Scheffler w natarciu
W piątek Scottie Scheffler rozniósł w pył swoich rywali w FedEx St. Jude Championship, wyrównując rekord pola TPC Southwind i obejmując samodzielne prowadzenie w turnieju.
Taką kartą trzeba się pochwalić. Zdjęcia Facebook PGA TOUR i FedEx St. Jude Championship
Numer jeden światowego golfa zupełnie się nie patyczkował. Po raczej spokojnym początku w czwartek i wyniku 68, następnego dnia wrzucił szósty bieg i wystrzelił z rundą 61! Wyrównał tym samym legendarny, ponad trzydziestoletni rekord pola TPC Southwind, dołączając do Jaya Delsinga (1993), Boba Estesa (2001) oraz Toma Lewisa (2020).
Rozpoczął wszystko z sześciouderzeniową stratą do liderów. Szybko jednak zdominował pole, popisując się kapitalną skutecznością. Najpierw zaliczył birdie na każdym z pierwszych pięciu dołków, a po kolejnym na siódemce miał już na karcie wynik -6.
Wrażenia nie zrobił na nim bogey na ósemce par-3 oraz utopienie piłki na dwunastce. Co prawda pozbawiły go szansy na zejście poniżej 60 uderzeń, ale nie wybiły z rytmu. W swoim stylu popisał się zabójczym finiszem - na ostatnich sześciu dołkach zdobywając kolejne cztery birdie, w tym trzy z rzędu od piętnastki do siedemnastki.
Kluczem do sukcesu okazał się rozgrzany do czerwoności putter – aż 13 razy potrzebował na greenach tylko jednego uderzenia. Po raz pierwszy w karierze przewodził stawce w piątek zarówno w statystyce uderzeń na greenie - strokes gained putting, jak i zagrań na greeny - strokes gained approach.
Dzięki rewelacyjnej rundzie zakończył piątek z łącznym wynikiem -11 i prowadzi trzema uderzeniami na półmetku rywalizacji.
"To był naprawdę wymarzony początek - relacjonował Scottie. „Szczerze mówiąc, prawdopodobnie jeden z najlepszych startów, jakie miałem w tourze. Nie potrafię przypomnieć sobie momentu, w którym miałbym tak niski rezultat na tak wczesnym etapie rundy”
Drugie miejsce zajmują Koreańczyk Sungjae Im (66) oraz Norweg Viktor Hovland, który w piątek ustrzelił świetny wynik 64. Tuż za nimi plasuje się Szwed Ludvig Åberg, finiszując w piątek z rezultatem 65.
Zupełnie inny nastrój miał grający w parze z Schefflerem Rory McIlroy. Zdobywca pełnego Wielkiego Szlema po fatalnym czwartku (74!) uciułał w piątek 70 uderzeń, pozostając daleko w tyle stawki z łącznym wynikiem +4.
Rory dla odmiany nie udzielił oficjalnego wywiadu prasowego ani telewizyjnego bezpośrednio po zakończeniu swojej frustrującej piątkowej rundy, którą zakończył dwoma bogeyami z rzędu. Nie jest tajemnicą, że nie przepada za tym polem i rok wcześniej zrezygnował nawet ze startu w tym turnieju, aby… odpocząć. Przed rozpoczęciem tegorocznej rywalizacji mówił: "Myślę, że to ważne, aby gracze tutaj byli. Po kilku rozmowach uznałem, że przyjazd i okazanie wsparcia dla PGA Tour oraz turniejów play-off to właściwa rzecz”. Przed samym turniejem zaznaczał też, że ten tydzień ma być dla niego testem formy po przerwie od gry: "Traktuję ten tydzień na FedEx St. Jude Championship jako szansę, by zobaczyć, w jakim miejscu jest moja gra”. Plasując się na dość odległym, sześćdziesiątym miejscu w stawce, z wynikiem +4 i pomijając konferencję prasową najwyraźniej odpowiedź na to pytanie nie jest pozytywna.
Wieczorne transmisje z Memphis znajdziemy w Eurosporcie 2 z komentarzem Jacka Persona, do którego w niedzielę dołączy Paweł Ulbrych.
Kasia Nieciak
Kolorowe fartuszki caddych to działo podopiecznych Szpitala Dziecięcego St. Jude