marcina Dańca - myśleli chyba, że rywale będą z nimi rozmawiać, a oni tymczasem zaczęli ich bić! Okazji na objęcie prowadzenia w ciągu 20 minut Marokańczycy mieli parę; a zaraz po ich upływie wreszcie posłali Latynosów na deski: Ismael Saibari (asystował Azzedine Ounahi) bajeczną podcinką nad barkiem interweniującego poza polem karnym Alissona potwierdził, że żądane zań przez PSV Eidhoven 50 mln euro to cena niemalże dumpingowa!

Część z grona 83 tysięcy kibiców zgromadzonych na trybunach patrzyła już w stronę brazylijskiego narożnika – pardon, ławki – spodziewając się, że lada moment poleci stamtąd na murawę ręcznik. A jednak Brazylijczycy z zamroczenia wyszli nader szybko; a wszystko zaś za sprawą indywidualnych umiejętności swych gwiazd. Konkretnie – Vinicusa Juniora. To już nie był boks; to był pokaz tańca towarzyskiego, po którym Neil El Aynaoui przez ładnych kilka minut wykręcał korki z murawy, a doświadczony Yassine Bounou między słupkami mógł tylko wzrokowo oceniać prędkość piłki posłanej w okienko jego bramki. Gwiazdor „Królewskich” z Madrytu uczcił w ten sposób 50. mecz w reprezentacji.

To była cała wanna lodowatej wody, wylana na rozgrzane głowy ekipy z Maghrebu. Nie żeby Marokańczycy dali się od tej pory zepchnąć na liny – co to to nie. Z mniejszym wszakże ryzykiem szli od tej pory do ataku, podnosząc wyżej gardę. Technicznie wciąż mieliśmy – z obu stron - spektakl godzien owacji na stojąco; z mocnym docenianiem wszakże owego punkcika oznaczającego, że nie przegrało się pierwszego meczu w turnieju i z uwzględnieniem faktu, że amerykańskie upały wyciskają ostatnie poty z każdego. I tak jednak ostatni gwizdek Slavko Vincicia – wciąż będącego w formie mocno wakacyjnej, jak w marcowym meczu Polaków ze Szwedami - przyjęliśmy z żalem, że to już koniec...


Brazylia – Maroko 1:1 (1:1)

0:1 – Saibari, 21 min, 1:1 – Vinicus Jr, 32 min

BRAZYLIA: Alisson – Roger Ibanez (46. Danilo), Marquinhos, Gabriel Maghalaes, Douglas Santos – Casemiro (46. Fabinho), Bruno Guimaraes (80. Danilo Santos) - Raphinha, Lucas Paqueta (61. Luiz Henrique), Vinicus Jr – Igor Thiago (61. Matheus Cunha). Trener Carlo ANCELOTTI.

MAROKO: Bounou – Hakimi, Diop, Riad, Mazraoui (80. Salah-Eddine) – Bouaddi, El Aynaoui – Diaz (65. Talbi), El Khanouss (80. Amaimouni), Ounahi (65. El Mourabet) – Saibari (89. Rahimi). Trener Mohamed Ouahbi.

Sędziował Slavko Vincić (Słowenia). Widzów 83000. Żółte kartki: Casemiro, Roger Ibanez.

Piłkarz meczu - Ayyoub BOUADDI